Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Wojna składa się z nieprzewidzianych zdarzeń", Napoleon Bonaparte

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Okupacja niemiecka w Polsce
Szkolnictwo podziemne


Gdy 1 września 1939 roku jednostki niemieckie przekraczały polską granicę, przywódca Rzeszy doskonale zdawał sobie sprawę, iż w niedługim czasie osiągnie sukces militarny. Był to jednak tylko etap na drodze do podstawowego celu niemieckiej machiny wojennej - panowania w tej części świata. Aby to osiągnąć Adolf Hitler opracował w latach dwudziestych plan uzyskania hegemonii germańskiej nad ziemiami słowiańskimi. Podstawowym problemem był opór stawiany przez miejscową ludność, a co za tym idzie okupant musiał wymyślić sposób pokonania niesfornych oraz ich podporządkowania. O ile pokonanie chociażby Polaków w fizycznym tego słowa znaczeniu Niemcom udało się uzyskać przemocą i siłą militarną, o tyle o wiele trudniejsze zadanie czekało ich w kwestii podporządkowania narodu polskiego - o wielowiekowej tradycji i wysoko rozwiniętej kulturze, której nie zdołały zniszczyć nawet lata zaborów. Hitler zaplanował, iż ziemie polskie zostaną w krótkim czasie wyludnione, dając możliwość niemieckiej kolonizacji na wschodzie. Polacy z kolei przeznaczeni byli do fizycznej eksterminacji bądź też germanizacji. 22 sierpnia 1939 roku, podczas odprawy dowódców w Obersalzbergu, dyktator mówił: "Zniszczenie Polski jest na pierwszym planie. Nasza siła leży w naszej szybkości i brutalności. Dlatego wysłałem na Wschód moje Totenkopfstandarte z rozkazem zabijania bez litości i pardonu wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci polskiej rasy i języka. Polska zostanie wyludniona i skolonizowana przez Niemców". Oczywiście niemożliwe było ludobójstwo na tak wielką skalę, aby naród polski wymazać z historii i pamięci pokoleń, jednakże okupant przygotował inne metody walki z polskością. Bój toczono na polu kulturalnym, według wytycznych przygotowanych przez Główny Urząd Propagandy Rzeszy: "Należy uświadomić sobie, że naród polski nie może już więcej w europejskiej wspólnocie narodów nosić miana narodu kulturalnego". Dlatego też już od pierwszych chwil po zajęciu ziem polskich najeźdźca wypowiedział swoistą wojnę polskiej edukacji i oświacie, w pierwszej kolejności przystępując do rozprawy z elitą intelektualną narodu polskiego. Landrat w Lublińcu, jeden z satrapów hitlerowskich na okupowanych obszarach, sporządził notatkę, która w dużej mierze podsumowuje plan wyniszczenia kwiatu polskich intelektualistów: "Planuje się aresztowanie wszystkich polskich duchownych, nauczycieli, lekarzy i właścicieli ziemskich oraz umieszczenie ich w obozie". Okupant z pełną brutalnością postanowił wykonywać rozporządzenia Hitlera, przystępując do dzieła niszczenia kultury polskiej. Proces osłabiania polskich placówek oświatowych przebiegał dwutorowo. W październiku 1939 roku dekretem Hitlera ziemie polskie podzielono. W skład terytorium Rzeszy miały od tej pory wchodzić województwa pomorskie, poznańskie, górnośląskie, część łódzkiego, krakowskiego i białostockiego. Z pozostałych ziem zajętych we wrześniu przez siły Wehrmachtu utworzono Generalnego Gubernatorstwo z dr Hansem Frankiem na czele, które obejmowało Kraków i Warszawę, a więc dwa główne ośrodki działalności polskiej elity intelektualnej. W pierwszej kolejności zająć się musimy ziemiami wcielonymi do Rzeszy, gdzie proces wynaradawiania Polaków był szybki i został zapoczątkowany wraz z pierwszymi strzałami niemieckich karabinów. Podstawowym problemem, który Niemcy chcieli zlikwidować, było polskie szkolnictwo. Natychmiast po wkroczeniu na ziemie polskie placówki oświatowe kierowane przez Polaków zostały zamknięte. Okupant przystąpił do niszczenia budynków szkolnych oraz rabowania pomocy dydaktycznych. Nielicznymi wyjątkami były działające, oczywiście za zgodą Niemców, szkoły powszechne, jednakże okupant mocno ograniczył ilość godzin oraz rodzaj wykładanych lekcji. Póki co, w działających szkołach, językiem wykładowym był polski, jednakże miało się to w niedługim czasie zmienić, co związane było z obostrzeniami dotyczącymi używania tego języka na ziemiach wcielonych do Rzeszy. Okupant zdawał sobie sprawę, iż podstawową kwestią w utrzymywaniu się polskości będzie właśnie ciągłość używania języka polskiego, szczególnie przez dzieci, element najbardziej podatny na zmiany, a co za tym idzie także germanizację. Co więcej, nauczanie nie mogło zostać podjęte, ponieważ większość kadry nauczycielskiej aresztowano i uwięziono lub zamęczono. Jeszcze we wrześniu prowadzono tego typu akcję w Poznaniu, gdzie niegdyś prężnie działał Uniwersytet Poznański znany ze swojej antyniemieckiej postawy. Teraz uczelnia została zamknięta, a jej pracowników aresztowano. Poznańskie szczególnie mocno ucierpiało pod względem aresztowań kadry naukowej. 28 lutego 1940 roku prezydent rejencji dr Böttcher wydał rozporządzenie do podległych mu działaczy hitlerowskich, w którym czytamy: "Należy zwolnić natychmiast wszystkich polskich nauczycieli. Nauczanie polskich dzieci nie może odbywać się nigdzie aż do odwołania". Represje względem nauczycieli zataczały coraz szersze kręgi. Duża ilość pracowników naukowych została wysiedlona do Generalnego Gubernatorstwa, jako element niepotrzebny. Zniszczeniu uległy placówki, które jeszcze ostały się po wojnie. Niemcy bezmyślnie dewastowali budynki i znajdujące się wewnątrz przyrządy edukacyjne. Ogromne straty poniósł zamknięty Uniwersytet Poznański. Tymczasem okupant postanowił stworzyć w jego miejsce własną placówkę, niejako kolebkę narodowego socjalizmu, otwierając 27 kwietnia 1941 roku Reichsuniversität Posen. Jeśli zaś chodzi o edukację dzieci i młodzieży, to kluczowymi w tym względzie okazały się dokumenty wydawane na przestrzeni lat przez niemieckich pseudofachowców. Podstawą rozważań na temat edukacji na ziemiach wcielonych był referat przygotowany przez dr. Erharda Wetzla i dr. Gerharda Hechta zatytułowany "Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo-politycznego punktu widzenia" (w oryginale "Die Frage der Behandlung der Bevölkerung der ehemaligen polnischen Gebiete nach rassenpolitischen Gesichtspunkten"). Dokument opublikowano 25 listopada 1939 roku i właściwie podporządkowany on był myśli przewodniej, którą 31 października 1939 roku ogłosił Hans Frank: "Polakom należy pozostawić tylko takie możliwości kształcenia się, które okażą im beznadziejność ich położenia narodowego". Zacytujmy zatem co ciekawsze fragmenty wywodu Wetzla i Hechta. W kwestii mowy urzędowej nie pozostawiano wątpliwości, iż dominować będzie język niemiecki, "polski jężyk w żadnym razie nie będzie dozwolony". W kwestii polskiej inteligencji pisano, iż "musi w całości i niezwłocznie zostać wysiedlona na pozostały obszar". Autorzy referatu precyzowali nawet pojęcie inteligencji: "Pojęcie polskiej inteligencji obejmuje, przede wszystkim, polskich księży, nauczycieli (łącznie z nauczycielami szkół wyższych), lekarzy, dentystów, weterynarzy, oficerów, wyższych urzędników, wielkich kupców, wielkich właścicieli ziemskich, pisarzy, redaktorów, jak również wszystkie osoby, które otrzymały wyższe albo średnie wykształcenie". I wreszcie w kwestii najbardziej nas interesującej, a więc szkolnictwa: "Polskich szkół nie będzie już w przyszłości na polskich obszarach. W ogólności będą istnieć tylko niemieckie szkoły, oczywiście z odpowiednią podkreśloną narodowo-socjalistyczną nauką. Polacy i niedostatecznie jeszcze zniemczeni członkowie niemiecko-polskich warstw pośrednich nie mogą studiować na niemieckich uniwersytetach i w szkołach zawodowych, jak również uczęszczać do szkół średnich i wyższych. Dzieci z tych warstw będą dopiero wtedy dopuszczone, gdy staną się członkami młodzieży hitlerowskiej (HJ) i zostaną przez nią zgłoszone". W myśl tych wytycznych na ziemiach wcielonych do Rzeszy udostępniono Polakom tzw. Polenschulen, w których mogli oni odebrać jedynie podstawową edukację. Dzieci odbierały tam jedynie elementarną naukę w zakresie rachowania, pisania i czytania. Zgłoszenie dziecka do tego typu szkoły było obowiązkiem rodziców, a okupant przestrzegał regulaminu w tej kwestii. Bynajmniej nie ze względu na troskę o wykształcenie polskich dzieci, lecz z powodów czysto ekonomicznych - szkoła była doskonałym sposobem prowadzenia ewidencji dzieci polskich, które wykorzystywano następnie do przymusowych robót. Zasadniczo program nauczania obejmował dzieci od 9 do 12 roku życia, jednakże nauka nie wykraczała raczej poza 2 godziny lekcyjne dziennie, oczywiście w języku niemieckim. Sytuacja ta zmieniła się później na jeszcze bardziej niekorzystną, gdy władze Rzeszy wprowadziły obowiązek pracy dla dzieci od 12 roku życia. Ustawa obowiązywała od czerwca 1941 roku. Warto jeszcze wspomnieć, iż 15 maja 1940 roku opublikowany został referat Heinricha Himmlera zatytułowany "Kilka myśli o traktowaniu ludności obcoplemiennej na Wschodzie". Autor pseudonaukowej rozprawy wyraził przekonanie, iż szkoły dla polskich dzieci powinny uczyć przede wszystkim "prostego liczenia do 500, napisania własnego nazwiska, wiedzy, iż boskim przykazaniem jest być posłusznym Niemcom, być uczciwym, pracowitym i rzetelnym". Himmler stwierdził również: "Czytania nie uważam za konieczne". Plan zagłady umysłowej latorośli narodu polskiego na ziemiach wcielonych do Rzeszy realizowano konsekwentnie do końca wojny.

"Kraj ten powołany jest do spełnienia roli rezerwuaru robotników na wielką skalę. Mamy tu jedynie gigantyczny obóz pracy, w którym wszystko, co oznacza siłę i samodzielność jest w rękach Niemców". Takie oto słowa wypowiedział 6 listopada 1940 roku Hans Frank, podsumowując sytuację w Generalnym Gubernatorstwie. Na plan pierwszy wysuwały się zatem względy gospodarcze, co w pewnym stopniu uchroniło Polaków od tak silnej polityki germanizacyjnej, jak na terenach wcielonych do Rzeszy. Mimo to także i tutaj okupant postanowił wypowiedzieć wojnę polskiej inteligencji, przystępując do akcji represyjnej natychmiast po zajęciu tych rejonów. Szacuje się, iż w ciągu pięciu lat okupacyjnego terroru ofiarą nazistowskich siepaczy padło 28,5% profesorów i pracowników szkół wyższych i 13,1% nauczycieli szkół średnich. Tymczasem przed wojną na ziemiach polskich znajdowało się 28 wyższych uczelni, na których studiowało około 50 tys. ludzi. Szkół średnich ogólnokształcących naliczono w okresie międzywojennym 850 z 200 tys. uczniów. W momencie wkroczenia na ziemie polskie Niemcy rozpoczęli akcję niszczenia budynków, które służyły celom edukacyjnym. Łupem hitlerowców padły szkoły, biblioteki, muzea czy archiwa. Szczególna sytuacja wytworzyła się w Krakowie, gdzie splądrowano zabudowania Uniwersytetu Jagiellońskiego. Co więcej, okupant zdecydował się na represje przeciwko krakowskim naukowcom z uczelni wyższych. 6 listopada profesorów i pracowników naukowych, przede wszystkim Uniwersytetu Jagiellońskiego, zgromadzono w Collegium Novum, gdzie SS-obersturmbannführer Müller miał przeprowadzić wykład dotyczący niemieckiego poglądu na sprawy naukowe. Przybyłych podstępnie aresztowano, co było elementem akcji "Sonderaktion Krakau", wymierzonej w krakowską inteligencję. Następnie personel naukowy krakowskich uczelni osadzono w więzieniu, skąd nastąpił transport do niemieckich obozów koncentracyjnych. Wielu z tych, którzy w listopadzie przyszli do Collegium Novum, nie powróciło do Krakowa. Protesty naukowego świata poruszyły sumienia Niemców, którzy zgodzili się na zwolnienie przynajmniej grupy starszych wiekiem więźniów w dniu 8 lutego 1940 roku. Dla 13 aresztantów było już jednak za późno, zmarli w obozie. 11 listopada 1939 roku podobny los spotkał profesorów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wreszcie w lipcu 1941 roku Niemcy dokończyli zbrodniczy proceder we Lwowie, aresztując tamtejszych przedstawicieli inteligencji w liczbie 3000. Wśród więźniów znaleźli się m.in. profesorowie Uniwersytetu Lwowskiego. Niestety, w tym wypadku Niemcy nie mieli zamiaru dokonywać aresztowań. Schwytanych po prostu rozstrzeliwano. Gubernator Frank miał w tym względzie wyrobioną opinię: "Dlatego usilnie proszę panów, aby nikogo więcej nie odstawiać do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz tu przeprowadzić likwidację". Terror, tyle że na mniejszą skalę, dotknął nauczycieli i pracowników naukowych niższego szczebla. Warto wspomnieć, iż 9 listopada władze okupacyjne zdecydowały się na aresztowanie większości krakowskich nauczycieli szkół średnich. Ci podjęli się pracy od pierwszych dni września. Jako że Niemcy początkowo dozwalali na funkcjonowanie polskiej administracji na okupowanych terytoriach, Polacy szybko zorganizowali nauczanie tam, gdzie było to możliwe. Niestety, w wielu miejscach podjęcie nauki wykluczały fatalne warunki aprowizacyjne, co spowodowane było w dużej mierze celową dewastacją żołnierzy niemieckich. Mimo to w miarę normalną działalność podjęły we wrześniu polskie placówki oświatowe na szczeblu niższym od uczelnianego. 31 października 1939 roku opublikowano ukaz Hansa Franka, który zakazywał używania nazw liceum i gimnazjum, zezwalając jedynie na funkcjonowanie szkół powszechnych i zawodowych. Natychmiast rozpoczęto dalsze prześladowania nauczycielstwa. Zamykano placówki, a niepotrzebne budynki wykorzystywano w innych celach. Materiały edukacyjne z reguły ulegały zniszczeniu. Kluczowym dla polityki edukacyjnej okupanta był dokument z 25 listopada 1939 roku, z którym zdążyliśmy się już zapoznać. W kolejnych punktach poruszał on kwestię traktowania ludności ziem Generalnego Gubernatorstwa. Aby wykluczyć rozwijanie jakiejkolwiek myśli patriotycznej, politycznej i kulturalnej Wetzl i Hecht zalecali maksymalne ograniczenie rozwoju intelektualnego Polaków. "Z tych względów wszystkie usiłowania w kierunku kulturalnej i narodowej samodzielności muszą być badane z wielką starannością i krytycyzmem. Uniwersytety i inne szkoły wyższe, szkoły zawodowe, jak również średnie były stale ośrodkami polskiego szowinistycznego wychowania i dlatego zasadniczo powinny być zamknięte. Dozwolone będą tylko szkoły powszechne, mają one jednak udzielać najprostszych wiadomości podstawowych, jak rachowanie, czytanie, pisanie. Nauka ważnych z narodowego punktu widzenia przedmiotów, jak: geografia, historia, historia literatury, jak również gimnastyka, jest wykluczona. Szkoła natomiast powinna przygotowywać do zawodów rolniczych, leśnych oraz prostych zawodów przemysłowych i rzemieślniczych". Jak zatem widzimy, okupant szykował się do ogłupienia narodu polskiego i podporządkowania go swoim planom wykorzystania potencjału gospodarczego Generalnego Gubernatorstwa. Dyspozycje memoriału wcielano konsekwentnie w życie. Z programów nauczania rzeczywiście wykluczono napiętnowane przedmioty, a w grudniu 1939 roku ukazało się zarządzenie o rekwirowaniu podręczników do historii i geografii. Aby jeszcze lepiej zorganizować funkcjonowanie nadzoru nad polskim szkolnictwem, okupant postanowił stworzyć w marcu 1940 roku Wydział Nauki, Wychowania i Wykształcenia Ludowego przy Urzędzie Generalnego Gubernatora. Kontrolę umożliwiały wizytacje szkolne i sprawowanie funkcji przez osoby pochodzenia niemieckiego. Polaków właściwie izolowano od jakiegokolwiek wpływu na edukację młodego pokolenia. Władze okupacyjne starały się na każdym kroku utrudniać funkcjonowanie placówek edukacyjnych, zamykając je nawet z najbłahszej przyczyny. Rozporządzenia niemieckie poszły jeszcze dalej, gdy w 1943 roku ukazał się program zatytułowany "Reorganizacja nauczania w polskich szkołach powszechnych". W myśl założeń dokumentu polskie szkoły powszechne miały być zmieniane na jedno lub dwuklasowe, aby możliwie jak najbardziej ograniczyć długość okresu nauczania. Nieco większą popularnością i zaufaniem władz okupacyjnych cieszyły się szkoły zawodowe, które przygotowywały do pracy na rzecz potencjału ekonomicznego Rzeszy. Autorzy "Kultura walcząca" wyróżniają następujące typy szkół zawodowych: "Berufsschulen - dawne gimnazja, czyli 3-letnie szkoły rzemieślnicze lub handlowe I stopnia; Technische Fachschulen - dawne licea czyli szkoły techniczne II stopnia; Berufspfichtschulen - dawne szkoły zawodowe dokształcające - wówczas obowiązkowe szkoły zawodowe otoczone szczególnie troskliwą działalnością propagandową; Werkschulen - szkoły fabryczne w przemyśle zbrojeniowym". Okupant zdecydowanie preferował zajęcia praktyczne, ponieważ umożliwiało mu to nie tylko przygotowanie Polaków do przyszłej pracy w ramach systemu robót przymusowych, ale i wykorzystanie ich sił w czasie lekcji. Okupant decydował się także na masowe wywożenie dzieci polskich na roboty do Rzeszy, wykorzystując przy tym zajęcia szkolne, gdy młodzi Polacy byli zgromadzeni i stanowili łatwy łup. Zająć się musimy jeszcze sprawą obsady stanowisk nauczycielskich. Niezbędnym w tym względzie jest nam memoriał z 25 listopada. Czytamy w nim: "Ponieważ polski nauczyciel, a po części jeszcze bardziej polska nauczycielka są wybitnymi krzewicielami polskiego szowinizmu, z czym politycznie należy się bardzo poważnie liczyć, więc nie będzie ich można pozostawić w służbie szkolnej. Nie wydaje się zatem niecelowe, aby później, emerytowani wysłużeni funkcjonariusze policji polskiej zostali mianowani nauczycielami w takich szkołach ludowych. W ten sposób zakładanie instytucji kształcących nauczycieli stanie się zbyteczne. Polskie nauczycielki należy od razu bezwzględnie wyłączyć z nauczania, ponieważ posiadają nierównie większy wpływ na polityczne wychowanie dziecka niż nauczyciel". Tak też czyniono w praktyce, a Polakom pozostawiano jedynie niewiele warte stanowiska inspektorów dla szkół polskich.

Polski naród wielokrotnie dawał przykłady niezwykłego wręcz poświęcenia na polu walki o swoją narodową tożsamość. Nasza historia obfitowała w momenty krytyczne, gdy kolejni zaborcy próbowali wynaradawiać Polaków, jednakże za każdym razem musieli ulec potędze polskości. III Rzesza nie była odosobnionym przypadkiem na tym polu walki. Polacy bowiem natychmiast zorganizowali się do samoobrony przed agresją hitlerowską. Jeśli nie mogli przeciwstawić się na froncie militarnym, próbowali podjąć walkę choćby na polu kulturalnym. Wyrazicielem tej swoistej walki z najeźdźcą było wolne i niepodległe szkolnictwo, którego funkcjonowanie notujemy od pierwszych dni okupacji. Mimo rozporządzeń niemieckich i postępujących za nimi represji, szybko znaleźli się śmiałkowie, którzy postanowili czynnie sabotować hitlerowskie ukazy. Jak pisze Władysław Bartoszewski: "Ogół nauczycielstwa nie przyjął bowiem w praktyce do wiadomości faktu zamknięcia szkół przez okupanta i ustawowego zakazu prywatnego nauczania. W ciągu niewielu tygodni i miesięcy, a niekiedy dni nawet tylko, wznawiano w mieszkaniach prywatnych w niewielkich zespołach liczących zazwyczaj kilkoro, rzadziej kilkanaścioro młodzieży - nauczanie gimnazjalistów i licealne (średnie) i akademickie (wyższe). Spontaniczna ta akcja koordynowana przez ciało porozumiewawcze wszystkich istniejących w przedwojennej Polsce związków i stowarzyszeń nauczycielskich, przejęta została po kilkunastu miesiącach przez Departament Oświaty i Kultury Delegatury Rządu na Kraj". Polskie Podziemie miało niebagatelny wpływ na kształtowanie systemu tajnego nauczania, które objęło z czasem nie tylko uczniów, ale i nauczycieli. Kształcenie nowych kadr było niezbędne w celu podtrzymania stałości poziomu nauczycielstwa polskiego, które ogromnie ucierpiało w latach wojny. Niestety, luki w wielu wypadkach nie udało się wypełnić, choć imponujące jest, iż w warunkach okupacyjnych udało się stworzyć sprawnie funkcjonujące ośrodki szkoleniowe przyszłych kadr. W pierwszych dniach po zakończeniu działań wojennych wielu nauczycieli zdecydowało się na rozpoczęcie normalnych zajęć. Odstraszały ich zakazy niemieckiej administracji wojskowej, jednak wielu z pedagogów postanowiło zaryzykować. Sytuacja zmieniła się na ich niekorzyść w związku z powołaniem cywilnego zarządu Generalnego Gubernatorstwa w październiku. Od tej pory zarządzenia egzekwowano bardziej skrupulatnie, a przedstawiona wcześniej polityka edukacyjna władz niemieckich nie pozostawiała wątpliwości, iż polscy nauczyciele nie mają czego szukać w odtwarzanych właśnie placówkach. Odtwarzanych, co warto podkreślić, głównie rękami uczniów, którzy starali się remontować zniszczone budynki i naprawiać zdewastowany sprzęt. Nauczyciele jednak nie poddawali się i już w listopadzie utworzona została konspiracyjna Tajna Organizacja Nauczycielska kierowana przez Zygmunta Nowickiego, której podstawowym zadaniem stało się zorganizowanie tajnego nauczania. Dodatkowo świadczono pomoc zagrożonym przez Niemców nauczycielom. Miała ona wymiar finansowy oraz ochronny (niektórzy wymagali ukrywania przed niemieckimi funkcjonariuszami). Dzięki prężnej działalności szefa zagadnień organizacyjnych Czesława Wycecha na terenie Generalnego Gubernatorstwa szybko zaczęły się pojawiać nowe ośrodki Tajnej Organizacji Nauczycielskiej. Udało się również stworzyć sieć placówek TON na ziemiach wcielonych do Rzeszy, co było jeszcze trudniejsze ze względu na mocną inwigilację terenu przez niemieckie służby wywiadowcze. Aby lepiej zorganizować działalność nauczycielskich stowarzyszeń TON podjęła się powołania Międzystowarzyszeniowej Komisji Porozumiewawczej Organizacji i Stowarzyszeń Nauczycielskich, która grupowała powstające samorzutnie ośrodki nauczycielskie. Jej kompetencje przejął w 1940 roku Departament Oświaty i Kultury powołany przy Delegaturze Rządu na Kraj. Kierownictwo nad nim objął Czesław Wycech, który prężnie zabrał się do pracy. Był świetnym organizatorem i cieszył się sporym autorytetem w środowiskach oświatowych, ponieważ przed wojną działał dla Związku Nauczycielstwa Polskiego. Na terenie kraju zaczęły się pojawiać komórki departamentu, które wzięły na siebie lokalną organizację tajnego nauczania.

Jak mówiliśmy, najgorzej sytuacja tajnego nauczania wyglądała na terenach wcielonych do Rzeszy. Tam okupant dysponował dużo lepszym rozeznaniem środowiska polskiego oraz od początku wojny prowadził antyoświatową działalność. Wyrazem tego były aresztowania kadry nauczycielskiej oraz przesiedlenia tych, którzy nie zostali zlikwidowani bądź odesłani do obozu koncentracyjnego. Najczęściej wysyłano ich do Generalnego Gubernatorstwa, a tam opiekę nad przybyszami starała się roztaczać najpierw Tajna Organizacja Nauczycielska, a następnie departament Delegatury Rządu na Kraj. Sytuacja edukowanych przez Niemców dzieci na ziemiach wcielonych wyglądała fatalnie. Wystarczy wspomnieć, iż okupant czynił wszystko, aby maksymalnie ogłupić młodych Polaków i interesował się przede wszystkim wykorzystaniem ich sił fizycznych w celach gospodarczych. Lekcje prowadzone po niemiecku z bardzo wybrakowanym programem nauczania miały raczej pseudonaukowy charakter. Nauczyciele, którzy zaangażowali się w projekt tajnych lekcji musieli przede wszystkim pracować z młodzieżą na poziomie szkół powszechnych i wyrabiać w dzieciach podstawowe zdolności, jakie powinien mieć każdy uczeń. Niestety, brakowało miejsc do pracy oraz czasu, ponieważ na dzieciach ciążył obowiązek wykonywania przymusowych robót. Ponadto cała działalność obarczona była sporym ryzykiem i w razie dekonspiracji grupy nauczycielom groziły najdalej idące konsekwencje. Mimo to decydowano się na podjęcie pracy z młodzieżą, choć miała ona charakter ograniczony i często sprowadzała się do zajęć indywidualnych. Dużym problemem był też brak pomocy naukowych. Wydawane przez Niemców podręczniki z edukacją niewiele miały wspólnego. Nie było książek, nie było pomocy dydaktycznych. Niektórym udało się uratować przedwojenne pozycje, które później wielokrotnie wykorzystywano. Działalność poligraficzna miała mocno ograniczony charakter, ale zdarzali się i tacy, którzy trudnili się produkcją materiałów edukacyjnych. Na Mazowszu odnotowano chociażby druk 450 egzemplarzy elementarza, z czego 300 ukazało się nakładem... drukarni niemieckiej. Ogólnie Mazowsze wykazało się pod względem organizacyjnym z bardzo dobrej strony. Nieco gorzej sytuacja wyglądała na Pomorzu i Śląsku. Józef Krasuski obliczył, choć dane te mają w dużej mierze charakter szacunkowy, ilość nauczycieli i uczniów zaangażowanych w tajne nauczanie na ziemiach wcielonych do Rzeszy. Przytoczmy zatem odpowiednie dane: jeśli chodzi o szkolnictwo powszechne w latach 1939/40 w pracę zaangażowanych było 905 nauczycieli i 11 197 uczniów, w latach 1940/41 odpowiednio 1212 i 15 179, w latach 1941/42 1386 i 17 808, w latach 1942/43 1434 i 18 613, w latach 1943/44 1552 i 20 195 i wreszcie w latach 1944/45 1208 i 15 526. Jeśli zaś idzie o szkoły średnie ogólnokształcące, to dane przedstawiają się następująco: w latach 1939/40 działało 66 nauczycieli i 493 uczniów, w latach 1940/41 162 i 1180, w latach 1941/42 166 i 1346, w latach 1942/43 205 i 1771, w latach 1943/44 240 i 2103 i w latach 1944/45 209 i 1801. Jak widzimy, notowany był stały rozwój tego typu nauczania, choć dane te mają charakter jedynie przybliżony. Nie można wykluczyć, iż tajne nauczanie objęło o wiele więcej dzieci, jednakże dzisiaj nie możemy jednoznacznie określić, kto korzystał z takiej formy edukacji. Proceder ten był ostro represjonowany przez władze okupacyjne, jednakże dzięki świetnej konspiracji udawało się uniknąć większych wsyp. Nielicznymi były przypadki aresztowań. W tajne nauczanie zaangażowali się nie tylko nauczyciele, ale i ludzie ze średnim lub wyższym wykształceniem, którzy byli w stanie przekazać coś wartościowego słuchaczom. Szkolnictwo na terenach wcielonych do Rzeszy, choć w praktyce nie było scentralizowane i scalone z ośrodkami delegatury na terenie Generalnego Gubernatorstwa, odegrało ogromną rolę w krzewieniu polskości wśród tamtejszej ludności pochodzenia polskiego. Akcja germanizacyjna, choć prowadzona z takim zapałem i bezwzględnością, nie mogła przynieść odpowiednich rezultatów, gdy społeczeństwo polskiego aktywnie opierało się procesowi wynaradawiania i niemczenia. Front tajnego nauczania znacznie silniej funkcjonował na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Tam procentowo znacznie więcej uczniów zostało objętych programem i miało możliwość uczęszczania na tajne komplety. Dane statystyczne wyglądają nader imponująco. W czterech dystryktach Generalnej Guberni na przełomie 1942 i 1943 roku działało w szkolnictwie średnim ogólnokształcącym 5625 nauczycieli i 48 608 uczniów. Analogiczne dane z okresu późniejszego o 12 miesięcy mówią o 7168 nauczycielach i 60 060 uczniach. Procentowo tajnym nauczaniem objęto zatem blisko 70% przedwojennego stanu uczniów szkół średnich. Przy deficycie ludnościowym dane te mają jeszcze większą wymowę, co świadczy o niesamowitym wręcz wysiłku, który przyniósł owoce w postaci doskonałej organizacji systemu tajnych kompletów. Aby dokładniej przyjrzeć się temu procesowi, musimy wrócić do września 1939 roku. Wielu nauczycieli zaangażowało się w Wojnę Obronną, wstępując do Wojska Polskiego. To związane było z przemieszczaniem wraz z frontem i jeśli udało się im zachować wolność, napotkali spore problemy z powrotem do miejsc, w których niegdyś pracowali. Tam zmuszeni byli do zapoznania się z okupacyjnymi rozporządzeniami i początkowo niewielu z nich miało dostęp do wytycznych Tajnej Organizacji Nauczycielskiej. Głęboka konspiracja uniemożliwiała swobodny przepływ informacji. Wydaje się jednak, iż akcja prowadzona przez podziemne kierownictwo tajnego nauczania zaczęła przynosić efekty w ostatnich dwóch miesiącach 1939 roku. Wtedy też palącą stała się potrzeba zorganizowania tajnego nauczania z powodów nie tylko edukacyjnych, ale i politycznych i patriotycznych. Jak pamiętamy, w referacie Wetzla i Hechta surowo zakazano nauczania ważnych z narodowego punktu widzenia przedmiotów, czyli geografii, historii, historii literatury czy gimnastyki. O ile gimnastyka nie była trudnym problemem do przezwyciężenia, ponieważ uczniowie mogli ją prowadzić we własnym zakresie (a wielu zaangażowało się w działalność Polskiego Podziemia, które umożliwiało dodatkowe przeszkolenia), o tyle nauka pozostałych wymienionych w memoriale przedmiotów była dość kłopotliwa ze względu na brak odpowiednich miejsc i podręczników. Na szczęście, akcja rekwirowania i niszczenia książek w Generalnym Gubernatorstwie miała mniejszy zasięg niż na terenach wcielonych do Rzeszy, co umożliwiło uchronienie choć części dorobku publicystycznego. Nauczyciele rozsądnie sabotowali rozporządzenie okupanta o składowaniu zakazanych podręczników, oddając książki stare, zniszczone lub bezużyteczne. Potrzebne pozycje przechowywano w głębokiej konspiracji i następnie wykorzystywano do tajnego nauczania. Co więcej, nauczyciele, którzy podjęli normalną pracę, a tych na początku okupacji było wielu, pod przykrywką prowadzenia lekcji dotyczących tematów neutralnych wykładali przedmioty zakazane. Odwołajmy się do słów autorów "Kultury walczącej": "Dlatego też, obok zabezpieczenia podręczników, map i tablic poglądowych, należało wygospodarować miejsce i czas na nauczanie zakazanych przedmiotów. Nie istniały jeszcze żadne instrukcje ani wskazówki konspiracyjnych władz oświatowych. W tym początkowym okresie wszystko zależało od samorzutnej inicjatywy nauczycieli, rodziców i uczniów. Wybór zaś sposobu prowadzenia tych lekcji zależał od terenu, na którym pracowała dana szkoła i od sytuacji tu panującej. Jeśli bowiem nauczyciel znał środowisko, z którego pochodziły dzieci i mógł liczyć na rozsądek i zrozumienie wagi spraw w kręgu 10-14-latków, prowadził uzupełniające nauczanie z całą klasą i w gmachu szkolnym. Często więc na lekcjach robót praktycznych przerabiano materiał z historii i literatury, na lekcjach rysunków i wycieczkach szkolnych geografię ojczystą, a na lekcjach śpiewu zakazane wiersze i pieśni". Oczywiście istniało spore ryzyko odkrycia tego typu procederu przez władze niemieckie. Dzieciom nie można bylo do końca ufać, jednak fenomenem jest zjawisko, iż przypadki denucjacji występowały niezwykle rzadko, co świadczy nie tylko o karności zespołów uczniowskich, ale także wysokiej świadomości narodowego obowiązku nauczania. Wraz z coraz silniejszym oddziaływaniem Tajnej Organizacji Nauczycielskiej zaczęły się pojawiać oficjalne wytyczne konspiracyjnej placówki oświatowej. W późniejszym czasie duży wpływ na kształtowanie poglądów młodzieży miała prasa konspiracyjna, która nawoływała także do rozszerzania własnych horyzontów. W marcowym numerze "Walki Młodych" z 1943 roku w artykule zatytułowanym "Wiedza - orężem walki" czytamy: "Odbudowa gospodarcza zniszczonego kraju, organizowanie nowej administracji, szkolnictwa, urządzeń kulturalnych - wymagać będzie dobrych, wyszkolonych fachowców. Już dziś w miarę możliwości uczyć się musimy, szkolić na przyszłych inżynierów, techników, agronomów, nauczycieli, lekarzy [...]". Duże znaczenie, szczególnie w rejonach chłopskich, a więc na wsi, miała działalność prowadzona przez Bataliony Chłopskie. Organizacja ta, oprócz zbrojnego oporu przeciwko okupantowi, starała się również kształtować światopoglądy i patriotyczną postawę wśród młodych mieszkańców wsi. Zajmowano się zatem organizacją tajnego nauczania oraz specjalnymi szkoleniami o podłożu praktyczno-bojowym. Na wsi kolportowano różnego typu gazetki, plakaty czy ulotki propagandowe, które w dużej mierze wpływały na masy chłopskie i kształtowały w nich postawę oporu wobec reżimu okupanta. Tymczasem coraz lepszą organizację udało się uzyskać strukturom terytorialnym placówki oświatowej przy Delegaturze Rządu na Kraj. W 1941 roku wydana została instrukcja zatytułowana "Główne zadania pracy oświatowej", która w dużej mierze dotarła do ośrodków tajnego nauczania. Fachowcy z Departamentu Oświaty i Kultury opracowali wytyczne programowe, które oparte zostały o program przedwojennej edukacji. Co warte podkreślenia, podziemne władze zapewniły, iż zaliczenie podziemnych klas uznane będzie po wojnie. Podobnie rzecz się miała z egzaminami zdawanymi w konspiracji, w tym maturą. Zaangażowanie i determinacja nauczycieli i miejscowej ludności umożliwiły uzyskanie bardzo dużej liczebności uczęszczających na podziemne lekcje. Na przełomie 1939/40 roku uczyło się w szkołach powszechnych 44 626 uczniów, których edukacją zajmowało się 2725 nauczycieli. Analogiczne dane za okres 1940/41 mówią o 62 060 uczniach i 3844 nauczycielach, w latach 1941/42 77 316 i 4588, w latach 1942/43 86 244 i 5252, w latach 1943/44 90 805 i 5461 i w latach 1944/45 37 206 i 2352, przy czym w ostatnim okresie spora część ziem polskich została wyzwolona przez Armię Czerwoną, co umożliwiało odbudowanie placówek oświatowych i podjęcie normalnej pracy. Stąd też dane o uczących się są znacznie niższe i nie wkomponowują się w zauważalny proces stałego rozwoju liczebnościowego podziemnego systemu oświaty. Tajna oświata na szczeblu licealnym i gimnazjalnym napotkała na dużo większe trudności, co związane było z rozporządzeniem Hansa Franka, mówiącym o zniesieniu działalności tego typu szkół. Co gorsza, wiele młodzieży zostało przez okupanta zaangażowane do przymusowych prac na rzecz niemieckiej gospodarki. To w znacznym stopniu ograniczyło czas możliwy do wykorzystania w celu tajnej edukacji. Tajna Organizacji Nauczycielska uruchomiła zatem tajne komplety na poziomie szkół średnich. Polegały one na spotkaniach (regularnych bądź nie, zależnie od warunków) młodzieży w niewielkich grupach, podczas których realizowano materiał z zakresu licealnego bądź gimnazjalnego. W przypadku dekonspiracji zgromadzeni udawać mieli spotkanie towarzyskie, aby uniknąć aresztowania. Najlepiej system ten funkcjonował w Warszawie, choć oczywiście proporcjonalnie do wielkości miasta inwigilacja niemiecka także była duża. Przytoczmy zatem od razu dane statystyczne dotyczące tego typu nauczania: w latach 1939/40 naliczono 19 188 uczniów i 2346 nauczycieli, w latach 1940/41 31 533 i 3967/ w latach 1941/42 40 378 i 4924, w latach 1942/43, co już wiemy, 48 608 i 5625, w latach 1943/44 66 660 i 7168 (lub 8168) i w latach 1944/45 21 667 i 3032. Dane imponujące, zważywszy na to, że formalnie szkolnictwo tego typu nie istniało. Nauczyciele szczebla średniego zmuszeni byli do utrzymywania się z prac dorywczych, składek rodzicielskich oraz zapomogi wypłacanej przez Delegaturę Rządu na Kraj. I w tym wypadku natrafiono na spore problemy względem uzyskiwania niezbędnych pomocy szkolnych, w tym podręczników. To, co udało się uchować przed zarekwirowaniem, mogło zostać wykorzystane. W wypadku braku pozycji uczestnicy tajnych kompletów musieli radzić sobie w inny sposób. Jak pisze Wojciech Roszkowski: "Podjęło pracę około 200 nielegalnych drukarni i powielarni, z czego połowa znajdowała się w Warszawie. Wydano w nich w latach 1939-1945 około 820 tytułów". Możemy się domyślić, iż wśród nich powielano także pomoce dydaktyczne. Rzuca się w oczy również fakt znakomicie zorganizowanej sieci konspiracyjnej Warszawy, w którym to okręgu system tajnego nauczania działał najbardziej prężnie. Niesamowitym wręcz wydarzeniem w podziemnej rzeczywistości było odtwarzanie szkolnictwa na szczeblu uniwersyteckim. W stosunku do innych form tajnego nauczania ta pojawiła się najpóźniej, jednakże profesorowie, którzy zdecydowali się na konspiracyjną działalność byli najbardziej narażeni na denuncjację i inwigilację. Hitlerowska akcja represyjna wobec pracowników uczelni wyższego szczebla mocno przetrzebiła kadry nauczycielskie. Mimo to na początku 1940 roku grupa intelektualistów związanych z Uniwersytetem Warszawskim postanowiła otworzyć jego podziemny odpowiednik. W październiku powołany do życia zostaje Tajny Uniwersytet Ziem Zachodnich, także w Warszawie. Odtworzona zostaje, choć w mniejszym stopniu, Politechnika Warszawska. Działalność podziemnych uczelni przybiera niespotykane w historii formy. To nie tylko wykłady, ale i prace magisterskie i dyplomowe oraz poszerzenie kadry profesorskiej. Największe rozmiary przybrał ten proceder w latach 1943/44, kiedy to notowano blisko 1600 słuchaczy na Uniwersytecie Warszawskim, 1000 na Uniwersytecie Ziem Zachodnich i 350 na Politechnice Warszawskiej. Warszawskie uczelnie zorganizowały się najszybciej i w największym stopniu. Na innych ziemiach okupowanych proces ten nie przybrał tak dużej formy. W Krakowie odtworzono namiastkę Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego kadrę mocno przetrzebiły aresztowania prowadzone w 1939 i 1940 roku. Powstał podziemny Katolicki Uniwersytet Lubelski, Szkoła Zawodowa Górniczo-Hutnicza. Obok normalnej działalności prowadzono także prace badawcze, co w podziemiu było sztuką niezwykłą. Niezwykły był całokształt wysiłku społeczeństwa polskiego, które nie zamierzało rezygnować z kontynuowania nauki w warunkach tak trudnych, jakie przygotowali Niemcy. Nie udała się okupantowi operacja wyniszczenia kultury polskiej, nie udało się zniszczenie polskiego szkolnictwa i myśli edukacyjnej. Naród polski pokazał, iż potrafi się zorganizować, co dobitnie wykazało naukową siłę społeczeństwa. Nawet masowy terror okupanta nie odstraszył młodych Polaków od walki na froncie oświatowym i zbrojnym w myśl zasady: "Nas kształci przeszłość niedawna, życie dzisiejsze i walka".


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków