Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Nie wycofujemy się - idziemy do przodu w innym kierunku", Oliver P. Smith

Informacje


Wojna


Wydarzenia


Na froncie


Polska


Biografie


Polityka


Kultura i media


Współpraca






"Pogrom czy odwet?"
- recenzja książki




Rok wydania - 2014

Autor - Mariusz Bechta

Wydawnictwo - Zysk i S-ka

Liczba stron - 510

Seria wydawnicza - brak

Tematyka - opracowanie poświęcone akcji parczewskiej Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość".

W niedawnym czasie miałem przyjemność omawiać treść 81 numeru kwartalnika „Karta”, w którym poruszano trudny temat stosunków polsko-żydowskich. Nie da się ukryć, że mimo wspólnego dziedzictwa, obie nacje dzieli trudna przeszłość. Wzajemne animozje i zadawnione waśnie nie odeszły wraz z upływającym czasem, ale są bolesnym elementem historii. Mariusz Bechta postanowił zmierzyć się właśnie z takim problemem. W książce „Pogrom czy odwet” stara się ukazać szeroką perspektywę parczewskiej akcji Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” z 5 lutego 1946 roku.

Publikacja Bechty została przygotowana przez Wydawnictwo Zysk i S-ka, które ubrało książkę w estetyczne ramy grafiki. Na wkładkach zamieszczono sporą liczbę zdjęć archiwalnych dobrej jakości, a tekst okraszają czytelne tabele. Plusem jest również zostawienie przypisów na stronie, na której znajdują się odwołania. Biorąc pod uwagę rozmiar komentarzy zamieszczonych pod tekstem, należy je traktować jako integralną część narracji. Nie warto również pomijać ich podczas lektury. „Pod kreską” znajdziemy sporo ważnych informacji, które nie tylko wskażą nam źródła danych publikowanych przez Bechtę, ale i poszerzą wiedzę w głównym temacie.

5 lutego 1946 roku oddziały Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” dowodzone przez Leona Taraszkiewicza rozpoczęły akcję wymierzoną w funkcjonariuszy parczewskiego UB. Głównym założeniem „napadu” było zlikwidowanie komunistów otwarcie występujących przeciwko podziemiu niepodległościowemu. Celem pobocznym było zdobycie finansów umożliwiających dalszą działalność antykomunistyczną. Środki gromadzono w Parczewie, jednym z terenowych ośrodków komunistycznej władzy. Podczas walk zginęło trzech działaczy pochodzenia żydowskiego, co dało asumpt doniesieniom o pogromie. Przerażona ludność żydowska opuściła rejon Parczewa, obawiając się kolejnych akcji wymierzonych rzekomo w polskich Żydów. Nie roztrząsając dotychczasowych kontrowersji, skupimy się na tym, co pisze Bechta. W jego opinii akcja zbrojna WiN-u był ewidentnym odwetem za antypolską działalność komunistów, z których część miała pochodzenie żydowskie. Żydzi sami w sobie nie byli celem ataku, a już na pewno nie doszło do pogromu, co chciałaby widzieć późniejsza propaganda lansująca tezy o zajadłym polskim antysemityzmie. Plotki o uderzeniach wymierzonych w ludność żydowską miały oczywiście oparcie w faktach. Nie brakowało bowiem wzajemnych zatargów, które często mogły kończyć się fizyczną konfrontacją. W przypadku Parczewa sytuacja miała jednak wyglądać nieco inaczej i narosłe wokół niej mity Bechta starał się obalić poprzez metodyczną pracę historyka zbierającego relacje, dokumenty, rozkazy.

Zanim Bechta przeszedł do omawiania meritum swojego opracowania, czyli akcji w Parczewie, nakreślił historyczną perspektywę tworzenia komunistycznych struktur w parczewskim. Warto zauważyć, w jaki sposób kształtowała się w tym rejonie władza NKWD, jak tworzono zręby UB czy MO. W tym kontekście działalność WiN-owców jawi się jako uzasadniona reakcja na prześladowania członków Polskiego Podziemia. Oczywiście, na problem ten można patrzeć z dwóch perspektyw. Bechta przyjął, że wobec prześladowań ludności i członków Armii Krajowej jedyną naturalną reakcją było uderzenie odwetowe. Jego rozważania osadzone są w dwuletniej historii tych terenów poprzedzającej atak z 5 lutego 1946 roku. W wyniku walk zginęło 3 ludzi pochodzenia żydowskiego – z logicznego punktu widzenia, skala zniszczeń nie uzasadnia używania słowa „pogrom”. Wydaje się to dość oczywiste. Należy jednak zastanowić się nad motywacją członków grupy Taraszkiewicza. O ile Bechta wydaje się być pewny swojej oceny, rozgrzeszając żołnierzy WiN-u z ewentualnego antysemityzmu, moja ocena nie jest już tak jednoznaczna. Nie da się bowiem z absolutną pewnością stwierdzić, czy dodatkowym podtekstem uderzenia nie była rzeczywista niechęć polskiej bojówki niepodległościowej do ludności pochodzenia żydowskiego. Zwłaszcza w kontekście tego, co pisze sam Bechta, umiejętnie łącząc powojenne interesy żydowskie z interesami komunistów. Sama akcja w Parczewie została opisana w dość lakoniczny sposób. Stąd też książkę Bechty należy traktować jako wielowątkowe studium, które zostało mocno osadzone w realiach historycznych. „Osadzenie” to wyraża się poprzez odwołania do bogatej dokumentacji, co zdecydowanie podnosi jakość opracowania i wiarygodność autora.

Ostatecznie analiza wydarzeń w Parczewie zawsze będzie oparta na dozie przypuszczeń, niepewności. Trudno odczytać rzeczywiste zamiary Polaków, trudno dzisiaj stwierdzić, czy antysemickie nastroje były prawdą czy też propagandowym mitem. Coś musiało być na rzeczy, a prawda – a przynajmniej jej elementy - może leżeć po obu stronach. Bechtę należy natomiast docenić za mozolną i żmudną pracę archiwalną. Wykonał kawał świetnej roboty historycznej, ukazując szeroką perspektywę stosunków polsko-żydowskich w rejonie Parczewa. Dostrzegł on to, co często umyka nawet bardziej doświadczonym historykom – kontekst. Ukazanie akcji parczewskiej w kontekście pozwala na zrozumienie detali, aspektów, o których zazwyczaj się nie mówi przy okazji szermowania hasłami „odwet”, „pogrom” czy „antysemityzm”. Natura ludzka, a wraz z nią historia, jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. Tak też należy spojrzeć na pracę Bechty. Starał się on obalić tezę o pogromie ludności żydowskiej w Parczewie, co oczywiście mu się udało. Oczywiście, uzasadnione jest pojawienie się zarzutów o możliwy brak obiektywizmu historyka czy pisanie pod tezę. Myślę jednak, że nawet najzacieklejsi wrogowie jego punktu widzenia docenią kunszt, z jakim rozprawiał się on z mitami narosłymi wokół „pogromu”. Rodzi to pytanie, czy nie przyjdzie po nim historyk, który wykona dokładnie taką samą pracę, tyle że w obronie odwrotnej tezy… Na dzień dzisiejszy, Bechta wygrywa, wysyłając „pogrom” między bajki, ale i wystosowując zaproszenie do szerokiej debaty.

Ocena:


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków