Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Wojen nie wygrywa się ewakuacjami", Winston Churchill

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





II wojna światowa w skrócie
Cz. 2 Mroczne widmo, lata 1939-1941



Niemiecka machina wojenna rozpędzała się w okresie lat trzydziestych XX wieku, aby wreszcie ruszyć z pełną parą 1 września 1939 roku. Niestety, celem była Polska, która do nowoczesnej wojny nie była przygotowana w stopniu, który umożliwiłby stawienie czoła koalicji, bo o tym przecież śmiało można mówić, niemiecko-sowieckiej. Latem tego roku Niemcy dysponowały już silną armią i potencjałem gospodarczym umożliwiającym rozpoczęcie działań zbrojnych. Przywódca narodu niemieckiego, Adolf Hitler, liczył się z możliwością walki na dwa fronty, obawiając reakcji Francji oraz Wielkiej Brytanii, które łączyły z Polską sojusze i pakty gwarantujące współpracę w wyniku agresji na któregokolwiek z sygnatariuszy. Mimo to postanowił niezwłocznie działać, sądząc, iż mocarstwa Europy Zachodniej nie zdecydują się na podjęcie śmielszych kroków. Wnioski te okazały się być słusznymi – zarówno Francja, jak i Wielka Brytania nie były militarnie wystarczająco silne, aby pokonać III Rzeszę. Dodatkowo w krajach tych przeważały nastroje pacyfistyczne, a przywódcy obu narodów od lat prowadzili politykę ustępstw na rzecz hitlerowskiego państwa. I tym razem nie mieli oni zamiaru prowokować działań na własnym terytorium, obawiając się klęski oraz zachowując krótkowzroczność, które cechowała ich poczynania na międzynarodowej arenie politycznej od kilku już lat, w czasie których dali się wodzić za nos Hitlerowi. A ten oczekiwał na odpowiedni moment. Chwila ta nastała z końcem sierpnia 1939 roku.

Początkowo uderzenie na Polskę zaplanowano na 26 sierpnia. Specjalnie opracowany plan operacji nosił kryptonim „Fall Weiß” i opierał się na skoncentrowanym uderzeniu jednostek niemieckich z trzech stron – Prus Wschodnich, rdzennej części Niemiec i Czech oraz Słowacji. Wojna nie wybuchła jednak 26 sierpnia, gdyż dzień wcześniej podpisane zostało specjalne porozumienie polsko-brytyjskie, w którym sojusznicy narodu polskiego zdecydowanie opowiedzieli się po stronie Polaków, gwarantując pomoc militarną. Głos zabrał także prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt i papież Pius XII, którzy skrytykowali agresywne posunięcia Niemiec. Mimo to Hitler nadal prowadził politykę, do której przyzwyczaił Europejczyków w drugiej połowie lat trzydziestych. 29 sierpnia wystosował ostateczne ultimatum z żądaniami do Polski. Warunki były niemożliwe do zrealizowania. Polska, jak to kilkakrotnie już uczyniła, ponownie odrzuciła niemieckie żądania (wśród nich chociażby budowa eksterytorialnej autostrady łączącej Prusy Wschodnie z zachodnią częścią kraju). 31 sierpnia Hitler obarczył Polaków winą za brak pokojowego rozwiązania sporu i ponownie wydał tajny rozkaz rozpoczęcia działań wojennych, co miało nastąpić dzień później. Tego samego dnia zorganizowana została specjalna akcja mająca na celu udokumentowanie rzekomo agresywnych działań strony polskiej – Niemcy przebrani w polskie mundury dokonali napadu na radiostację w Gliwicach. Tymczasem Polacy szykowali się do nadchodzącego boju, ogłaszając najpierw częściową, a następnie pełną mobilizację sił wojskowych (31 sierpnia).

1 września o świcie (natarcie zaplanowano na godz. 4.45) do boju ruszyły dwie grupy armii sformowane z 37 dywizji piechoty, 4 dywizji zmotoryzowanych, 6 dywizji pancernych, 4 dywizji lekkich, 1 dywizji górskiej, 1 brygady kawalerii i 2 zmotoryzowanych pułków SS, w sumie około 1 mln 505 tys. ludzi oraz 187 tys. pojazdów mechanicznych, 2600 czołgów, 1300 samochodów pancernych i 2800 samolotów bojowych. Także niemiecka marynarka, Kriegsmarine, wystawiła silną flotę złożoną z 53 jednostek oraz kilkudziesięciu łodzi rybackich. Głównodowodzącym operacją został gen. Walter von Brauchitsch, stanowisko szefa sztabu generalnego armii objął gen. Franz Halder. Naprzeciw tej sile stanęło Wojsko Polskie dowodzone przez Naczelnego Wodza marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego, które mogło przeciwstawić niecały milion ludzi, 600 czołgów i 400 samolotów. Dodatkowo warto wspomnieć, iż wyposażenie niemieckie przewyższało polskie pod względem jakości i zaawansowania technicznego, a więc nie tylko ilość zaważyła na sukcesie wojsk najeźdźcy.

Koncentryczny atak z kilku stron zaskoczył polskich obrońców, jednak ci stawili spory opór agresorowi jeszcze podczas walki na granicach kraju. O 4.45 pancernik „Schleswig-Holstein” otworzył ogień na polską placówkę wojskową na Westerplatte, dając symbolicznie początek II wojnie światowej. Do ataku ruszyło także lotnictwo, bombardując cele wojskowe, szczególnie węzły komunikacyjne i lotniska. Silne uderzenie ruszyło od strony Śląska i Pomorza, stosunkowo mało działo się w rejonie Wielkopolski, gdzie Polacy spodziewali się najbardziej zaciętych walk. Chaos spowodowany nagłym atakiem pogłębiała tzw. V kolumna, dywersanckie zmilitaryzowane oddziały ochotnicze, które wspierały niemieckie wojsko. Na froncie już w pierwszym dniu walk uwidoczniła się znaczna przewaga niemiecka. Grupa Obrony Wybrzeża stawiała samotny opór najeźdźcy, walcząc w izolacji od reszty kraju i jednostek. Już 2 września wycofywanie w głąb kraju rozpoczęła Armia „Pomorze” gen. Bortnowskiego. Do ciężkich walk doszło w rejonie Mławy i wsi Mokra. Na Podhalu wsparcie armii niemieckiej zapewnili Słowacy, którzy wkroczyli w granice Polski w sile 50 tys. ludzi. Bitwa graniczna została przez Polaków przegrana do 4-5 września. Tymczasem sojusznicy nie mogli zdecydować, co zrobić w tej sytuacji. Francuscy politycy preferowali pozostanie za wybudowaną w latach trzydziestych Linią Maginota, potężnym pasem umocnień na granicy z Niemcami. Korpus brytyjski nie został jeszcze sformowany i przysłany na kontynent, co powodowało, iż podjęcie walki przeciw hitlerowcom mijało się z celem. 3 września oba państwa formalnie wypowiedziały wojnę Niemcom. Ich działania podjęte podczas kampanii wrześniowej sprowadzały się do symbolicznych ataków, jak chociażby nalot na Wilhelmshaven 10 bombowców typu „Blenheim”, który nie przyniósł żadnych korzyści aliantom, czy też zajęcie przygranicznych miejscowości niemieckich, co także znacząco nie wpłynęło na położenie polskiego sojusznika, który tracił siły z każdym dniem walki. Polacy zmuszeni byli zająć nowe pozycje. Zgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza dokonano przeszeregowania jednostek i obsadzono linię Biebrza, Narew, Wisła, San. Dodatkowo utworzono Armię „Lublin”, która objęła teren na południe od Warszawy. 3. i 4. armie niemieckie ruszyły na południe, po obu stronach Wisły, rozcinając polską obronę. XIX Korpus Pancerny obrał kurs na Brześć. Najgorzej sytuacja wyglądała w rejonie działania Armii „Kraków” i „Łódź”. 4 września zdobyta została Częstochowa, 6 września poddały się Kraków, Nowy Sącz, Kielce. Armia „Łódź” została rozbita i rozpoczęła odwrót w kierunku Warszawy. 8. i 10. armie niemieckie podążały tropem zgrupowania, kierując się na stolicę. Zagrożona Warszawa została opuszczona w nocy na 7 września przez Naczelnego Wodza, który udał się do Brześcia. Obronę stolicy organizował gen. Walerian Czuma wspierany przez prezydenta miasta Stefana Starzyńskiego. Dzięki mobilizacji warszawiaków szybko przystąpiono do fortyfikowania stolicy. Ponadto budowano specjalną armię złożoną z żołnierzy różnych jednostek, najczęściej rozbitych w toku wcześniejszych walk. Jej dowództwo powierzono gen. Juliuszowi Rómmlowi. 7 września Niemcy sforsowali Narew. Tego samego dnia skapitulowała załoga Westerplatte tocząca tygodniowy bój z przeważającym liczebnie przeciwnikiem. Ostatecznemu rozbiciu uległa Armia „Łódź”, a sytuacja Armii „Prusy” stała się krytyczna. W związku z tym dowódca Armii „Poznań” (jednostka wycofywała się z Wielkopolski i nie poniosła większych strat) gen. Tadeusz Kutrzeba rozpoczął opracowywanie śmiałego planu zwrotu zaczepnego na lewe skrzydło wojsk nieprzyjaciela atakujących Warszawę. Do walki włączył Armię „Pomorze”. Plan z opóźnieniem zaakceptował Naczelny Wódz, dlatego też dopiero 9 września mogła ruszyć ofensywa wojsk polskich. W tym czasie jednostki niemieckie zdołały już dotrzeć do stolicy, pierwsze czołgi wroga na przedpolach Warszawy rozpoznano już 7 września. Natarcie przygotowane przez gen. Kutrzebę początkowo przyniosło spory sukces armii polskiej. Oddziały niemieckie zmuszone zostały do wycofania w rejon Łęczycy i Kutna. Na zagrożony odcinek frontu przybył sam Hitler, a dowództwo nad zgrupowaniem biorących udział w walkach objął gen. Gerd von Rundstedt. Walki trwały do 17 września. W wyniku ofensywy Polacy odzyskali szereg utraconych wcześniej miejscowości, jednak nie udało się im rozbić lewego skrzydła wojsk niemieckich. Dowództwo nieprzyjaciela szybko opanowało sytuację, wprowadzając do walki świeże jednostki, przede wszystkim dywizje pancerne i zmotoryzowane. Wojska polskie, częściowo na skutek złego dowodzenia, zostały okrążone i zmuszone do przebijania się w kierunku Warszawy. Resztki Armii „Poznań” i „Pomorze” po krwawym boju w Puszczy Kampinoskiej dotarły do stolicy, wzmacniając jej obrońców. Na innych odcinkach sytuacja także przedstawiała się na korzyść Niemców. Naczelny Wódz zdecydował o utworzeniu Frontu Środkowego (rejon na południe od Warszawy) i Frontu Południowego (rejon Małopolski i przedpola Lwowa). Dowództwo nad zgrupowaniami objęli gen. Tadeusz Piskor i gen. Kazimierz Sosnkowski. Polacy wciąż liczyli na interwencję aliantów zachodnich. Jednakże ci, na specjalnej konferencji w Abbeville (12 września), zdecydowali, iż działania w Polsce są już przesądzone a ofensywa wojsk francusko-brytyjskich nie przyniesie żadnego rezultatu. Strona polska nie została poinformowana o postanowieniach spotkania, co dodatkowo dezorientowało i utrudniało obronę, teraz przeniesioną przede wszystkim na północno-wschodnie tereny Rzeczpospolitej. Tymczasem Sowieci, ponaglani przez Niemców, zdecydowali się przyłączyć do walk przeciwko Polakom. Pretekstem miała być ochrona mniejszości ukraińskich i białoruskich przed rzekomą agresją niemiecką. W związku z tym 17 września ambasador polski w ZSRR otrzymał notę, z której jasno wynikało, iż Związek Sowiecki przystępuje do działań zbrojnych. Następnej nocy władze polskie przekroczyły granicę z Rumunią, gdzie spodziewały się znaleźć azyl polityczny. Politycy i wojskowi zostali jednak zaskoczeni przez władze rumuńskie – Polaków internowano, a duży wpływ na tę decyzję miały naciski na rząd rumuński ze strony niemieckiej. Chaos pogłębiły sprzeczne rozkazy odnośnie agresji radzieckiej. Część wojskowych nie decydowała się na podjęcie walk przeciwko Armii Czerwonej, licząc na współdziałanie przeciwko Niemcom, część postanowiła odeprzeć atak kolejnego najeźdźcy, choć siły Korpusu Ochrony Pogranicza gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna były słabe liczebnie i nie posiadały odpowiedniego wyposażenia. 25 batalionów KOP nie miało szans w starciu z potężną Armią Czerwoną, w związku z czym Rydz-Śmigły wydał rozkaz o niepodejmowaniu walk, jeśli Polacy nie zostaną zaatakowani. Sam zmuszony był ewakuować się, liczył na przedostanie do Francji. Plany te zawiodły. Wroga postawa rządu rumuńskiego uniemożliwiła emigrację na zachód. Mimo to wielu Polaków podjęło się przedostawania w kierunku krajów sojuszniczych. Wkrótce utworzą się tam Polskie Siły Zbrojne i powstanie Polski Rząd na Emigracji. Wróćmy jednak do Polski. Straciliśmy na chwilę z oczu wschodnią część kraju, gdzie Armia Czerwona parła w kierunku niemieckiego sojusznika, a sami Niemcy szybko posuwali się w kierunku południowym (17 września padł Brześć). Od 17 do 20 września trwała bitwa pod Tomaszowem Lubelskim, gdzie starły się resztki Armii „Kraków” i „Lublin” z jednostkami niemieckimi. I ta bitwa została przez Polaków przegrana. 29 września skapitulowała twierdza Modlin, podobny los spotkał Hel, którego załoga poddała się 2 października. Trwały walki o Lwów, który poddał się przed nadchodzącymi Sowietami 22 września. Warszawa, mimo wysiłku, nie mogła opierać się Niemcom dłużej niż trzy tygodnie. W związku z tym stolica poddała się najeźdźcy 27 września. Kapitulacja rozpoczęła mrok niewoli, strasznej okupacji, która miała potrwać aż do wyzwolenia miasta przez Armię Czerwoną. Wreszcie jako ostatni skapitulował gen. Franciszek Kleeberg (5 października), którego Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” stoczyła zwycięski bój w okolicach Kocka w dniach 2-4 października. Była to ostatnia zorganizowana jednostka Wojska Polskiego kończąca swój szlak podczas kampanii wrześniowej. Porozumienie niemiecko-sowieckie tworzyło nową linię demarkacyjną, dzieląc Polskę pomiędzy oba państwa. Niektóre miejscowości, które przewidziane były dla Związku Sowieckiego (pakt Ribbentrop-Mołotow) zostały zajęte przez Niemców, w związku z czym sojusznik musiał się wycofać z podbitych terenów, zostawiając miejsce dla Armii Czerwonej. 29 września, po przybyciu Ribbentropa do Moskwy, podpisany został nowy układ, na mocy którego nowa granica przebiegała na linii rzek Pisa, Narew, San. Obie strony po raz kolejny gwarantowały ścisły sojusz oraz zobowiązały się do walki z polskich ruchem narodowowyzwoleńczym. Niemcy zajęły 188 700 km2 z 22 140 tys. ludności a ZSRR 201 000 km2 z 13 190 tys. ludności. 90 000 km2 zostało wcielonych bezpośrednio do Rzeszy, z reszty utworzone zostało Generalne Gubernatorstwo obejmujące centralną część byłych ziem Polski. Gubernatorem został Hans Frank, a za siedzibę obrał sobie Wawel. W toku walk śmierć poniosło 66 tys. Polaków, 133 700 osób odniosło rany. Straty niemieckie wyniosły 16 572 zabitych, 30 342 rannych i 3409 zaginionych. Armia Czerwona utraciła do 3 tys. zabitych i do 10 tys. rannych. Państwo polskie zostało ponownie skreślone z mapy Europy, jednak i tym razem patrioci polscy postanowili walczyć o wyzwolenie swego kraju, organizując się zarówno w okupowanej ojczyźnie, jak i poza granicami Polski.

Szybko wygrana kampania w Polsce zaskoczyła nie tylko Niemców, ale i sojuszników pokonanego kraju. Zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy zmuszeni byli podjąć wysiłek rozbudowy i przebudowy swych wojsk, aby móc zmierzyć się z niszczycielską siłą Wehrmachtu. Hitler w pierwszej kolejności chciał pobić mocarstwa zachodnie, aby rozwiązać sobie ręce w kwestii dalszych podbojów, tym razem na wschodzie. Francuskie dowództwo i politycy przeciwni byli działaniom zbrojnym, licząc na „opamiętanie się Hitlera”. Ich kunktatorstwo już wkrótce miał wykorzystać przeciwnik. Do marca 1940 roku funkcję premiera Francji sprawował Edouard Daladier, a wodzem naczelnym był gen. Maurice Gamelin, z którym szeroko zakrojoną współpracę prowadził marsz. Philippe Petain, zwolennik defensywnego stylu walki. Wyżsi dowódcy francuscy nie dostrzegali nowinek technicznych, wciąż żyjąc tryumfami I wojny światowej. Nie słuchano ambitnego płk Charlesa de Gaulle’a, który zachęcał do tworzenia wojsk pancernych i lotniczych. Francuzi, ukryci za potężnymi umocnieniami Linii Maginota, nie obawiali się wroga, licząc, iż fortyfikacje obronią ich przed agresją Niemiec. Podobnie było na Wyspach Brytyjskich. Mimo wypowiedzenia wojny hitlerowskiej III Rzeszy, Brytyjczycy nie zdecydowali się na podjęcie działań na większą skalę. Premier Chamberlain wciąż zwlekał z rozpoczęciem ofensywy militarnej, nie miał zresztą wystarczających sił i środków, aby do niej doprowadzić. Sytuacja zaczęła się zmieniać po przegrupowaniach w brytyjskim rządzie na początku września 1939 roku, kiedy to stanowisko Pierwszego Lorda Admiralicji objął Winston Churchill, zwolennik radykalnego kursu względem Niemiec. Szybko zyskał sobie zwolenników w parlamencie, montując poważne skrzydło antyhitlerowskie, aprobujące walkę do samego końca, a więc do kapitulacji przeciwnika. Wyłoniono specjalny Gabinet Wojenny, w którego skład weszło jedenastu członków. Zaplanowano rozbudowę sił lądowych i powietrznych, utworzono armię terytorialną broniącą wysp oraz wysłano specjalny Brytyjski Korpus Ekspedycyjny marsz. Johna Gorta, który miał wziąć udział w walkach we Francji. Wsparcie Francuzom i Brytyjczykom mieli zapewnić Polacy, odbudowując Polskie Siły Zbrojne we Francji. Tam też powstał Polski Rząd na Emigracji. Prezydentem został Władysław Raczkiewicz, a stanowisko szefa rządu i Wodza Naczelnego objął gen. Władysław Sikorski.

Okres od października 1939 roku do kwietnia 1940 roku nazywany jest „dziwną wojną” lub „wojną siedzącą”, a to ze względu na zastój na zachodnim froncie. Obie strony przygotowywały się do starcia, jednak nie podejmowały agresywnych działań. Na większe akcje zdobyto się na morzu, gdzie pierwsze boje stoczyły jednostki pływające. Rozbudowa niemieckiej marynarki umożliwiła III Rzeszy rozgromienie floty polskiej (bardzo słabej ilościowo i jakościowo, dodatkowo osłabionej brakiem okrętów podwodnych „Orzeł”, „Ryś”, „Sęp”, „Żbik”, które przedostały się na zachód i zasiliły Royal Navy, brytyjską marynarkę), a następnie przejście do działań przeciwko flotom głównych przeciwników. Kriegsmarine podjęła się ofensywy w rejonie Wysp Brytyjskich. Już 3 września na dno poszedł statek pasażerski „Athenia”. 17 września podobny los spotkał brytyjski lotniskowiec „Courageaus”, który padł łupem okrętu podwodnego. Dodatkowo Luftwaffe prowadziła minowanie wód przybrzeżnych wokół Wielkiej Brytanii, co komplikowało żeglugę na brytyjskich akwenach. Co ciekawe, 14 października niemiecki okręt podwodny U-47 dokonał niebywałego wyczynu, przedostając się w głąb Scapa Flow, brytyjskiej bazy marynarki na Orkadach, i zatapiając pancernik „Royal Oak”. Dalej zatopiony został jeszcze krążownik pomocniczy „Rawalpindi” (23 listopada). Flota brytyjska nie pozostawała jednak dłużna, rewanżując się doskonałą akcją pościgową za pancernikiem kieszonkowym „Graf von Spee”. Okręt został zatopiony 17 grudnia 1939 roku u wybrzeży Ameryki Południowej. Pościgowi wymknął się inny pancernik kieszonkowy, „Deutschland”, który razem z „Graf von Spee” miał prowadzić działania korsarskie na Atlantyku. Podsumowując, do marca 1940 roku alianci utracili 357 statków o wyporności 1,2 mln BRT, natomiast strona niemiecka utraciła pancernik i 28 okrętów podwodnych oraz 71 innych statków o łącznej wyporności 340 tys. BRT. Trzeba jednak zauważyć, iż Wielka Brytania bardzo prężnie przystąpiła do odbudowy naruszonej Royal Navy, szybko nadrabiając straty.

Na wschodzie nie próżnował Związek Sowiecki, który pozbył się głównego przeciwnika, jakim była Polska. Na podbitych terenach szybko zbudowano aparat represji, eksterminacja dotknęła także zniewolonych po kampanii wrześniowej oficerów Wojska Polskiego. Wiosną 1940 roku zamordowano ponad 20 tys. żołnierzy z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Agresja sowiecka dotknęła państw nadbałtyckich. Latem 1940 roku przeprowadzono wybory w Estonii, Łotwie i Litwie, w których ludność obrała nowych reprezentantów w parlamencie. Ci z kolei opowiedzieli się za przyłączeniem poszczególnych państw do ZSRR. Dużo gorsze wyniki osiągnęła Armia Czerwona w starciu z armią fińską. Po sprowokowaniu incydentów granicznych ZSRR wypowiedział wojnę swoim północnym sąsiadom i rozpoczął ofensywę. Wojna Zimowa rozpoczęła się 30 listopada 1939 roku i trwała do 13 marca 1940 roku. 12 marca 1940 roku podpisany został układ pokojowy, w wyniku którego Finlandia straciła część terytorium, jednak obroniła się przed narzuceniem zwierzchnictwa ZSRR. Aktywnością w organizowaniu pomocy dla broniących się Finów wykazali się Francuzi i Brytyjczycy, ślący uzbrojenie oraz organizujący specjalny korpus ekspedycyjny. Ostatecznie jednak nie został on wysłany, gdyż Wojna Zimowa została zakończona. Wykazała ona słabość sowieckiej armii oraz jej nieprzygotowanie do starcia z dobrze zorganizowanym przeciwnikiem, co już wkrótce mieli wykorzystać Niemcy. Nie skończyło to jednak polityki podbojów Stalina. W lipcu 1940 roku zażądał on od Rumunii przekazania Besarabii i północnej Bukowiny, co rząd rumuński zmuszony był uczynić. W międzyczasie Europę Zachodnią zdążył podbić sojusznik Stalina, równie bezwzględny, lecz lepiej przygotowany do walki – Niemcy.

9 kwietnia 1940 roku III Rzesza postanowiła skończyć frontową ciszę i rozpocząć nową kampanię. Tym razem celem niemieckiej agresji stały się Dania i Norwegia. Państwo duńskie, pozbawione siły militarnej, zostało pokonane już pierwszego dnia trwania ofensywy. O wiele dłużej miały trwać walki na Półwyspie Skandynawskim, gdzie zdecydowany opór najeźdźcy stawili Norwegowie wraz z wspierającymi ich aliantami. Pierwszym celem nacierających Niemców stały się główne porty norweskie rozmieszczone wzdłuż wybrzeża – od Oslo aż po Narvik. Już na początku marca 1940 roku gotowy był plan operacji o kryptonimie „Weserübung”. Przewidywano w niej użycie 140 tys. niemieckich żołnierzy, z którymi współpracę miała podjąć V kolumna kierowana przez norweskiego nazistę Vidkuna Quislinga. Mocarstwa zachodnie podjęły się przeciwdziałań, spodziewając rychłej agresji na Norwegię. Na początku kwietnia dokonano minowania wód przybrzeżnych Norwegii, na co bardzo gwałtownie reagował rząd norweski, dopatrując się złamania nienaruszalności granic. 9 kwietnia Niemcom udało się uzyskać niemalże całkowite zaskoczenie. Zdobyli większość głównych portów norweskich, w tym Oslo, Trondheim, Bergen. Spadochroniarze opanowali Stavanger. Alianci rozpoczęli przygotowania do wysłania wsparcia w postaci specjalnego korpusu ekspedycyjnego. Tym razem jednostki te dotarły w miejsce walk i stoczyły zacięte boje z Niemcami m.in. pod Narvikiem, odbijając miasto pod koniec maja z rąk żołnierzy 3 Dywizji Górskiej gen. Eduarda Dietla, którzy zajęli je 18 dnia tego miesiąca. W walkach udział wzięli też Polacy z Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich gen. Szyszko-Bohusza. Alianci lądowali także w rejonie Aldasnes czy Namso (14-18 kwietnia), jednak tam nie odniosły większych sukcesów. Walki z różnym natężeniem trwały do 8 czerwca, kiedy to zakończona została ewakuacja korpusu. Oddany został Narvik. Wreszcie ostatnie oddziały norweskie skapitulowały 10 czerwca. Król Haakon VII oraz norweski rząd opuścili kraj i udali się do Wielkiej Brytanii. W samej Norwegii utworzony został kolaborancki rząd Vidkuna Quislinga. W toku walk Niemcy stracili 5296 ludzi, 3 krążowniki, 10 niszczycieli (szczególnie w rejonie Narviku), 1 torpedowiec i 8 okrętów podwodnych, zniszczeniu uległy 242 samoloty. Z kolei alianci utracili 4400 ludzi, 1 lotniskowiec, 2 krążowniki, 8 niszczycieli, 6 okrętów podwodnych, 50 samolotów. Kolejny kraj został podbity przez machinę wojenną III Rzeszy. W tym czasie w Europie Zachodniej doszło do ostatecznego starcia z Francją.

Mimo iż kampania norweska nie została zakończona, niemieccy dowódcy zdecydowali się na kolejną wielką ofensywę, planowaną już na zimę 1939-40 roku. Celem planu „Fall Gelb” miała być Francja oraz kraje niderlandzkie. Kiedy Niemcy szykowali się do uderzenia, Francuzi dopiero dojrzewali do prowadzenia nowoczesnej wojny. Roszady na stanowiskach dowódczych (przyznanie de Gaulle’owi komendy nad 4. dywizją czołgów nastąpiło dopiero 11 maja 1940 roku), szybko postępująca rozbudowa armii przyszły jednak zbyt późno, aby znacząco wpłynąć na przebieg kolejnej kampanii prowadzonej zgodnie z taktyką wojny błyskawicznej. Nieprzygotowane do wojny były także Belgia i Holandia, które bały się naruszenia neutralności, jednak nie były w stanie przeciwstawić się przeważającym siłom najeźdźcy. Francuzi dysponowali blisko 1600 samolotami, przede wszystkim przestarzałych typów, naprzeciw których do boju miały polecieć nowoczesne i zaprawione już w boju maszyny niemieckie. 3000 francuskich czołgów także nie stanowiło jednostek o dużej sile uderzeniowej, działając często w niezorganizowanych grupach. Piechotę reprezentowało około 100 dywizji. Dodatkowo wsparcie Francuzom zapewniał brytyjski korpus ekspedycyjny w sile 10 dywizji (380 tys. ludzi), 84 tys. Polaków z Polskich Sił Zbrojnych, 10 dywizji holenderskich, 11 dywizji belgijskich (ogółem 4 dywizje pancerne i 3 zmotoryzowane oraz 8 dywizji kawalerii). W sumie alianci dysponowali około 4,5 mln żołnierzy. Dowódcy sprzymierzonych nie mieli jednak doświadczenia w prowadzeniu nowoczesnej wojny i nie doceniali szybkości i siły uderzenia jednostek wroga, co już na starcie znacznie zwiększało szanse powodzenia ofensywy Niemców. 10 maja 1940 ruszyło uderzenie niemieckiej armii liczącej około 100 dywizji piechoty, wspieranej przez 1500 myśliwców i dwa razy więcej bombowców. Plan był prosty, podobny do planu Schlieffena z czasów I wojny światowej. Niemcy wykonali uderzenie oskrzydlające, łamiąc neutralność Belgii, Holandii i Luksemburga. Umożliwiło to odciągnięcie znacznych sił francuskich na północ oraz atak flankami, co z kolei doprowadziło do oskrzydlenia Linii Maginota i jej obejścia od tyłu. Kampania w Holandii zakończyła się całkowitym sukcesem armii niemieckiej już 16 maja. Armia holenderska skapitulowała, a główny port tego kraju, Rotterdam, został zbombardowany i w dużej części zniszczony 14 maja. 11 maja Niemcy doszli do Kanału Alberta i zajęli twierdzę Eben Emael (szczególne zasługi niemieckich spadochroniarzy). W tym czasie dywizje pancerne gen, Kleista przeszły przez Luksemburg i południową Belgię, forsując Ardeny. Już 13 maja dywizja dowodzona przez gen. Rommla przekroczyła Mozę pod Houx, rozdzielając 5 i 9 Armię francuską. Następnego dnia czołgi gen. Guderiana przekroczyły Kanał Alberta. Niemieckie siły zmotoryzowane pędziły w kierunku Kanału La Manche, bez trudu wyprzedzając piechotę francuską. Wreszcie 21 maja wybrzeże zostało przez nie osiągnięte. Brytyjskie i belgijskie armie zostały odcięte na północy i odgrodzone pancernym klinem od oddziałów francuskich. Za grupą pancerną posuwały się wojska piechoty. Niepowodzenia te doprowadziły do zmiany francuskiego naczelnego wodza, którym 19 maja został gen. Maxime Weygand. Ataki po obu stronach korytarza nie przyniosły jednak efektu, co zmusiło aliantów do szybkiej ewakuacji brytyjskiej armii uwięzionej w rejonie Dunkierki. 27 maja skapitulowała Belgia. W tym czasie marynarka Wielkiej Brytanii szykowała się do naprędce zorganizowanej operacji „Dynamo” – ewakuacji żołnierzy z kontynentu. Od 29 maja do 2 czerwca Francję opuściło 224 585 żołnierzy brytyjskich i 112 546 francuskich. Na wybrzeżu pozostały jednak ogromne ilości brytyjskiego sprzętu, uzbrojenia i amunicji. Od 5 czerwca Niemcy prowadzili dalszą ofensywę wzdłuż francuskiego wybrzeża. Dywizja pancerna przekroczyła Mozę i 9 czerwca okrążyła francuską 10. Armię. 7. Armia wycofywała się na południowy-zachód od rzeki Oise. Francuzi nie mieli szans bronić Paryża, który ogłoszono miastem otwartym. 14 czerwca wkroczyły tam oddziały niemieckie. W tym czasie francuskie dywizje na Linii Maginota były otaczane przez nieprzyjaciela, który nacierał teraz z dwóch stron, obchodząc pas umocnień. W ten sposób rozbijano kolejne jednostki, a Francja traciła następnych żołnierzy. Okazało się wkrótce, iż dalsza walka jest niemożliwa. Dodatkowo 10 czerwca do walk przystąpili Włosi, którzy zdecydowali się na wypowiedzenie wojny sąsiadowi. Gabinet Reynauda podał się do dymisji w połowie czerwca. Miejsce premiera zajął marsz. Petain, który już 17 czerwca poprosił Niemców o podpisanie pokoju. 21 czerwca doszło do zakończenia kampanii francuskiej, choć niektóre oddziały jeszcze przez kilka dni stawiały zacięty opór. Podpisanie porozumienia odbyło się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie przed laty kapitulowali Niemcy. Francja została podzielona – zajęta północ znalazła się pod niemiecką okupacją, z wolnego południa utworzono Republikę Vichy z Petainem na czele prowadzącą proniemiecką politykę.

Tuż po zakończeniu kampanii francuskiej Adolf Hitler zapragnął rozprawić się z niesforną Wielką Brytanią, która wciąż stanowiła poważną siłę, szczególnie na morzach. Mimo sporej przewagi Niemiec, Winston Churchill zdecydowanie odrzucił niemieckie propozycje pokojowe. Tym samym przekreślił nadzieje Hitlera na zawarcie porozumienia brytyjsko-niemieckiego bez oddawania zagrabionych w latach 1939-40 terytoriów. W związku z tym sztabowcy niemieccy przystąpili do opracowywania planu zajęcia Wysp Brytyjskich. W tym celu stworzono plan „Seelöwe”, który zakładał rozgromienie floty powietrznej Wielkiej Brytanii, a następnie desant sił inwazyjnych na wyspach. 27 lipca Hitler zatwierdził dokumenty dotyczące inwazji i 1 sierpnia wydał rozkaz odnośnie podjęcia wojny morskiej i powietrznej przeciwko Wielkiej Brytanii (operacja rozpoczęła się 13 sierpnia). Sformowano trzy potężne floty powietrzne – 2. flota powietrzna marsz. Alberta Kesselringa (rejon operowania – lotniska w Belgii), 3. flota powietrzna marsz. Hugo Sperlego (lotniska w północnej Francji) i 5. flota powietrzna marsz. Hansa Stumpffa (Dania i Norwegia). Ogółem zaangażowano 1300 bombowców i 1000 myśliwców (oraz 55 samolotów rozpoznawczych), naprzeciw których Anglia mogła wystawić zaledwie 800 myśliwców. Początkowo wszystko zapowiadało szybkie zwycięstwo Niemiec. Royal Air Forces (RAF) marsz. Hugh Dowdinga z trudem radził sobie z bronieniem brytyjskich wybrzeży przez niemiecką nawałnicą. Łupem pilotów padały brytyjskie zakłady wojskowe i zabudowania ważne ze strategicznego punktu widzenia. Po kilku mniej udanych wypadach niemieckiego lotnictwa Hitler postanowił zmienić taktykę, nakazując bombardowanie brytyjskich miast. Naloty na Londyn nieomal nie doprowadziły do załamania cywilną ludność stolicy. Zmiana taktyki niemieckiej miała jednak i dobre strony, gdyż wyczerpany przemysł brytyjski mógł odetchnąć i na nowo rozpocząć wytężoną pracę. Cierpiała jednak ludność bombardowanych miast. Szczególnie ciężki nalot przeżyło angielskie Coventry w nocy 14 listopada. Miasto, ważny punkt zbrojeniowy, zostało niemalże doszczętnie zniszczone, a śmierć poniosło 3800 osób. Szacuje się, że w okresie do grudnia 1940 roku z powodu nalotów niemieckiego lotnictwa zabitych zostało 23 000 Brytyjczyków, 32 100 zostało rannych. Luftwaffe straciła 1750 maszyn, Brytyjczycy niecały 1000. Dzięki ogromnemu wysiłkowi brytyjskich zakładów zbrojeniowych straty udało się szybko nadrobić i to RAF mógł się cieszyć zwycięstwem w bitwie o Wielką Brytanię. Warto jeszcze wspomnieć o nieprawdopodobnym męstwie pilotów z krajów podbitych przez hitlerowskie Niemcy w latach wcześniejszych. To właśnie oni, w tym Polacy, odnosili największe sukcesy na niebie Wielkiej Brytanii, mszcząc się za upadek własnych państw.

Anglia nie została wyeliminowana z wojny i wciąż liczyła się w ostatecznej rozgrywce. Końca 1940 roku Niemcy i ich sojusznicy nie mogli zatem zaliczyć do udanych, nie tylko ze względu na przegraną bitwę powietrzną i fiasko planów inwazji na Wyspy Brytyjskie. Porażki przyszły także na lądzie. Szczególnie dotkliwe klęski ponieśli Włosi, którzy, jak już wspominaliśmy odważyli się opowiedzieć za III Rzeszą i wypowiedzieć wojnę koalicji alianckiej. W sierpniu 1940 roku Włosi zajęli Somali. Mając druzgocącą przewagę liczebnościową w Afryce Północnej Mussolini nie obawiał się Brytyjczyków, operujących z Egiptu. Tymczasem dowódca brytyjskiego wojska na Środkowym Wschodzie, gen. Archibald Wavell, planował śmiałą ofensywę. Włoski marsz. Lotnictwa Italo Balbo miał do dyspozycji ponad 200 tys. ludzi zgrupowanych w dwie armie – 5 gen. Italo Gariboldiego stojącą w Trypolitanii i 10 gen. Guidiego w Cyrenajce. Wavell mógł przeciwstawić nieco ponad 85 tys. żołnierzy, dodatkowo rozproszonych od Malty po Palestynę. W samym Egipcie dysponował zaledwie 36 tys. ludzi. Mimo przewagi liczebnej przeciwnika zdecydował się na poprowadzenie natarcia zakodowanego „Compass”. Włoską armią dowodził marsz. Rodolfo Graziani, który zastąpił marsz. Balbo zestrzelonego 28 czerwca nad Tobrukiem, pustynną twierdzą. Do 16 września Włosi zajęli Sidi Barani i tam stanęli do grudnia. Wreszcie 9 grudnia ruszyli się Brytyjczycy, którzy wyprowadzili potężne natarcie siłami 31 tys. ludzi, 125 dział i 275 czołgów pogrupowanych w brytyjską 7 DPanc., indyjską 4 DP, i australijską 6 DP. Do 15 grudnia opanowane zostały rejony na linii Sollum-Halfaya. Teraz Brytyjczycy ruszyli dalej, nie zatrzymując się jedynie na granicy z Libią. 5 stycznia 1941 roku upadła Bardia, 23 stycznia Tobruk. Wreszcie 7 lutego opanowane zostało Beda Fomm. W ten jakże efektowny sposób Brytyjczycy zakończyli kampanię w Afryce Północnej, wypierając Włochów na skraj Cyrenajki. Musieli jednak liczyć się ze znacznym wzmocnieniem wroga, który w trakcie walk stracił 130 tys. żołnierzy wziętych do niewoli. Po stronie aliantów straty wyniosły zaledwie 1743 ludzi. Do Afryki przybyły siły niemieckie dowodzone przez ambitnego gen. Erwina Rommla. Na Sycylię skierowany został niemiecki 10 Korpus Lotniczy, który nieustannie nękał Maltę, brytyjską bazę morską, nalotami. Mimo iż całość sił Rommla nie przybyła do Afryki, postanowił on wykonać ofensywę siłami 5 Dywizji Lekkiej i włoskich 132 Panc. „Ariete” i 102 Zmot. „Trento”. Dodatkowo podporządkowały się mu 4 inne włoskie dywizje, tyle że piechoty. Z tymi siłami Rommel rozpoczął uderzenie 31 marca 1941 roku. Szybko odzyskał utracone przez Włochów tereny, odbijając 4 kwietnia Benghazi, 12 kwietnia Bardię i Sollum. Tobruk został otoczony. 13 i 30 kwietnia podjęto nawet próby jego szturmu jednak nie powiodły się one.

Zostawmy jednak wojnę w Afryce Północnej, gdyż na innym froncie odbywały się równie ciekawe działania. W październiku 1940 roku Włosi postanowili dokonać kolejnej agresji, atakując Grecję. Uderzenie wyszło z terenów Albanii 27 października. Mussolini przeliczył się jednak, sądząc, iż uda mu się szybko podporządkować sobie Greków. Mimo iż w ciągu dwóch tygodni wojska włoskie doszły do rzeki Acheron, szybko zaczęły tracić zdobyte tereny. Kontrofensywa grecka doprowadziła ich aż do Albanii, gdzie obie armie stanęły naprzeciw siebie, czekając na rozstrzygnięcie. A to nadeszło dopiero wtedy, gdy w walki postanowił zaingerować Hitler, obawiając się związania rąk na południu przed zbliżającą się kampanią przeciwko ZSRS zaplanowaną na czerwiec tego samego roku. W związku z tym 6 kwietnia armia niemiecka rozpoczęła ofensywę. Wspierały ją rządy krajów sojuszniczych, które postanowiły przystąpić do Osi – 23 listopada 1940 roku Rumunia, 20 listopada Węgry i 24 listopada Słowacja. 1 marca 1941 roku podobny pakt podpisała Bułgaria. Jugosławia została pobita przez Niemców do 17 kwietnia. Wojska niemieckie idące od granic Austrii, Rumunii i Bułgarii szybko opanowały stolicę kraju, Belgrad, dodatkowo zniszczony nalotami Luftwaffe. W Grecji walki trwały nieco dłużej. 8 kwietnia okrążona została Linia Metaxasa, za którą bronili się żołnierze greccy. W tym dniu żołnierze najeźdźcy dotarli do Salonik. Już wcześniej na pomoc Grekom wysłany został korpus brytyjski dowodzony przez gen. Wilsona, który pod komendą miał 14 tys. żołnierzy przybyłych z Egiptu. Wojska brytyjskie i greckie wycofywały się na południe, tracąc kolejne punkty oporu. Wreszcie 2 maja rozpoczęła się ewakuacja Brytyjczyków z kontynentu. 44 tys. ludzi zostało przewiezionych do Egiptu i na Kretę w dniach 24-30 kwietnia. Flota brytyjska przypłaciła to niewielką stratą dwóch kontrtorpedowców i czterech transportowców. Teraz rozpoczął się bój o Kretę. Wyspa ta szybko została opanowana przez niemieckich spadochroniarzy i wojska lądowe, które w dniach 23-30 maja przeprowadziły niezwykle śmiałą operację desantową. Znowu Brytyjczycy zmuszeni byli prowadzić ewakuację, która zajęła im trzy dni pomiędzy 27 a 30 maja. Niemieckie straty przy szturmowaniu wyspy wyniosły 17 tys. ludzi. Zwycięstwo to okupiono wyjątkowo dużymi stratami. Wyjątkowo dużymi w przeddzień ogromnej operacji „Barbarossa”, która miała zniszczyć Armię Czerwoną i ZSRS.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków