Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "W Armii Czerwonej trzeba mieć więcej odwagi, żeby się cofać, niż iść do przodu", Józef Stalin

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Rząd Polski na Emigracji
Upadek rządów sanacji


Odzyskanie niepodległości przez Polskę na krótko sprawiło, iż reprezentanci niemalże wszystkich opcji politycznych wspólnie podjęli się wysiłku odbudowy kraju. Czynnikiem jednoczącym było też zagrożenie, jakim dla młodego państwa polskiego byli wciąż silni i zaborczy sąsiedzi. Krótko jednak trwała parlamentarna sielanka i wkrótce przemieniła się w otwartą wojnę między poszczególnymi ugrupowaniami. Kres farsie parlamentu chciał położyć Józef Piłsudski, dokonując zamachu stanu i obalając dotychczasową władzę. Piłsudski nie widział siebie w roli dyktatora, choć cieszył się ogromnym poparciem społeczeństwa oraz wielu partii. Mimo to pragnął przywrócić w ojczyźnie spokój, co związane było ze stabilizacją polityczną. 10 maja 1926 roku wyłoniony został nowy rząd pod przewodnictwem Wincentego Witosa. Tego samego dnia w Rembertowie zaczęły się zbierać wierne marszałkowi Piłsudskiemu oddziały, które wkrótce wyruszyły w kierunku Warszawy dowodzone przez ubóstwianego wodza. Spotkanie Piłsudskiego i prezydenta Wojciechowskiego nie przyniosło efektu, a stolicę ogarnęła swoista wojna domowa. Wobec przewagi sił marszałka rząd musiał się poddać. Ostatecznie 15 maja walki wygasły. Piłsudski osiągnął zamierzony cel, odsuwając od władzy Wojciechowskiego i Witosa, teraz mógł przystąpić do realizacji dalszych planów przewrotu majowego. W ten oto sposób zapoczątkowane zostały rządy ekipy związanej z Józefem Piłsudskim, które umownie nazwano rządami sanacji. Zgodnie z wolą marszałka prezydentem obrano Ignacego Mościckiego i przystąpiono do reorganizacji systemu parlamentarnego. Rządy sanacji nie cieszyły się jednak poparciem członków części ugrupowań, które ostro sprzeciwiały się wprowadzeniu rządów autorytarnych w II Rzeczypospolitej. Dzięki coraz liczniejszym prerogatywom Mościcki uniezależniał się od parlamentu, co z kolei dawało Piłsudskiemu sprawny instrument kierowania państwem. Uchwalona 2 sierpnia tzw. "nowela sierpniowa" zmieniła znacząco zapisy konstytucji marcowej. Oczywiście, na korzyść prezydenta. Sam Piłsudski kilkukrotnie podejmował się misji formowania rządu, opierając go na zaufanych współpracownikach. Od 1928 roku byli oni zrzeszeni w Bezpartyjnym Bloku Współpracy z Rządem z Walerym Sławkiem na czele. Ugrupowanie to szybko wypracowało sobie kluczową pozycję na polskiej scenie politycznej, nierzadko uciekając się do przemocy względem partii opozycyjnych. Piłsudskiemu sprzyjały okoliczności, bowiem zamach majowy otworzył drogę obcych kapitałów do Polski i znacznie przyczynił się do rozwoju gospodarczego II RP, co w połączeniu z dobrą światową koniunkturą dawało złudne wrażenie fachowości rządów sanacji. Stopniowo jednak narastał kryzys związany z rządami Piłsudskiego i jego popleczników. Afery finansowe oraz coraz liczniejsze doniesienia o prześladowaniu opozycji niepokoiły opinię publiczną. Co więcej, w 1929 roku gospodarka wyhamowała, a na Zachodzie nastąpił krach finansowy. To pociągnęło za sobą skutki w postaci kryzysu gospodarczego także w Polsce. Rząd niewiele zrobił, aby zwalczyć zgubne skutki załamania i właściwie do 1935 roku kryzys zniknął samoistnie. Kosztowało to II RP 46-procentowy spadek produkcji przemysłowej i ogromne straty materialne. Jednocześnie siły opozycji znacznie wzrosły. Przywódcy ugrupowań centrowych i lewicowych stracili zaufanie do Piłsudskiego i coraz głośniej zaczęli się wypowiadać o zmianie kierunku rządów. Pozostające w opozycji partie prawicowe, w tym Narodowa Demokracja, która teraz działała jako Obóz Wielkiej Polski z Romanem Dmowskim na czele, ciągle domagały się zmian i demokratyzacji systemu. W silnej opozycji pozostawali ludowcy z PSL "Piast" i "Wyzwolenie" na czele. Dominacja sanacji zjednoczyła grupy szukające poparcia w nurcie chłopskim, czego wyrazem było utworzenie jednolitego Stronnictwa Ludowego w 1931 roku, na które złożyły się PSL "Piast", PSL "Wyzwolenie" i Stronnictwo Chłopskie. Skonsolidowanie opozycji antysanacyjnej było wizją coraz bardziej realną. Tylko utarczki wewnątrzpartyjne w łonie ugrupowań przeciwników uchroniły Piłsudskiego od regularnej rewolty. W 1933 roku Zgromadzenie Narodowe ponownie wybrało Ignacego Mościckiego na prezydenta. Marszałek starał się jak najszybciej przeprowadzić kolejną reformę konstytucyjną, aby uzyskać jeszcze szersze uprawnienia. Wreszcie 23 kwietnia 1935 roku uchwalono konstytucję kwietniową, która dała Mościckiemu bardzo szerokie uprawnienia w stosunku do parlamentu, którym zszedł w tym momencie na drugi plan. Piłsudski krótko mógł nacieszyć się nowymi możliwościami, jakie otwierała przed nim ustawa zasadnicza. Zmarł bowiem 12 maja 1935 roku, dokładnie w rocznicę rozpoczęcia zamachu majowego. BBWR pozostał bez głównego mentora i pod przewodnictwem Sławka niedługo pociągnął. Ostatecznie, po kolejnym kryzysie w łonie sanacji, ugrupowanie rozwiązano w październiku tego samego roku. Obok Mościckiego, który twardo trzymał się na stanowisku prezydenta i nie chciał ustąpić, nową siłę polityczną stanowił teraz Wódz Naczelny marsz. Edward Rydz-Śmigły, który przejął schedę po Piłsudskim, uzyskując monopol w dziedzinie wojskowości. Tymczasem nad Polską zawisły czarne chmury.

Polityka zagraniczna II Rzeczypospolitej była niczym innym, jak odbiciem obaw i sympatii Józefa Piłsudskiego. Dopóki żył starał się on działać na kilka frontów, zachowując przynajmniej częściowo przyjazne stosunki z wielkimi sąsiadami - Niemcami, później III Rzeszą, i Związkiem Radzieckim oraz tradycyjnymi sojusznikami Polski, Wielką Brytanią i Francją. Szczególną rangę wyznaczono współpracy z niebezpiecznymi państwami totalitarnymi, jakimi z pewnością były kierowane przez Adolfa Hitlera III Rzesza i Józefa Stalina Związek Sowiecki. Polacy zdawali sobie sprawę, iż potencjał ekonomiczny i militarny obu krajów przewyższa skromne wciąż możliwości II RP, w związku czym starano się unormować stosunki po obu stronach granicy. Co więcej, szukano sojuszników w tej części Europy, którzy borykali się z podobnymi kłopotami. O ile nawiązano przyjazne stosunki z Rumunią i Węgrami, o tyle włączenie do sojuszu Czechosłowacji wydawało się niemożliwe ze względu na niechęć tamtejszych władz do wiązania się z Polską. Wzajemne antagonizmy wykluczały też współdziałanie z Litwinami, a w samej Polsce prężnie działające mniejszości narodowe, szczególnie Ukraińcy, działały na niekorzyść polskiego rządu. Niekorzystny układ sił stawiał polskich dyplomatów w trudnej sytuacji. Pod koniec lat dwudziestych Republika Weimarska i ZSRR starały się wszelkimi sposobami osłabić więzy łączące sygnatariuszy układu wersalskiego. Zmiana status quo była jedną z głównych wytycznych odradzających się potęg. Stopniowo od końca 1926 roku państwa byłej ententy traciły wpływ na niemieckie zbrojenia. Kontrola militariów Republiki Weimarskiej szybko została zastąpiona nową taktyką obronną, jaką wymyślili sobie Francuzi, budując Linię Maginota - silny pas umocnień na granicy z Niemcami. Dostrzegając nagłe umocnienie Niemiec, strona polska przeciwdziałała na arenie dyplomatycznej, domagając się chociażby stałego miejsca w Lidze Narodów. Minister spraw zagranicznych August Zaleski spotykał się także z przedstawicielami sowieckimi, negocjując pierwsze plany wzajemnego paktu o nieagresji. Starania w latach 1926-28 nie powiodły się wobec silnego antypolskiego kursu w Moskwie i porozumienia radziecko-litewskiego. Tymczasem w Berlinie do głosu zaczęły dochodzić jednostki bardziej radykalne, coraz liczniejsze stały się głosy rewizjonistyczne, domagające się zmiany układu granic, szczególnie z Polską. Konflikt nie mógł jeszcze dojrzeć, ponieważ Niemcy były zbyt słabe, aby podjąć się wysiłku zbrojnego. Co więcej, 27 sierpnia 1928 roku kilkanaście państw europejskich i nie tylko podpisało uroczysty pakt o nieagresji, który sygnowali także Polacy i Niemcy. Wkrótce do układu dołączył ZSRR, starając się nadążać za światowymi trendami politycznymi. Dodatkowo pakt uzupełniono 9 lutego 1929 roku wielostronnym porozumieniem Polski, ZSRR, Łotwy, Estonii, Rumunii i Litwy, w którym wyrzeczono się używania siły we wzajemnych kontaktach. W tym samym roku, na konferencji w Hadze, Francja i Wielka Brytania zdecydowały się na wycofanie swych sił z Nadrenii, co było wstępem do realizacji kolejnych postulatów niemieckich. Jednocześnie ochłodzeniu uległy dobre do niedawna stosunki niemiecko-radzieckie, co związane było z dojściem do władzy elementu radykalnego w Niemczech. To przełożyło się na międzynarodową sytuację Polski. Piłsudski rozpoczął także przygotowywanie swojego następcy w dziedzinie polityki zagranicznej, forsując Józefa Becka na stanowisko wiceministra w grudniu 1930 roku. 2 listopada 1931 roku Beck został ministrem spraw zagranicznych i nieprzerwanie do wojny to w jego rękach spoczywał dyplomatyczny los II RP. Para Piłsudski-Beck szybko musiała zająć się problemem unormowania stosunków z Niemcami, gdzie coraz liczniejszą reprezentację do Reichstagu wprowadzała partia Narodowych Socjalistów NSDAP kierowana przez Adolfa Hitlera. Jednocześnie ponownie rozpoczęto rozmowy z ZSRR dotyczące podpisania paktu o nieagresji. Wreszcie 26 stycznia 1932 roku obie strony parafowały dokument, do którego wkrótce włączono Finlandię, Łotwę oraz Estonię. Wreszcie 25 lipca 1932 roku pakt został ostatecznie podpisany na terenie Moskwy. 30 stycznia następnego roku kanclerzem w Niemczech został Hitler. Szybko zaskarbił sobie on sympatię społeczeństwa i dał się poznać jako silna osobowość dążąca do celu za wszelką cenę. Z przejęciem władzy przez nazistów wiązało się zaostrzenie sytuacji na spornych terenach, szczególnie w granicach Wolnego Miasta Gdańsk, gdzie element niemiecki wypracował sobie dużą przewagę polityczną w tamtejszym Senacie. Hitler otwarcie mówił o rewizji granic, łudząc jednocześnie Polaków wizją nawiązania przyjaznych stosunków. 2 maja 1933 roku Hitler przyjmował ambasadora RP w Berlinie Alfreda Wysockiego. Rozmowy stały się wstępem do szerszego porozumienia. W Niemczech naziści poczynali sobie coraz śmielej, całkowicie dominując wybory parlamentarne w 1933 roku i rozpoczynając kampanię zbrojeniową wbrew ustaleniom traktatu wersalskiego. Sondowanie państw zachodnich przyniosło odpowiednie skutki, ponieważ nie napotkano tam na bardziej zdecydowaną reakcję. Gdy 14 października Niemcy opuściły konferencję rozbrojeniową, a w pięć dni później Ligę Narodów, jasnym stał się fakt, iż Hitler przygotowuje się do nowego etapu walki. Aby zabezpieczyć sobie granicę, dyplomacja polska wciąż odbywała rozmowy z przedstawicielami Rzeszy. Konsekwencją listopadowego spotkania posła RP Józefa Lipskiego z Hitlerem było rozpoczęcie starań o podpisanie paktu o nieagresji, który sygnowano 26 stycznia 1934 roku. Wprawdzie politykę Polaków z niechęcią przyjęto w stolicach europejskich (m.in. we Francji i ZSRR), jednakże stronie polskiej udało się załagodzić międzynarodowe konsekwencje ostatnich posunięć. 5 maja przedłużono chociażby pakt o nieagresji ze Związkiem Sowieckim. Nieśmiałe próby zbliżenia z Francją nic obu stronom nie dały. A tymczasem Hitler decydował się na wprowadzenie powszechnego obowiązku służby wojskowej w Niemczech oraz zwiększenie liczebności uzbrojenia Reichswehry przemianowanej na Wehrmacht. Po śmierci Piłsudskiego ster polityki zagranicznej wziął w swoje ręce Józef Beck, w praktyce realizując wytyczne pozostawione przez marszałka. Sytuacja w kraju była napięta ze względu na coraz silniejsze wystąpienia antysanacyjne. 29 czerwca 1936 roku odbyła się wielka demonstracja ludowców w Nowosielcach, podczas której przybyłemu Rydzowi-Śmigłemu postawiono postulaty demokratyzacji państwa i powrotu Wincentego Witosa z emigracji, gdzie działał on w Froncie Morges skupiającym polityków niechętnych rządom sanacji. Obok Witosa w ugrupowaniu działali jeszcze m.in. Ignacy Paderewski, Władysław Sikorski czy Wojciech Korfanty. Na protest zdobył się także prymas August Hlond. Tymczasem sanacja przechodziła do kontrataku, powołując w maju 1936 roku rząd Felicjana Sławoja-Składkowskiego. 21 lutego 1937 roku proklamowano utworzenie nowej partii Obozu Zjednoczenia Narodowego, który z miejsca skrytykowały inne ugrupowania, w tym SL, endecja czy Stronnictwo Pracy, na które w październiku złożyły się Narodowa Partia Robotnicza i chadecja. Poprawa koniunktury sprzyjała rządowi, który szybko przystąpił do gospodarczej odbudowy kraju, korzystając z talentu i wizji wicepremiera i ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego. Jego program zakładał zainwestowanie do lipca 1940 roku 1650-1800 mln złotych, co miało pokryć koszt inwestycji strategicznych (w tym budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego w widłach rzek Wisły i Sanu). W dalszej kolejności planowano rozbudowę potencjału militarnego, co związane było z rosnącym napięciem na arenie międzynarodowej. Remilitaryzacja Nadrenii w 1936 roku postawiła na nogi wszystkie rządy europejskie, które dostrzegły w tym niepokojące oznaki odrodzenia niemieckiego militaryzmu. Największe potęgi, w tym Francja, Wielka Brytania i Włochy ograniczyły się zaledwie do protestów dyplomatycznych, ale wskórały niewiele. Rzesza zaczęła tymczasem montować koalicję, do której stopniowo wciągnięto Włochy i Japonię, a w późniejszym czasie także Bułgarię, Rumunię oraz Węgry. Jej ostrze wymierzone było w Związek Radziecki, choć Hitler początkowo nie planował akcji przeciwko ZSRR. Polacy dostrzegli w porę zagrożenie ze strony Niemiec i już w 1936 roku Rydz-Śmigły nakazał rozpoczęcie opracowywania planów obronnych, które przygotowano jeszcze w tym samym roku. To odrodziło stosunki polsko-francuskie. Umowa wojskowa z 1921 roku była już melodią przeszłości, wobec czego zmontowano nowy sojusz. Jego ostrze skierowane było w III Rzeszę, która dostrzegła, iż grozi jej zawiązanie groźnego przymierza, prowadząc w Warszawie szeroko zakrojoną akcję dyplomatyczną. Wysłannicy Hitlera przeczyli faktom, zapewniając, iż na terenie WMG wszystko jest w porządku, a Niemcy nie mają roszczeń terytorialnych względem II RP. Ich agresja stale jednak rosła, czego wyrazem był Anschluss Austrii w marcu 1938 roku, a następnie zajęcie czechosłowackich Sudetów i potwierdzenie zaborów na monachijskiej konferencji z września tego samego roku. Polska dyplomacja wykazała się ogromnym brakiem zręczności, decydując się 30 września na przekazanie Czechosłowacji ultimatum w sprawie Zaolzia i przyłączenie dzielnicy w dwa dni później. W miesiąc później Niemcy, umocnieni niedawnymi sukcesami, zaczęli stawiać Polakom żądania. Minister spraw zagranicznych Rzeszy Joachim von Ribbentrop przedstawił projekt włączenia do Rzeszy Gdańska, zbudowania eksterytorialnej autostrady przez ziemie polskie do Prus Wschodnich i przedłużenia paktu o nieagresji na kolejnych 25 lat. Strona polska śmiałe propozycje odrzuciła, stawiając się w niezręcznej sytuacji - trudno było oczekiwać, iż Niemcy nie zawahają się napaść i na II RP.

Zanim ten atak nastąpił, Europa stała się sceną dla wielkiego targu sojuszników ze wszystkich stron. 6 stycznia 1939 roku Ribbentrop, już nie przebierając w słowach, domagał się od Polski spełnienia przedstawionych jesienią warunków. Prowadzone w styczniu rozmowy zakończyły się fiaskiem, co było zrozumiałe, ponieważ strona polska zdecydowanie opowiedziała się za pełną suwerennością a wykonanie poleceń Hitlera i jego pomagierów uznawano za jej ograniczenie. Istniała również możliwość, iż realizacja oczekiwań Ribbentrop pociągnie za sobą kolejne, co byłoby naturalnym ciągiem wydarzeń zapoczątkowanych przez Hitlera w 1933 roku. Gdy w marcu 1939 roku wojska Rzeszy zajęły Czechosłowację, wojna stała się nieunikniona. Mocarstwa zachodnie po raz kolejny nie zareagowały na jawny przejaw agresji hitlerowskiej. Wroga polityka ekspansji niemieckiej wreszcie skłoniła rządy Wielkiej Brytanii i Francji do szukania popleczników na wschodzie Europy. Na początku kwietnia oba kraje udzieliły gwarancji Rzeczpospolitej. Hitler doskonale orientował się w zamiarach koalicjantów, ale niewiele sobie z tego robił i jeszcze w marcu nakazał rozpoczęcie przygotowań do kampanii ofensywnej przeciwko Polsce. Tymczasem w kraju uwidoczniła się konsolidacja związana z zagrożeniem dla całego narodu. Konflikty polityczne odłożono na bok, jednocząc się we wspólnym celu budowania obronności Polski. Wprawdzie Stronnictwo Ludowe potępiało politykę zagraniczną Becka, a szczególnie zdradziecki atak na Zaolziu, jednakże postanowiło wesprzeć rząd sanacyjny i pociągnąć za sobą masy chłopskiej ludności. Jeszcze w marcu zaczęto wpłacać datki pieniężne na Fundusz Obrony Narodowej, a wiosną i latem prowadzono szeroko zakrojone szkolenia dla ludności z terenów wiejskich, które miały ją przygotować do nadciągającego konfliktu. Nawet zdecydowany przeciwnik rządów sanacji, Wincenty Witos, zdecydował się poprzeć starania warstw rządzących i 11 czerwca w Lublinie przemawiał, aby "w momencie krytycznym dla państwa [chłopi] całkowicie podporządkowali się [...] dyrektywom zwierzchnich władz państwowych". We wrześniu, a więc tuż po wybuchu działań zbrojnych, Naczelny Komitet SL zwrócił się do Naczelnego Wodza z prośbą o utworzenie szerokiego rządu obrony narodowej, który zrzeszałby przedstawicieli wszystkich ugrupowań. Postulat został odrzucony, jednakże młodzież chłopska masowo uczestniczyła w walkach, zasilając szeregi Wojska Polskiego. Wróćmy jeszcze do przedwojennych rozgrywek dyplomatycznych. Wobec niechęci mocarstw zachodnich do sojuszu z ZSRR, Stalin zaczął skłaniać się ku opcji nawiązania poprawnych stosunków z Hitlerem. Rozmowy na linii Berlin-Moskwa trwały od maja 1939 roku. Ich zwieńczeniem było podpisaniem układu Ribbentrop-Mołotow (od nazwisk sygnujących go ministrów spraw zagranicznych obu krajów) w dniu 23 sierpnia 1939 roku. Polacy w tym czasie pospiesznie zbierali siły do decydującej rozgrywki, podpisując w Paryżu protokół wojskowy sygnowany przez ministrów spraw wojskowych Polski i Francji gen. Tadeusza Kasprzyckiego oraz gen. Maurice'a Gustave'a Gamelina. Był to niewątpliwy sukces dyplomacji polskiej, choć podobnego porozumienia nie udało się podpisać z Brytyjczykami. Dopiero po sojuszu niemiecko-radzieckim Wielka Brytania zdecydowała się na wzmożenie czujności, czego efektem było podpisanie układu o wzajemnej pomocy z dnia 25 sierpnia. Premier Neville Chamberlain wciąż oczekiwał, iż Niemcy wycofają się z gróźb pod adresem Rzeczypospolitej. Przeliczył się w rachubach, bowiem żądania niemieckie jeszcze bardziej zaostrzono, przedstawiając je Polakom w formie niemalże ultimatum. Obok zgłoszonych wcześniej postulatów znalazły się nowe dotyczące korekty granicy na Śląsku. Ekipa sanacyjna nie była w stanie zatrzymać pędzącej w stronę wojny maszyny militarnej Niemiec. Józef Beck, mimo twardej postawy i śmiałych przemówień sejmowych, z których jeden fragment warto zacytować: "[...] Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da. [...] My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor", nie oddalił zagrożenia od młodego państwa polskiego, które w dwadzieścia lat po nagłym zmartwychwstaniu ponownie stanęło na skraju przepaści.

1 września ruszyło niemieckie uderzenie na Polskę. Szybko okazało się, iż słabsze siły polskie nie są w stanie sprostać doskonale uzbrojonemu i przeważającemu liczebnie Wehrmachtowi, który mógł liczyć na wsparcie potężnej siły lotniczej Luftwaffe. Wojna o granice została przez Polaków przegrana w ciągu pierwszego tygodnia walk. Siły niemieckie zbliżyły się w tym czasie do Warszawy i nawet ofensywa nad rzeką Bzurą prowadzona siłami Armii "Pomorze" i "Poznań" w dniach 9-14 września nie oddaliła zagrożenia od stolicy. Wkrótce oba zgrupowania zostały rozbite, a Niemcy przystąpili do szturmowania Warszawy. Jeszcze 1 września Beck, dowiedziawszy się, iż Niemcy rozpoczęli wojnę, wysłał depesze do placówek dyplomatycznych, w których czytamy: "Rząd Polski, zdecydowany bronić niepodległości i honoru Polski do końca, wyraża przekonanie, że zgodnie z istniejącymi traktatami otrzyma w tej walce natychmiastową pomoc aliantów". Jednocześnie akcję dyplomatyczną zainicjowali ambasadorzy polscy we Francji i Londynie, Juliusz Łukasiewicz oraz Edward Raczyński. W konsekwencji sojusznicy wypowiedzieli Niemcom wojnę 3 września, jednakże działania ofensywne, jakich się podjęli były nieproporcjonalne do wysiłku ponoszonego przez Wojsko Polskie na frontach kampanii wrześniowej. Efektem ofensywy zatrzymanej 12 września po konferencji w Abbeville nie było zatem odciążenie frontu polskiego. Również 1 września z dramatycznym przemówieniem wystąpił prezydent Mościcki: "Tej nocy nasz wróg odwieczny napadł na Polskę bez wypowiedzenia wojny [...] Cały Naród z błogosławieństwem Bożym, w walce o świętą i słuszną sprawę, wspólnie z Wojskiem, wejdzie do walki w zwartych szeregach, aż do zupełnego zwycięstwa". Nazajutrz zebrały się Sejm i Senat, które wysłuchały orędzia premiera Sławoja-Składkowskiego. Ten także uderzał w nutę honoru oraz oczekiwał rychłej pomocy ze strony zachodnich aliantów. Ta nie nadeszła w spodziewanym stopniu. Wobec zagrożenia zajęcia stolicy przez siły nieprzyjaciela, rozpoczęto jej pospieszną ewakuację. Jeszcze 4 września zaczęli wyjeżdżać członkowie rządu i instytucji państwowych. 5 września dołączył do niech korpus dyplomatyczny. W nocy z 6 na 7 września wyjechał z Warszawy marsz. Rydz-Śmigły i przeniósł swoją kwaterę dowodzenia do Brześcia nad Bugiem. I wreszcie masowy exodus zakończył premier Sławoj-Składkowski, wyjeżdżając do Łucka 7 września. Pozostały w mieście prezydent Warszawy Stefan Starzyński odpowiadał od tej pory za władzę cywilną i po części także wojskową stolicy. Polscy politycy przygotowywali się do przekroczenia granicy z Rumunią, spodziewając się, iż sojuszniczy rząd przepuści ich w drodze do Francji. Tam planowano odtworzenie struktur polskiej państwowości. Jednocześnie zaczęto dostrzegać zagrożenie na drugim biegunie - do granic z Polską zaczęły zbliżać się jednostki sowieckiej Armii Czerwonej. Stalin czekał tylko na pretekst do wystąpienia przeciwko Polsce, a tego dostarczyli mu dyplomaci atakowanego kraju. Dyplomaci rozpoczęli przemieszczanie z Krzemieńca w stronę granicy rumuńskiej. I tak, prezydent ulokował się w Załuczach, Naczelny Wódz w Kołomyi, premier i rząd w Kosowie i wreszcie korpus dyplomatyczny w Kutach. Tymczasem Niemcy starali się wymusić na Rumunach obietnicę zatrzymania Polaków, którzy chcieli przekroczyć granicę. Niemiecki poseł w Bukareszcie, Wilhelm Fabricius, prowadził akcję dyplomatyczną, nie stroniąc od gróźb. Rumuński minister spraw zagranicznych Grigore Gafencu ugiął się pod presją silniejszych Niemców i przystał na warunki Rzeszy. 14 września zapewniał Berlin, iż w przypadku przekroczenia granic przez wojskowych z Polski przybysze zostaną rozbrojeni i internowani. Podobnie rzecz się miała z uchodźcami i personelem dyplomatycznym. Polacy nie zdawali sobie z tego sprawy. Dostrzegając kryzys państwa polskiego, Sowieci postanowili zadać mu ostateczny cios. O 3.00 nad ranem 17 września zastępca Mołotowa, Wiaczesław Potiomkin, przyjął wezwanego tutaj w pospiesznym trybie ambasadora RP Wacława Grzybowskiego. Wręczono mu notę pełną oszczerstw i obelg, w której czytamy: "Wojna niemiecko-polska ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojskowych Polska straciła wszystkie swoje okręgi przemysłowe i ośrodki kultury. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie okazuje przejawów życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd przestały faktycznie istnieć". Dalej mówiono o unieważnieniu paktu z 1933 roku, a rzeczywistą napaść uzasadniano chęcią obrony mniejszości białoruskiej i ukraińskiej przed Niemcami. Grzybowski noty nie przyjął, ale nie zmieniało to faktu, iż wojna ze Związkiem Radzieckim właśnie wybuchła. Rankiem o zaistniałej sytuacji dowiedzieli się koczujący przy granicy dyplomaci. Postanowili zatem nalegać, aby Rumunii uszanowali wcześniejsze ustalenia i przepuścili uchodźców przez swoje terytorium. Polacy odbyli dwie pospieszne narady w Kutach, na których zadecydowano o opuszczeniu kraju. Prezydent Mościcki wygłosił orędzie, kończące słowami: "Dlatego [z powodu napaści niemieckiej i klęski na frontach], choć z ciężkim sercem, postanowiłem przenieść siedzibę Prezydenta Rzeczypospolitej i naczelnych władz państwa na terytorium jednego z naszych sojuszników". W Rumunii bowiem spodziewano się przebicia na teren innych krajów i transportu okrętem alianckim do Francji. Wieczorem zaczęło się przekraczanie rumuńskiej granicy. Następnie Polacy skierowali się do Czerniowiec. Tam Rumunii podstawili pociąg, rzekomo kierujący się do Mołdawii. W drodze personel dyplomatyczny podzielono i wysłano w kilka miejsc - prezydenta do Bicaz, Rydza-Śmigłego do Craiowej, ministrów i personel do Slanica. Na miejscu wszystkich internowano. Wprawdzie światowa opinia publiczna zareagowała oburzeniem, jednak fakt internowania był faktem. Polskie władze utraciły zdolność manewrowania. Tymczasem w Polsce sytuacja także wyglądała tragicznie. Warszawa, po bohaterskiej obronie, skapitulowała 27 września, zacięte bitwy pod Tomaszowem Lubelskim ni odwróciły losów kampanii, którą zakończyły starcia Samodzielnej Grupy Operacyjnej gen. Kleeberga pod Kockiem na początku październiku. 22 września Niemcy i Sowieci ustalili linię rozgraniczającą wytyczoną wzdłuż Sanu, Wisły, Narwi i Pisy. Granice potwierdzono kolejnym już paktem zawartym w Moskwie 29 września przez Mołotowa i Ribbentropa "O przyjaźni i granicy". Ziemie polskie albo wcielono do Rzezy (91 tys. km2 i 10 mln osób), albo przetworzono na Generalne Gubernatorstwo (utworzone z 95 tys. km2 z 12 mln ludności), albo wcielono do Związku Sowieckiego (200 tys. km2 i 13 mln ludności). Szybko okazało się, iż polityka okupantów niewiele ma wspólnego z przestrzeganiem praw i konwencji międzynarodowych. Terror i eksterminacja stały się wyznacznikami nowego ładu w iście niemieckim i radzieckim stylu.

Upadek władz państwowych był silnym ciosem dla Polaków w kraju, którzy czuli się opuszczeni i zdradzeni przez ekipę sanacyjną. Szybko okazało się, iż odpowiedzialnością za porażkę obarczono kilkanaście lat rządów zwolenników Piłsudskiego, którzy nie byli w stanie zapewnić bezpieczeństwa ani odpowiedniego przygotowania na wypadek wojny. W związku z tym niemal natychmiast dużą popularność uzyskali politycy, którzy z systemem mieli niewiele wspólnego, a najlepiej, gdy byli jego zadeklarowanymi przeciwnikami. Na pierwszy plan szybko wysunęła się postać Władysława Sikorskiego. Jeszcze przed I wojną światową był on aktywnym członkiem Związku Walki Czynnej, później służył w Wojsku Polskim i odznaczył się podczas wojny z bolszewikami. Później dowodził sztabem generalnym i rozpoczął karierę polityczną. Jego zatargi z Piłsudskim pokrzyżowały plany awansów na kolejne stanowiska. Właściwie od 1928 roku Sikorski nie zajmował się niczym konkretnym, co sprawiło, iż zaangażował się w działalność Frontu Morges. W latach trzydziestych wielokrotnie przebywał we Francji i stał się wielkim zwolennikiem francuskiej myśli politycznej. Jego działalność przysporzyła mu wrogów, szczególnie wśród piłsudczyków. Sikorski obawiał się nawet, iż szykowany jest zamach na jego życie. W 1935 roku odmówiono mu możliwości przyjazdu na uroczystości pogrzebowe Piłsudskiego. Na początku kampanii wrześniowej bezskutecznie domagał się przydziału wojskowego. Natrafił jednak na niechęć ekipy sanacyjnej. Po spotkaniu z prof. Stanisławem Strońskim postanowił kontynuować działalność, tyle że na emigracji. Stroński pojechał do Paryża nieco wcześniej niż Sikorski, który pozostał jeszcze, wciąż z nadzieją oczekując przydziału wojskowego. Nie doczekał się, w związku z czym 18 września przekroczył granicę rumuńską. Po rozmowach z ambasadorem francuskim w Warszawie Leonem Noëlem, z którym udał się do Francji 22 września. W dwa dni później zakwaterował się w paryskim hotelu "Hotel du Danube". Na emigracji szybko zaczął pozyskiwać zwolenników, jeszcze w Rumunii zdobywając do pomocy płk Tadeusza Zakrzewskiego, który oferował swoje usługi i środki finansowe, jakimi dysponował. Teraz rozpoczęła się batalia o stanowiska w planowanym Rządzie Emigracyjnym. Konstytucja z kwietnia 1935 roku przewidywała bowiem, iż prezydent, nie mając możliwości sprawowania urzędu, może wyznaczyć swojego następcę. Była to jedna z licznych prerogatyw, jakie przysługiwały Mościckiemu. Prezydent postanowił skorzystać z uprawnień, przedłużając sanacyjną linię polityczną. Mościcki wyznaczył na swego następcę ambasadora RP w Rzymie Bolesława Wieniawę-Długoszewskiego. W kręgach opozycyjnych zawrzało. Kandydatów i chętnych do objęcia schedy po Mościckim było wielu, Wieniawa wydawał się być rozwiązaniem najgorszym z możliwych. Afera wybuchła 25 września. Nazajutrz spotkali się czołowi przedstawiciele opozycji i uzgodnili, iż taki stan rzeczy nie może być zachowany. W sprawę wmieszali się Francuzi, którzy zdecydowanie negatywnie wypowiedzieli się o nominacji. To skłoniło Wieniawę to rezygnacji i przesłania adekwatnego listu do Mościckiego. 28 września Łukasiewicz i Raczyński konferowali z sojusznikami. Ustalono, iż właściwą będzie kandydatura Władysława Raczkiewicz, wprawdzie piłsudczyka, ale nie przesiąkniętego sanacyjną przeszłością. Odpowiedni wniosek przesłano Mościckiemu. Ten, mając niewielkie pole manewru, przystał na propozycję i zaakceptował kandydaturę Raczkiewicza. 30 września nowy prezydent został zaprzysiężony. Tego samego dnia do dymisji podał się Sławoj-Składkowski. Po raz kolejny rozgorzały dyskusje, kto byłby najlepszym jego następcą. Idealnym kandydatem był cieszący się szerokim poparciem i sprawujący od 28 września funkcję szefa sił zbrojnych na emigracji gen. Władysław Sikorski. Początkowo jednak wzbraniał się od przyjęcia nominacji. Raczkiewicz początkowo myślał o Auguście Zaleskim, jednakże sugerując się podpowiedziami Sikorskiego, zdecydował się powołać rząd Strońskiego. Wtedy Sikorski się rozmyślił i zaakceptował powołanie na stanowisko szefa Rady Ministrów własnej osoby. 1 października został zaprzysiężony jako premier Rządu RP na Emigracji. W skład jego gabinetu weszli (także w nieco późniejszym czasie):
Stanisław Stroński - wicepremier, a w późniejszym czasie także szef resortu informacji i dokumentacji
August Zaleski - minister spraw zagranicznych
Adam Koc - minister skarbu
Józef Haller - minister bez teki z ramienia Stronnictwa Pracy
Jan Stańczyk - minister opieki społecznej z ramienia Polskiej Partii Socjalistycznej
Aleksander Ładoś - minister bez teki z ramienia Stronnictwa Ludowego
Marian Seyda - minister bez teki z ramienia Stronnictwa Narodowego
Kazimierz Sosnkowski - minister bez teki, reprezentant sanacji
Stanisław Kot - minister bez teki z ramienia Stronnictwa Ludowego (w rządzie od 7 grudnia)

Jak zatem łatwo zauważyć, gabinet Sikorskiego był szerokim przedstawicielstwem różnych opcji politycznych. Zmiana nastąpił wkrótce na stanowisku ministra skarbu, gdyż 9 grudnia Koca zastąpił Henryk Strasburger. Nie nastąpiło także całkowite odsunięcie od władzy obozu związanego niegdyś z osobą Józefa Piłsudskiego, co było niejako symbolicznym gestem dobrej woli nowych władz, które starają się wytworzyć obraz skonsolidowanego przedstawicielstwa politycznego różnych opcji. Jednocześnie w skład rządu nie weszli wybitni przedstawiciele emigracji, a wśród nich Stanisław Mikołajczyk ze Stronnictwa Ludowego czy Karol Popiel, prezes Stronnictwa Pracy.

Utworzenie Rządu Emigracyjnego kierowanego przez Władysława Sikorskiego było wyrazem woli większej części narodu, przeciwnego ponownym rządom sanacji. Ambitna postać Sikorskiego, zapamiętanego jako przeciwnika systemu, szybko stała się symbolem nadziei i nieustannej walki z okupantem. Z zadowoleniem przyjmowano również duże poparcie, jakim cieszył się Sikorski, choć i jemu nie brakowało wrogów niechętnych jego przeszłości i nagłemu sukcesowi. Tarcia trwały także wewnątrz gabinetu, gdzie dużo kontrowersji wzbudzał fakt dokooptowania do rządu osoby Kazimierza Sosnkowskiego. Co więcej, prezydent Raczkiewicz mianował byłego działacza sanacji swoim zastępcą, powołując go na to stanowisko 16 października. Jednocześnie dało się wyczuć napięcie na linii prezydent-premier spowodowane zachodzącymi kompetencjami obu dyplomatów. Raczkiewicz zdecydował się zrzec części uprawnień na rzecz szefa Rządu Emigracyjnego i zapowiedział to jeszcze w październiku. Ostatecznie 30 listopada w przemówieniu radiowym potwierdził swoje plany i przyjął propozycje Sikorskiego, który domagał się od prezydenta konsultowania decyzji podejmowanych w myśl prerogatyw konstytucji kwietniowej. W praktyce sojusznicze rządy przywiązywały o wiele większą wagę do osoby Sikorskiego, który faktycznie reprezentował naród polski na arenie międzynarodowej. Jako reprezentant został uznany przez wszystkie liczące się państwa, które w wielu wypadkach nie zdecydowały się nawet wydawać oficjalnych oświadczeń, przyjmując za normalne, iż Rząd Emigracyjny jest kontynuacją władz II Rzeczypospolitej. Dlatego też wypowiedzi amerykańskiego sekretarza stanu Cordella Hulla czy lorda Halifaxa z Wielkiej Brytanii miały wymowę jedynie symboliczną i prawnie niczego nie zmieniały. Aby rozszerzyć emigracyjne przedstawicielstwo władz polskich, już 9 grudnia utworzona została Rada Narodowa, w skład której weszli przedstawiciele Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Narodowego, Stronnictwa Pracy i Polskiej Partii Socjalistycznej. Była to w istocie namiastka parlamentu, który funkcjonował na emigracji od stycznia 1940 roku. Pierwsze posiedzenie członków rady oficjalnie otworzył prezydent Raczkiewicz w dniu 23 stycznia. Jej prezesem wybrano Ignacego Paderewskiego. Obok zainicjowania polskiego życia politycznego we Francji, szybko rozpoczęto także przygotowania do odbudowy Polskich Sił Zbrojnych, tym razem na emigracji, które miały podjąć się walki u boku sojuszników przeciwko spodziewanej ofensywie niemieckiej. 7 listopada na stanowisko Naczelnego Wodza powołany został Sikorski, zastępując Rydza-Śmigłego, który zrezygnował z pełnienia tej funkcji. Nie miał też ku temu możliwości, bowiem stale przebywał w Rumunii jako internowany. Już 1 października rząd odbył pierwsze posiedzenie. W pięć dni później spotkano się ponownie, tym razem na posiedzeniu roboczym, podczas którego ustalano kierunki polityki emigracyjnego ośrodka. Wkrótce ustalono stany etatowe kolejnych ministerstw oraz zaproponowano, na wniosek ministra Koca, jak najdalej posuniętą oszczędność finansową, aby zachować maksymalnie dużo rezerw złota przesłanych do Francji. Przystąpiono także do opracowywania relacji z przebiegu kampanii wrześniowej. Wnikliwa analiza miała pomóc w ustaleniu przyczyn niepowodzenia oraz ułatwić sojusznikom lepsze przygotowanie do ewentualnej obrony. A współpraca z aliantami była w tym czasie niezbędna, bowiem to oni łożyli środki finansowe na utrzymanie struktur Rządu Emigracyjnego oraz podjęli się prób odtworzenia Wojska Polskiego. Rząd Emigracyjny zdecydował się także na zbudowanie struktur państwa podziemnego, którego funkcjonowanie zapoczątkował gen. Karaszewicz-Tokarzewski już 28 września, powołując do życia Służbę Zwycięstwu Polski. Jego inicjatywa dała podwaliny pod założenie ogólnonarodowej organizacji zbrojnej, która podjęłaby się trudu walki z okupantem. W związku z tym Rząd Emigracyjny przygotował specjalne instrukcje dotyczące Polskiego Podziemia, nakazując utworzenie nowej organizacji o nazwie Związek Walki Zbrojnej. Aleksander Ładoś zajął się komunikowaniem z okupowanym krajem. Gdy do Rady Ministrów włączono Kazimierza Sosnkowskiego to na jego barkach spoczął ciężar organizowania podziemnego zaplecza w Polsce. 8 listopada Rząd Emigracyjny zaakceptował projekt utworzenia ZWZ, a w pięć dni później do życia powołano Komitet Ministrów do Spraw Kraju, w skład którego weszli Ładoś, Seyda, gen. Stańczyk i gen. Kukiel. W tym samym dniu Sosnkowski został przewidziany jako komendant główny Związku Walki Zbrojnej. Odpowiednie dyrektywy wkrótce przesłano do kraju. Instrukcje zmieniły nieco struktury SZP, ale pozostawił cel istnienia organizacji niemalże bez zmian, podporządkowując go działalności wojskowej. Jednocześnie od pierwszych dni organizowania Rządu Emigracyjnego wiele czasu poświęcano kwestii odbudowy państwa polskiego oraz jego powojennego kształtu. Dał temu wyraz sam Sikorski, wielokrotnie przemawiając i poruszając problem. 18 grudnia, w publicznej wypowiedzi, premier przedstawił cele, jakie na przyszłość stawiał sobie Rząd Emigracyjny względem odbudowy Polski. Planowano zbudowanie kraju opartego na zasadach demokratycznych, z poszanowaniem praw mniejszości narodowych oraz opartego na idei i zasadach chrześcijańskich. Oczywiście przewidywano odbudowę państwowości przy zachowaniu całkowitej suwerenności zewnętrznej. Zapowiadano także walkę o niepodległość, także poza granicami kraju, czego wyrazem miała być odbudowa PSZ. Jednocześnie Sikorski zapewniał, iż Polska nie może wyjść z wojny ani okrojona, ani zależna od któregokolwiek z krajów.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków