Władysław Szlengel "Kartka z dziennika Akcji"


Dziś widziałem Janusza Korczaka
Jak szedł z dziećmi w ostatnim pochodzie,
A dzieci były czyściutko ubrane,
Jak na spacerze w ogrodzie.

Nosiły czyste fartuszki świąteczne,
Które dzisiaj już można dobrudzić,
Piątkami Dom Sierot szedł miastem,
Knieja tropionych ludzi.

Miasto miało twarz przerażona,
Masyw dziwnie odarty i goły,
Patrzyły w ulice puste okna,
Jak martwe oczodoły.

Czasem krzyk jak ptak zabłąkany
Był dzwonem śmierci bez racji,
Apatyczni jeździli rikszami
Panowie sytuacji.

Czasem tupot i szurgot i cisza,
Ktoś w przelocie rozmowę miał spieszna,
Przerażony i niemy w modlitwie
Stał kościół ulicy Leszno.

A tu dzieci piątkami - spokojnie,
Nikt nikogo nie ciągnął z szeregu,
To sieroty - nikt stawek nie wtykał
W dłonie granatowych kolegów.

Interwencji na placu nie było,
Nikt Szterlingowi w ucho nie dyszał,
Nikt zegarków w rodzinie nie zbierał
Dla spijaczonego Łotysza.

Janusz Korczak szedł prosto na przedzie
Z gołą głową - z oczami bez lęku,
Za kieszeń trzymało go dziecko,
Dwoje małych sam trzymał na ręku.

Ktoś doleciał - papier miał w dłoni,
Cos tłumaczył i wrzeszczał nerwowo,
- Pan może wrócić... jest kartka od Brandta,
Korczak niemo potrząsnął głową.

Nawet wcale im nie tłumaczył,
Tym, co przyszli z laską niemiecką,
Jakże włożyć w te głowy bezduszne,
Co znaczy samo zostawić dziecko...

Tyle lat... w tej wędrówce upartej,
By w dłoń dziecka kule dać słońca,
Jakże teraz zostawić strwożone,
Pójdzie z nimi... dalej... do końca...

Potem myślał o królu Maciusiu,
że mu los tej przygody poskąpił.
Król Maciuś na wyspie wśród dzikich
Też inaczej by nie postąpił.

Dzieci właśnie szły do wagonów
Jak na wycieczkę podmiejska w Lagbomer,
A ten mały z tą miną zuchwalą,
Czuł się dzisiaj zupełnie jak Szomer.

Pomyślałem w tej chwili zwyczajnej,
Dla Europy nic przecież niewartej,
że on dla nas w historie w tej chwili
Najpiękniejszą wpisuje kartę.

Że w tej wojnie żydowskiej, haniebnej,
W bezmiarze hańby, w tumulcie bez rady,
W tej walce o życie za wszystko,
W tym odmęcie przekupstwa i zdrady,

Na tym froncie, gdzie śmierć nie osławia,
W tym koszmarnym tańcu wśród nocy,
Był jedynym dumnym żołnierzem -
Janusz Korczak opiekun sieroty.

Czy słyszycie sąsiedzi zza murka,
Co na śmierć nasza patrzycie przez kratę?
Janusz Korczak umarł, abyśmy
Mieli także swe Westerplatte.

Tekst za: http://edukacja.warszawa.pl/wokol-nas/jubileusze/rok-janusza-korczaka/3584_wladyslaw-szlengel-kartka-z-dziennika-akcji




Władysław Szlengel jest jednym z najważniejszych żydowskich poetów okresu okupacji. Jego zapiski prowadzone na bieżąco w warszawskim getcie są niezwykle cennym, lirycznym opisem życia w odizolowanej przez Niemców dzielnicy żydowskiej. Wreszcie udział w powstaniu w getcie oraz dramatyczne losy przyczyniły się do zbudowania aury niezwykłości wokół jego poezji. Szlengel był twórcą wszechstronnym, oprócz wierszy pisał także sztuki, kabarety, stworzył teksty kilkudziesięciu piosenek. Urodził się prawdopodobnie w 1914 roku. Całe życie był związany z Warszawą, gdzie mieszkał i uczył się. Zadebiutował na łamach polskiej prasy w 1930 roku. W latach trzydziestych był niezwykle płodny literacko - pisał dziesiątki wierszy i piosenek wykonywanych zresztą przez wybitnych muzyków dwudziestolecia międzywojennego. W czasie II wojny światowej najpierw brał udział w obronie Warszawy, a następnie uciekł ze stolicy w obawie przed prześladowaniami ze strony niemieckiego okupanta. Do czerwca 1941 roku przebywał na terenach wcielonych do Związku Radzieckiego, angażując się w działalność Białostockiego Teatru Miniatur. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zbiegł z Lwowa i przedostał się do Warszawy, wracając do rodzinnej kamienicy znajdującej się na terenie getta. Tam dalej angażował się w działalność artystyczną, co stanowiło niezwykły wyjątek na tle ginącego getta. Wraz z literatami skupionymi wokół ,,Cafe Sztuka" tworzył m.in. kabaret ,,Żywy dziennik". Funkcjonowanie lokalu zostało brutalnie przerwane niemieckimi represjami względem twórców. W drugiej połowie 1942 roku większość z nich została wywieziona z getta. Magdalena Stańczuk (,,Władysław Szengel - poeta nieznany") zauważa, że Szlengel nie zaprzestał działalności literackiej. Pisał kolejne wiersze, próbował nawet opracować kronikę getta. Kolportował je potajemnie wśród ocalałych mieszkańców getta czekających na wywózkę do niemieckich obozów koncentracyjnych. Wiele z utworów zaginęło. Te, które ocalały, stanowią cenne świadectwo artyzmu Szlengela i tego, jak wyglądało życie artystyczne za murami getta. Poecie nie udało się przejść na aryjską stronę. Był aktywny do końca zdecydowanie zbyt krótkiego życia. 19 kwietnia 1943 roku w getcie warszawskim wybuchło żydowskie powstanie wymierzone w Niemców brutalnie likwidujących enklawę. Szlengel wraz z żoną i ponad setką innych Żydów ukrywał się w bunkrze przy ul. Świętojerskiej. Schronienie zostało odkryte przez Niemców 8 maja 1943 roku. Wszyscy znajdujący się w środku zostali rozstrzelani.

,,Kartka z dziennika Akcji" jest jednym ze szczególnie dramatycznych wierszy Władysława Szlengela. Poeta obserwował bowiem pochód sformowany z dzieci, podopiecznych Janusza Korczaka. Korczak wraz ze współpracownikami prowadził na terenie warszawskiego getta Dom Sierot, w którym przebywali najmłodsi Żydzi. Placówka została zlikwidowana w czasie tzw. Wielkiej Akcji zapoczątkowanej pod koniec lipca 1942 roku. W jej trakcie okupant wywiózł ponad 250 tys. Żydów, których w zdecydowanej większości kierowano do obozu zagłady w Treblince. Tam najczęściej byli uśmiercani w komorach gazowych. Podobny los spotkał mieszkańców Domu Sierot. Niemcy nakazali przemarsz Korczaka i jego podopiecznych na plac przeładunkowy Umschlagplatz, skąd następnie cała grupa została wywieziona Treblinki. Nie udało się ustalić pewnej daty śmierci Korczaka. Marsz dzieci Korczaka miał miejsce 5 sierpnia 1942 roku i był obserwowany przez dziesiątki ludzi, w tym Szlengela, który dał cenne literackie świadectwo wydarzenia. Warto zwrócić na stosunkowo wiarygodny - potwierdzony wieloma powojennymi relacjami - opis całego zdarzenia. Dramatyczny konwój szedł spokojnie na pewną śmierć na oczach niemych obserwatorów. Wyrażało to beznadziejność położenia warszawskich Żydów, dla których Niemcy przygotowali jedynie upokorzenie i śmierć.


Polecamy


Patronat


Recenzje