Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Żaden drań nigdy nie wygrał wojny, umierając za swój kraj", George Patton

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





"Ojciec tysiąca sierot"
- recenzja książki




Rok wydania - 2015

Autor - Leonard Pluta

Wydawnictwo - Muza

Liczba stron - 575

Seria wydawnicza - brak

Tematyka - powieść bratanka ojca Franciszka Pluty opowiadająca losy tułaczki polskich dzieci.

Wydawnictwo Muza wielokrotnie raczyło czytelników książkami poświęconymi historii II wojny światowej. Do tej pory były to przede wszystkim fachowe opracowania cenionych historyków. W niedawnym czasie dostaliśmy do rąk oryginalną publikację autorstwa Leonarda Pluty, który w formie powieści postanowił opowiedzieć prawdziwą historię wojennej tułaczki polskich dzieci i księdza Franciszka Pluty. „Ojciec tysiąca sierot” to wzruszająca, ale i bolesna opowieść, która odkrywa kulisy jednego z zapomnianych epizodów II wojny światowej.

Byłbym hipokrytą, gdybym udawał, że powieściowa konwencja pisania o fascynującym mnie okresie historycznym jest moją ulubioną. Za każdym razem, gdy dostaję do rąk tego typu literaturę, mam mieszane odczucia. Z prostego powodu – trudno bowiem mówić o rzetelnie opowiedzianej historii, gdy do głosu dochodzą emocje, wspomnienia a nade wszystko brak pogłębionej fachowej analizy. Nie ulega natomiast wątpliwości, że powieści wojenne mają w Polsce liczne grono zwolenników i często pozwalają im na sentymentalną podróż do przeszłości. To jedna z największych zalet „Ojca tysiąca sierot”. Leonard Pluta, prywatnie bratanek tytułowego ojca Franciszka, zabierze ich w magiczną podróż do dawno zapomnianego świata.

Na wstępie zaznaczyć trzeba, że tekst powieści został napisany w oparciu o wspomnienia ojca Franciszka Pluty. W dużym uproszczeniu opowiada historię polskich dzieci, które po układzie Sikorski-Majski zostały umieszczone najpierw w obozie w Aszchabadzie, a następnie przeniesione do obozu dla uchodźców na terenie hinduskiego Balachadi. Po wojnie, aby uniknąć deportacji do komunistycznej ojczyzny, ks. Pluta i miejscowy maharadża dokonali zbiorowej adopcji dzieci. Tyle historii, choć rzeczywiście jest piękna i może wzruszać. Leonard Pluta dokłada kolejną cegiełkę do budowania legendy swojego przodka, tworząc książkę pełną ciepła i uczuć, nierzadko zabawną. Z jego opowieści wyłania się obraz nieomal sielanki w spartańskich warunkach. Postać ks. Pluty wzbudza wśród historyków pewne kontrowersje ze względu na jego sposób bycia, buntowniczą naturę czy dość ostre metody wychowawcze stosowane na terenie obozu. Odniosłem wrażenie, że autor powieści przedstawił nieco wyidealizowany obraz życia uchodźców i samego ojca Franciszka. Także maharadża został przedstawiony jako człowiek dobroduszny, pełen ciepła, o nieskończonych pokładach cierpliwości. Leonard Pluta nie ukrywa zresztą, że na karty książki przelał sporo literackiej fikcji. W których miejscach? Trudno powiedzieć. Warto jednak podkreślić, że Pluta nie jest profesjonalistą i przez większą część życia nie miał za wiele wspólnego z literaturą piękną i koncentrował się na opracowaniach ekonomicznych. Możemy zatem odnieść wrażenie, że znaczna część dialogów brzmi sztucznie, a w wielu miejscach fabuła mocno faluje. Narracja nie porywa, przy czym część czytelników będzie pewnie zachwycona prostotą i radosną atmosferą całej opowieści.

Jak zwykle przy tego typu książkach, mam nadzieję, że do powieści zostanie dopisany epilog w postaci fachowego opracowania cenionego historyka. Opowieść o polskich sierotach przygarniętych przez indyjskiego maharadżę to niezwykle ciekawy wątek, który zasługuje na rozwinięcie. Ba, niektórzy pewnie już zastanawiają się, czy tę wzruszającą historię dałoby się zekranizować. Pewnie, że by się dało. Właśnie takie scenariusze czekają na odkrycie. Ten napisało samo życie i historia niezłomnych, bohaterskich altruistów, którzy poświęcili swoje życie dla pomocy innym. Polskie sieroty znalazły opiekuna, który dał im możliwość lepszego życia. Leonard Pluta w bardzo prostej i momentami dość naiwnej opowieści kreśli rys wielkiej przygody. Przygody, która niewątpliwie zasługiwała na odtworzenie. Czy autor zrobił to w dobrym stylu? To już ocenią eksperci gatunku. Dla mnie, z punktu widzenia historyka, książka jest jedynie ciekawostką, przeciętną lekturką, która prawdopodobnie nie podbije ani polskiego rynku, ani serc czytelników.

Ocena:


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków