Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Nie ma nic takiego jak niebezpieczna broń. Są tylko niebezpieczni ludzie.", Robert A. Henlein

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





"Podniebni szpiedzy"
- recenzja książki




Rok wydania - 2013

Autor - Taylor Downing

Wydawnictwo - Rebis

Liczba stron - 320

Seria wydawnicza - brak

Tematyka - historia tajnej brytyjskiej jednostki zajmującej się zwiadem lotniczym w okresie II wojny światowej.


Kiedy zobaczyłem krzykliwy nagłówek na okładce książki głoszący, że tajna bitwa lotniczego zwiadu aliantów rozstrzygnęła o losach II wojny światowej, stwierdziłem, że promocja publikacji tego typu idzie dzisiaj w sensację godną „Faktu”. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przeczytaniu pracy Taylora Downinga, z uśmiechem na ustach odłożyłem ją na półkę i zasiadłem do pisania całkiem pochlebnej recenzji. „Podniebni szpiedzy” mają w sobie sporo uroku, nawet jeśli pod tym względem ustępują Jamesowi Bondowi.

Nie czarujmy się, z Bondem mało kto może rywalizować, a przecież nie było jeszcze takiego, który wygrałby z Agentem Jej Królewskiej Mości. „Podniebni szpiedzy” stają w szranki i mimo kiepskiej pozycji wyjściowej radzą sobie nieźle. Polską wersję publikacji przygotował Dom Wydawniczy Rebis, który zadbał o jej bardzo dobrą jakość. Zarówno tłumaczenie, edycja, jak i aspekty graficzne stoją na wysokim poziomie. Zaskakuje mnie mała liczba zdjęć. Spodziewałem się większej ilości materiałów fotograficznych, zwłaszcza że mamy do czynienia z lotnikami-zwiadowcami, dla których to właśnie fotografia były celem samym w sobie. Tutaj mały minus, poza tym wszystko na szkolną piątkę.

Mówiąc najogólniej, książka Taylora Downinga opowiada historię brytyjskiego zwiadu lotniczego działającego w okresie II wojny światowej. Autor koncentruje się głównie na działaniach tajnej jednostki funkcjonującej przy Bletchley Park. Nie określam jej jako jednostki typowo zwiadowczej, bowiem w skład grupy oprócz lotników wchodzili również interpretatorzy zdjęć, których praca być może nie była zbyt efektowna, ale to od nich zależało, co alianci zobaczą na fotografiach. Taylor rozpoczyna opowieść od krótkiego wstępu poświęconego wykorzystywaniu fotografii do celów zwiadowczych. Prezentuje pobieżny rys historyczny, który jednak rozjaśnia sytuację. Następnie przechodzi do meritum, jakim jest opis działań wywiadowczych w Bletchley Park związanych z analizą zdjęć lotniczych, aby wreszcie skoncentrować się wyłącznie na pracach wybranego oddziału. Nie był on jednolity, bowiem wyróżniano w nim sekcje zajmujące się poszczególnymi sprawami. I tak zwiad morski różnił się znacząco od zwiadu lądowego, co prowadziło do swego rodzaju specjalizacji. Downing podkreśla, jak wielkie znaczenie miał zwiad lotniczy dla organizacji poszczególnych operacji, a następnie szacowania strat przeciwnika. Uwidoczniło się to chociażby w przypadku organizacji zabezpieczenia dla Malty oraz konwojowania na Morzu Śródziemnym. Jakby zwieńczeniem i podsumowaniem wysiłku lotników i interpretatorów była operacja „Overlord”. Otwarcie drugiego frontu zapewne nie byłoby możliwe bez odpowiedniego przygotowania. Niezwykle ciekawie prezentuje się również opis analizy niemieckiej bazy w Peenemunde, w której produkowano obiekty bezzałogowe. Odkrycie zaowocowało szeregiem druzgocących w skutkach nalotów alianckich bombowców. Na marginesie tych rozważań warto podkreślić, iż spory wkład w sukces sprzymierzonych miał również polski wywiad, który dostarczał sojusznikom liczne informacje dotyczące niemieckiego programu badawczego. Operacja przeciwko bazie rakiet V-1 i V-2 nie była jedyną misją tego typu. Co ciekawe, Downing podaje również interesująco informację o wykorzystaniu zdjęć niemieckich lotników, którzy przelatywali nad Laskiem Katyńskim. Pozwoliło one udokumentować sowiecką zbrodnię. Krótki epilog podsumowujący działanie ośrodka w Medmenham nie jest jednak wystarczający do tego, by zaprezentować dane szacujące całość wysiłku grupy zwiadowców. Szkoda, ponieważ w książce brakuje zbiorczego zestawienia statystyk sukcesów i operacji. Jest natomiast informacja o powojennych losach zwiadu lotniczego, co nieco rozszerza narrację.

Choć wydaje się momentami, iż Downing przeoczył część istotnych wiadomości, nie można mu zarzucić, iż dokonywał złych wyborów. Jego książka jest ciekawym zapisem działalności ośrodka, tym bardziej wartościowym, iż o tym fragmencie historii II wojny światowej wiedzieliśmy stosunkowo niewiele. Nieliczne braki rekompensuje bardzo dobry styl, który zdecydowanie podwyższa jakość lektury. Autorowi udało się znaleźć proporcje pomiędzy wszystkimi częściami poszczególnych misji, za co duży szacunek. „Podniebni szpiedzy” fascynują i niewątpliwie zachęcają do dalszych badań w tym temacie, być może nieco bardziej szczegółowych. Myślę, że nie będzie nadużyciem stwierdzenie, iż czytelnicy z radością powitają kolejną publikację poświęconą tej tematyce – tym razem, czego sam oczekuję, koncentrującą się na wąskim wycinku działalności zwiadowców i analityków. Może jakaś jedna wybrana operacja? Lektura „Podniebnych szpiegów” pokazuje, iż scenariusza na kolejne opracowaniem szukać nie trzeba.

Ocena:


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków