Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Żeby prowadzić wojnę, potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy", Napoleon Bonaparte

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Rząd Polski na Emigracji
Pierwszy okres działalności na emigracji


Pierwszy okres emigracyjnej działalności gabinetu premiera Władysława Sikorskiego związany był przede wszystkim z Francją. To właśnie Francuzi zdecydowali się gościć polskich uchodźców i zapewnili im doskonałe warunki do podjęcia działań. 22 listopada 1939 roku naczelne władze Rzeczypospolitej przeniesiono z Paryża do Angers, które od tej pory stało się oficjalną siedzibą Rządu Emigracyjnego. Praktycznie od pierwszych dni emigracyjnej działalności Sikorski i jego podwładni rozpoczęli przygotowywanie programu i kierunków polityki rządu. Miał to być główny wyznacznik tego, o co tak właściwie walczy naród polski. Jednocześnie podjęto się ostrej akcji potępiającej zbrodnie niemieckie popełnione w Polsce. Niepokojące informacje dochodzące z okupowanej ojczyzny zaalarmowały polityków emigracyjnych. 28 listopada Sikorski, w przemówieniu radiowym, zdecydowanie potępił politykę okupacyjną Rzeszy. 15 grudnia jego rząd podjął uchwałę, która zapowiadała pociągnięcie do odpowiedzialności tych, którzy stosowali nieuzasadnioną przemoc wobec ludności polskiej. Była to jedna z pierwszych zapowiedzi sądzenia zbrodniarzy hitlerowskich przed specjalnym trybunałem wojskowym. Jak wiemy, po wojnie rzeczywiście odbyto szereg procesów, z których najważniejsze miejsce zajmowała rozprawa przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Podobną deklarację opublikowały w późniejszym czasie rządy sojusznicze. Jeśli chodzi o ziemie zagarnięte przez okupantów, Rząd Emigracyjny szybko rozpoczął podporządkowywanie sobie działających tam struktur Polski Podziemnej. Gdy 17 października 1939 roku do Rady Ministrów wszedł Kazimierz Sosnkowski, z miejsca objął on kierowanie zapleczem wojskowym w kraju. 13 listopada powołano do życia Komitet Ministrów dla Spraw Kraju, który zajął się organizacją Związku Walki Zbrojnej, którego komendantem głównym mianowano Sosnkowskiego. Dzięki radiostacjom możliwe było kontaktowanie się z okupowanym krajem. Pierwsze meldunki zaczęły spływać już w lutym 1940 roku. Struktura dowodzenia zakładała podporządkowanie Sonskowskiemu sześciu komendantów poszczególnych obszarów. Dopiero po przeniesieniu władz do Londynu hierarchię tę zmieniono i 30 czerwca komendantem ZWZ mianowano Stefana "Grota" Roweckiego, który kierował organizacją na miejscu. Aby podporządkować Rządowi Emigracyjnemu podziemie polityczne, w lutym utworzono Polityczny Komitet Porozumiewawczy, który stał się reprezentacją podziemnych stronnictw politycznych wchodzących również w skład Rady Narodowej. W styczniu obradować zaczęła Rada Narodowa pod przewodnictwem Ignacego Paderewskiego. Jego zastępcami wybrano Tadeusza Bieleckiego ze Stronnictwa Narodowego, Hermana Liebermana z Polskiej Partii Socjalistycznej i wreszcie Stanisława Mikołajczyka ze Stronnictwa Ludowego. Szeroka reprezentacja różnych stronnictw politycznych była namiastką emigracyjnego parlamentu, ale w praktyce jej znaczenie nie było wielkie. Obok funkcji opiniotwórczych i doradczych nie miała wpływu na kształtowanie polityki gabinetu gen. Sikorskiego. Pierwsze posiedzenie Rady Narodowej otworzyli prezydent Raczkiewicz, premier Sikorski i wreszcie obrany prezesem Paderewski, który odniósł się do roli Rządu Emigracyjnego: "Chcielibyśmy, by Rząd nasz był sprężystym i zwartym organem wykonawczym władzy państwowej, chcemy jednak zaznaczyć, że wobec Kraju, Prezydenta RP i wobec nas generał Sikorski ponosi główną odpowiedzialność za nasze losy i ostateczne zwycięstwo". Szybko wypracowano program posiedzeń Rady Narodowej oraz przyznano płace członkom organów, wyznaczając je na kwotę 7500 franków miesięcznie. Ogółem na ziemi francuskiej rada zebrała się piętnastokrotnie, odbywając trzynaście posiedzeń jednodniowych i dwa posiedzenia dwudniowe. Debatowano do dnia 18 czerwca, a więc niemalże do chwili ewakuacji władz polskich do Wielkiej Brytanii. Jeszcze w grudniu Sikorski zorganizował Najwyższą Izbę Kontroli, której prezesem został przedstawiciel Polskiej Partii Socjalistycznej, Tadeusz Tomaszewski. Na jego zastępcę wyznaczono członka Stronnictwa Ludowego, Zygmunta Nagórskiego. 18 grudnia Sikorski przedstawił deklarację rządową, w której czytamy, iż do najważniejszych celów Rządu Emigracyjnego należały wyzwolenie ziem Polski, zapewnienie dostępu do morza i odbudowa państwowości oraz trwałe bezpieczeństwo kraju. Bardzo ważną stała się zatem kwestia odbudowy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. 4 stycznia 1940 roku zawarto w Paryżu umowę wojskową, która przewidywała stworzenie jednostek Wojska Polskiego na terenie Francji oraz ich udział w walkach przeciwko Niemcom. Rząd Emigracyjny uzyskał także sporą pożyczkę od krajów sojuszniczych, uzyskując 5 mln funtów szterlingów i 600 mln franków, co pozwoliło na ograniczenie wydatków z przewiezionych do Francji zasobów Banku Polskiego, które liczyły 70 ton złota. Niestety, rząd dość bezstresowo szafował kredytami, sporo wydając do czasu ewakuacji z Francji. Właściwie blisko jedna czwarta całości pieniędzy została w tym czasie rozpuszczona. Wiązało się to z rozrostem biurokracji Rządu Emigracyjnego, choć minister skarbu Henryk Strasburger mocno protestował przeciwko niefrasobliwości i powiększaniu aparatu biurokratycznego. Kwestia finansowa była tematem dość burzliwych obrad gabinetu Sikorskiego i jeszcze wielokrotnie powracała, budząc spore kontrowersje także w wypadku ustalenia budżetu rządowego na rok 1940 w dniu 23 marca. Plany Strasburgera pokrzyżowała nagła klęska Francji. Przystąpiono także do silnej krytyki poczynań przedwojennej sanacji, obarczając ją winą za porażkę poniesioną podczas kampanii wrześniowej. Co więcej, zacięcie antysanacyjne nowej ekipy rządowej sprowokowało powołanie specjalnej komisji, która miała przyjrzeć się klęsce i osądzić ewentualnych winnych przegranej. Pierwsze półrocze 1940 roku zdominowała sprawa tworzenia oddziałów polskich we Francji i przygotowań do zbliżającej się wojny z Niemcami, która po agresji hitlerowskiej Rzeszy na Norwegię była już przesądzona. Dowództwo Sił Powietrznych kierowane przez gen. Józefa Zająca szykowało się także do wzmożenia działań na terytorium Wielkiej Brytanii, gdzie przystępowano do formowania Polskich Sił Powietrznych. Jednocześnie działania operacyjne podejmowała marynarka z kontradm. Józefem Świrskim na czele. Po rozpoczęciu kampanii francuskiej w dniu 10 maja Rząd Emigracyjny musiał skonfrontować swą dotychczasową politykę z szybko zmieniającą się sytuacją na froncie. Armia francuska wspierana przez oddziały brytyjskie i polskie nie była w stanie zatrzymać Wehrmachtu. We Francji i Wielkiej Brytanii zaszły zmiany w gabinetach. Szczególnie ważnym wydarzeniem było zastąpienie premiera Chamberlaina przez wojowniczo nastawionego Winstona Churchilla. Sikorski, podczas spotkania Rady Ministrów w dniu 20 maja, pozytywnie oceniał zachodzące zmiany. Co więcej, podczas kolejnej debaty, na którą przybył także Władysław Raczkiewicz, panowały optymistyczne nastroje co do możliwości bojowych Francuzów. Polacy nie zdawali sobie chyba sprawy, iż losy kampanii francuskiej są już rozstrzygnięte. Na początku czerwca przeniesiono ich do Libourne, gdzie pozostali aż do ewakuacji. Stamtąd Sikorski udał się do francuskiego dowództwa, ale nie uzyskał ani informacji, ani możliwości wpłynięcia na sytuację na froncie. Ministrowie Stańczyk i Zaleski wyjechali do Wielkiej Brytanii i nie uczestniczyli już na zebraniu Rady Ministrów 17 czerwca, co wywołało ogromne wzburzenie wśród przybyłych. Postanowiono, iż wobec nieobecnych wyciągnięte zostaną konsekwencje. Nazajutrz po raz ostatni spotkała się w Libourne Rada Narodowa, trwały również gorączkowe przygotowania do ewakuacji, którą zaproponował rząd brytyjski. Polskie zapasy złota zostały wysłane na statku francuskim do Stanów Zjednoczonych. Pech chciał, iż marsz. Pétain nakazał internowanie okrętu w Dakarze. Dopiero wraz z wyzwoleniem tych terenów przez Amerykanów, zapasy cennego kruszcu mogły powrócić do prawowitych właścicieli. Na razie jednak ryzykowna operacja wywołała kolejną lawinę protestów.

Ewakuacja z Libourne trwała w zasadzie od 19 czerwca. Tego dnia przybyły do Londynu dzień wcześniej Sikorski spotkał się z Churchillem i uzgodnił, jak ma przebiegać operacja. Wreszcie do 21 czerwca większość polityków bądź to drogą lotniczą, bądź też morską przedostała się do Londynu, gdzie szybko wznowiono normalną działalność. Klęska Francuzów i roztrwonienie sił polskich (straty sięgały dwóch trzecich stanów osobowych) spowodowały wyraźny wzrost niezadowolenia z rządów Sikorskiego. Wprawdzie podczas pierwszego posiedzenia Rady Ministrów na ziemi brytyjskiej z dnia 26 czerwca premier zapewniał o trwałości sojuszu z Wielką Brytanią i możliwościach z tego płynących, jednakże tym razem nie zyskał sobie uznania w oczach rozmówców. Jednocześnie Sikorski przedstawił kontrowersyjny projekt reorganizacji rządu, w którym planowano sporą redukcję etatów i ministerstw. Po raz kolejny wystawił się na falę krytyki, zwłaszcza ze strony tych, których miejsca pracy miały zostać zlikwidowane. 3 lipca Juliusz Łukasiewicz wystosował list otwarty, w którym ostro zaatakował politykę Sikorskiego, co miało wpływ na negatywne nastroje podczas kolejnego posiedzenia Rady Ministrów, tym razem z 6 lipca. Sikorskiego winą za niepowodzenia obarczył dowódców: "Zawiedli wodzowie, do których mieliśmy zaufanie". Po raz kolejny wrócił również do projektu reorganizacji, choć tym razem nie był już tak wytrwały w swoich dążeniach. Nie chciał zapewne prowokować niechętnych mu polityków, kryzys gabinetowy narastał bowiem bardzo szybko. Pogłębiły go kolejne już ostre słowa pod adresem Sikorskiego, tym razem autorstwa gen. Dęba-Biernackiego. 11 lipca do batalii włączył się prezydent Raczkiewicz, który żądał zmian personalnych w rządzie. Przede wszystkim nie podobała się mu obecność w gabinecie nieudolnie działających Strasburgera i Kota. Sikorski propozycję odrzucił, konsultując ją uprzednio z ministrami podczas spotkania Rady Ministrów 12 lipca. Sześć dni później Raczkiewicz ponowił atak, korzystając z uprawnień przysługujących mu w myśl konstytucji kwietniowej. Wprawdzie w Paryżu zrzekł się prerogatyw, jednak teraz jakby zapomniał o umowie i zastosował względem Sikorskiego najwyższe reperkusje, odwołując go ze stanowiska. To spotkało się z ostrą falą krytyki, przede wszystkim ze strony wiernych Sikorskiemu członków Rady Narodowej, na forum której przemawiał 18 lipca, oraz wojskowych. Naczelny Wódz wierzył i dał temu wyraz w swoim przemówieniu, iż "ta droga prowadzi nas również i w przyszłości u boku Wielkiej Brytanii aż do pełnego zwycięstwa wielkiej i słusznej oraz świętej sprawy". W całą sprawę zamieszali się Brytyjczycy, wciąż przychylni generałowi. Raczkiewicz tymczasem mianował premierem Zaleskiego. Ten początkowo nominację przyjął, ale po interwencji delegacji wojskowej zdecydował się na rezygnację. Trójka oficerów szybko przekonała Zaleskiego, iż nie tędy droga, uciekając się przy tym do ostrych słów. Sterujący całą akcją gen. Kukiel demonstracyjnie podał się do dymisji, gdy na jego ręce złożono protesty dotyczące przekroczenia uprawnień przez wojskowych. Gdy 19 lipca zebrała się Rada Ministrów, było oczywistym, iż nadal kierować nią będzie Sikorski. Nazajutrz Raczkiewicz zaakceptował propozycje. W mediacjach duży udział miał gen. Sosnkowski, któremu później dziękował Sikorski. W efekcie 29 lipca premier Sikorski zadecydował o niewielkiej reorganizacji rządu, postanawiając... dołożyć Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, redukując przy tym etaty w poszczególnych wydziałach. Stanowisko szefa resortu objął początkowo gen. Sikorski. Zmiany nastąpiły 10 października, gdy funkcję przejął prof. Stanisław Kot. Tego samego dnia ministrem informacji i dokumentacji został prof. Stanisław Stroński. Spory wewnętrzne przysłoniły nieco sytuację międzynarodową, gdzie do kolejnego uderzenia szykowali się Niemcy. Kwestią czasu wydawała się ich napaść na Wielką Brytanię, w związku z czym Brytyjczycy pospiesznie przystąpili do organizowania defensywy. Bitwa o Wyspę miała rozegrać się w powietrzu, a głównymi aktorami na scenie zmagań były Luftwaffe i Royal Air Forces wspomagane przez liczne rzesze lotników z innych krajów. Wśród nich znaleźli się i Polacy, którzy w myśl polsko-brytyjskiej umowy wojskowej z 5 sierpnia 1940 roku mieli walczyć albo w jednostkach brytyjskich, albo w składzie dywizjonów Polskich Sił Powietrznych. Gdy 8 sierpnia rozpoczęto zmagania na niebie Anglii, Polacy szykowali się do rozpoczęcia trudnej, ale jak się okazało, niezwykle owocnej służby. W sierpniu Rząd Emigracyjny po raz kolejny przedstawił tezy programowe. Zasadnicze cele polityki Sikorskiego nie uległy zmianie, ponieważ wciąż postulowano walkę u boku aliantów do zwycięskiego końca wojny i odbudowę wolnej i niezawisłej Rzeczypospolitej, która w żadnym wypadku nie mogła wyjść z II wojny światowej okrojona terytorialnie. Jednocześnie premier Sikorski podkreślał wartość sojuszu polsko-brytyjskiego: "W stosunkach z Wielką Brytanią będzie Rząd Polski uprawiał politykę najściślejszego porozumienia i współdziałania". Dodatkowo ogłoszono konieczność tworzenia Polskich Sił Zbrojnych w Kanadzie oraz wszczęcie działalności punktów werbunkowych na terenie Ameryki Północnej. Jednocześnie nie zdecydowano się na rozpoczęcie wojny z Włochami, choć od 10 czerwca Wielka Brytania taki stan głosiła. Tradycyjnie dobre stosunki polsko-włoskie miały być kontynuowane, mimo iż obie strony stanęły po przeciwnych stronach barykady. Zresztą, sam Mussolini zapewniał Polaków o swoich dobrych intencjach, a w końcówce 1939 roku nie czynił przeszkód polskim uchodźcom. Gdy 24 sierpnia Sikorski ogłaszał swoje tezy, wojna powietrzna o Wielką Brytanię trwała w najlepsze.

Lato 1940 roku było wyjątkowo gorące na międzynarodowej arenie politycznej. Upadek Francji i podbój Skandynawii oddały Niemcom we władanie większą część Europy północnej i zachodniej. Nie próżnował także Stalin, który po zwycięskim, choć mocno rozczarowującym, zakończeniu Wojny Zimowej postanowił kontynuować passę podbojów. W związku z tym dopuścił się zaanektowania republik nadbałtyckich - Litwy, Łotwy i Estonii i odebrał Rumunii północną Bukowinę i Besarabię. Koalicja aliancka nie zdecydowała się na potępienie jawnie agresywnych kroków Stalina, kontynuując politykę nieingerencji w sprawy Związku Radzieckiego zapoczątkowaną jeszcze podbojem Polski oraz agresją na Finlandię. Liga Narodów, która w zasadzie przestała już działać, także nie podjęła się żadnych kroków, aby potępić wyrzucone z organizacji ZSRR. Wyraźny podział w Rządzie Emigracyjnym na zwolenników premiera lub prezydenta łączyła sprawa negatywnego stosunku do ZSRR. W głowach niektórych polityków zaczął się jednak kształtować plan zrodzony na potrzeby chwili - sytuacja międzynarodowa wykluczała bowiem walkę o odzyskanie suwerenności wszystkich terenów dawnej RP. W związku z tym padły pierwsze, na razie niezobowiązujące propozycje, uznania panowania radzieckiego i działań ku odzyskaniu terenów zagarniętych przez Niemcy. Taka polityka zdecydowanie bardziej odpowiadałaby Brytyjczykom, starającym się ocieplić stosunki na linii Londyn-Moskwa i maksymalnie odciągnąć Stalina od sojuszu z Hitlerem. Mimo tendencji odśrodkowych, jeszcze w tezach programowych z sierpnia 1940 roku zapisano: "Warunkiem podstawowym wyrównania stosunków między Polską a Rosją musi być przywrócenie granicy polsko-rosyjskiej sprzed września 1939 r. Polska ze swej strony nie przyłożyłaby wówczas ręki do jakichkolwiek prób rozbicia Rosji. Gdyby w dalszym przebiegu wypadków Rosja znalazła się w jednym szeregu z W. Brytanią jako jej sojuszniczka w walce z Niemcami, zajść może konieczność rewizji naszego stanowiska w sensie odsunięcia rozgrywki w okupantem sowieckim na dalszy plan. Zawsze jednak podstawowym warunkiem współdziałania Polski z Rosją musi być, obok status quo sprzed września 1939 r., opróżnienie zajętych terytoriów Polski, tworzenie oddziałów armii polskiej na polskim terytorium państwowym i pod polskim suwerennym dowództwem". Jak zatem widzimy, słusznie przewidywano, iż może zajść sytuacji, gdy Związek Radziecki stanie w jednym szeregu z państwami alianckimi. Rząd Emigracyjny bardzo aktywnie zabrał się do pracy nad przeciąganiem Brytyjczyków na stronę postulatów Polski. Wiązało się z tym wydanie oficjalnego dokumentu w dniu 22 listopada 1940 roku, w którym Sikorski i jego gabinet wyraźnie wypowiedzieli się w kwestii granicy polsko-sowieckiej, składając odpowiednie oświadczenie na ręce Brytyjczyków. Partner z wysp nie decydował się jednak na żadne gwarancje i wszelkie kalkulacje ze strony polskiej uważał za niedorzeczne i niemożliwe do zrealizowania. Jednocześnie z postulowaniem konieczności uznania przedwojennych granic Rzeczypospolitej Rząd Emigracyjny pracował nad pozyskaniem nowego sojusznika, jakim mogła się okazać Czechosłowacja. Rozmowy przeprowadzone z prezydentem Benešem nie miały wiążącego charakteru. Strona czechosłowacka nie chciała się wiązać z kłopotliwym sprzymierzeńcem, tym bardziej jeśli chodzi o sprawę radziecką. Mimo to 11 listopada podpisano wspólne oświadczenie. Pod koniec roku, na posiedzeniach Rady Ministrów Sikorski dużo miejsca poświęcił możliwej federacji obu narodów, starając się pozyskać zwolenników takiego projektu. Premier doskonale zdawał sobie sprawę, iż rozwiązanie, w którym stworzony zostałby silny związek kilku narodów środkowoeuropejskich, byłoby niezwykle korzystne dla Rzeczpospolitej, partnera najsilniejszego. Sikorski tworzył więc wizję federacji z dominującą rolą Polski, co na dłuższą metę mogło zabezpieczyć przed kolejnymi aktami agresji, czy to ze strony niemieckiej, czy też sowieckiej. Koniec roku przyniósł również ważne rozwiązanie w dziedzinie stosunków politycznych z okupowanym krajem. 3 grudnia 1940 roku na stanowiska Delegata Rządu na Kraj powołany został Cyryl Ratajski, który urzędować miał w Warszawie i reprezentować przed Rządem Emigracyjnym Polskie Podziemie. Z punktu widzenia polityki zagranicznej bardzo ważnym wydarzeniem była wizyta Sikorskiego w Ameryce Północnej, gdzie bawił od 24 marca do 9 maja 1941 roku. Spotkania z prezydentem USA Franklinem Delano Rooseveltem zaowocowały obietnicą wciągnięcia Polski w ramy ustawy lend lease act. Premier starał się również pozyskać do działania tamtejsze kręgi polonijne, ale prowadzona akcja nie przyniosła znaczących rezultatów. 23 maja, po powrocie do Londynu, złożył sprawozdanie przed prezydentem Raczkiewiczem. Wynik wizyty uznano za sukces, ale było to raczej osiągnięcie propagandowe, gdyż Roosevelt do niczego na piśmie się nie zobowiązywał i unikał rozmów o kształcie przyszłej Polski. Tymczasem w Europie szykowała się burza. Siły niemieckie były w pełnej gotowości bojowej, przygotowana do ataku na dotychczasowego sojusznika Związek Radziecki. Jeszcze w maju Rada Ministrów podejrzewała, iż do napaści nie dojdzie, jednakże wraz z rozwojem sytuacji wydawało się, iż uderzenie Wehrmachtu jest tylko kwestią czasu. Podczas spotkania Rady Ministrów z 19 czerwca premier mówił, iż konflikt niedługo wybuchnie. Jednocześnie przystąpiono do dyskusji, jak w takiej sytuacji zachować się powinien Rząd Emigracyjny. Z jednej strony silne było stanowisko kontynuowania polityki przeciwnej działaniom Niemiec i Związku Radzieckiego, z drugiej oczywistym stał się fakt, iż Polska będzie się musiała opowiedzieć po stronie Sowietów, ponieważ ci znajdą się w stanie wojny z Niemcami. Paradoksalna sytuacja wywoływała wiele kontrowersji i to właśnie z nią miał się wiązać kolejny, bardzo poważny kryzys gabinetowy w rządzie Władysława Sikorskiego.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków