Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Bóg zawsze stoi po stronie liczniejszych batalionów", Napoleon Bonaparte

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Rząd Polski na Emigracji
Polska podczas konferencji w Teheranie


W czasie, gdy rządy obejmował Stanisław Mikołajczyk, sytuacja Rządu Emigracyjnego wyglądała, eufemistycznie mówiąc, nieciekawie. Konflikt ze Związkiem Radzieckim spowodował wyraźne osłabienie sojuszu z aliantami zachodnimi, co w konsekwencji przekładało się na spadek zaufania do Polaków i lekceważenie sprawy polskiej w Londynie i Waszyngtonie. Co więcej, Stalin przystąpił do coraz bardziej stanowczych kroków na polu przygotowywania gruntu pod opanowanie wyzwolonej Polski. Tworzone w Związku Radzieckim jednostki polskie zależne były całkowicie od Moskwy i choć żołnierzom towarzyszył biało-czerwony sztandar, wykonywali oni rozkazy Sowietów. Szkolona w ZSRR kadra dowódcza podległa była mocodawcom stalinowskim, czego wyrazem były słowa dowódcy armii, gen. Berlinga, skierowane do radzieckiego dyktatora 22 sierpnia: "Wam, Obywatelu Marszałku, i Waszemu rządowi zawdzięczamy możliwość powstania i uzbrojenia naszej dywizji, zawdzięczamy realizację naszych marzeń o walce z niemieckimi ciemiężcami Polski". Obok powstałej już i skierowanej na front 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki szybko zaczęły wyrastać kolejne polskie jednostki. Wkrótce miały one sformować Ludowe Wojsko Polskie z 1. i 2. Armią Wojska Polskiego w składzie. Szczególnym aspektem działalności sił Berlinga było zaangażowanie militarne. W dniach 12-13 października "kościuszkowcy" starli się z Niemcami pod Lenino i, choć ponieśli ciężkie straty, osiągnięto olbrzymi sukces propagandowy. Rósł również prestiż Związku Patriotów Polskich, gdzie Sowieci przygotowywali przyszłą kadrę polityczną pod utworzenie komitetu narodowego. Oczywiście, zaangażowanie Sowietów nie umknęło Rządowi Emigracyjnemu, który postanowił bliżej przyjrzeć się sprawie formowania jakichkolwiek alternatywnych obozów. Dlatego też 30 sierpnia na spotkaniu Komitetu Politycznego Rady Ministrów premier Mikołajczyk zauważył, iż "sprawa dywizji Berlinga zaczyna przybierać coraz więcej rozgłosu i wyłania się konieczność przeciwdziałania tak na terytorium brytyjskim, jak i na terenie Stanów Zjednoczonych". Cała sytuacja nie zwróciła jednak uwagi sojuszników na groźbę zdetronizowania Rządu Emigracyjnego. Coraz bardziej lekceważące stanowisko w sprawie Polaków dało się zauważyć w ochładzających się stosunkach z Rządem Emigracyjnym. Mocarstwa zachodnie przywiązywały wagę do pogodzenia Polaków z Sowietami, nie zważając na postulaty strony polskiej, za którą w całym sporze przemawiała racja. Tymczasem Związek Radziecki legitymował się brutalną siłą i wysuwając na czoło koalicji alianckiej, mógł dyktować warunki słabszym sprzymierzeńcom. 11 sierpnia spłynęło do Stalina memorandum przygotowane przez rządy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Dokument doręczyli dyktatorowi ambasadorzy Stanley i Clark-Kerr. Poruszono w nim kwestię odnowienia stosunków dyplomatycznych między Polską a ZSRR oraz ustanowienie wspólnej polityki w kwestii pozostających w Związku Radzieckim Polaków czy działań przeciw Niemcom. Stalin negatywnie ocenił propozycje Anglosasów. W odpowiedzi z 27 września jasno wyraził, iż nie będzie podejmował się przywrócenia stosunków z Rządem Emigracyjnym na warunkach przedstawionych w memorandum. Po raz kolejny strona radziecka odwołała się do wydarzeń katyńskich i "wykorzystania przez rząd polski sprawy katyńskiej celem uzyskania terytorialnych koncesji". Tak czy inaczej, samo wystąpienie polityków brytyjskich i amerykańskich oceniono w gabinecie Mikołajczyka pozytywnie. Podziękowania przekazał Drexell-Biddlle'owi i O'Malleyowi minister Romer. W tym samym czasie w kanadyjskiej miejscowości Quebec rozpoczynała się konferencja prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla, która trwać miała od 14 do 24 sierpnia. Spotkanie to dotyczyło przede wszystkim kwestii militarnych, toczonych na wschodzie walk przeciwko Japończykom oraz kampanii włoskiej. Nie zapomniano jednak o Polakach i ich problemach. Wydawało się, iż ostatecznie rozstrzygnięto tam słuszność koncepcji linii Curzona jako wschodniej granicy Rzeczypospolitej. 19 sierpnia kwestia ta została poruszona na spotkaniu Edena i Harry'ego Hopkinsa, doradcy prezydenta Roosevelta, a w cztery dni później podobne stanowisko strona brytyjska zajęła w memorandum przekazanym Cordellowi Hullowi, amerykańskiemu sekretarzowi stanu. O zaistniałej sytuacji nie informowano Polaków, którzy rozpaczliwie starali się dowiedzieć czegokolwiek na temat wyniku rozmów w Quebec. Niewiele jednak wyciekło informacji z przebiegu rozmów Churchill-Roosevelt, co dodatkowo niepokoiło Mikołajczyka. Miał ku temu uzasadnione powody - alianci zachodni nie mieli zamiaru bronić polskiej granicy ustalonej traktatem ryskim. Ulegali presji Sowietów, decydując się zaakceptowanie linii Curzona z drobnymi ustępstwami na rzecz Polski. Wśród nich znalazła się kwestia Lwowa, który, choć nie był rdzennie polskim miastem, przynależny był Rzeczypospolitej ze względu na historię, tradycję oraz strukturę etniczną. Swoje poglądy dotyczące przynależności terytorialnej miasta wyraził sam Roosevelt. 5 października podczas narady w Białym Domu otwarcie przyznał, iż Lwów należy się Polsce, choć jej wschodnia granica oparta być powinna i będzie o linię Curzona. Takie stanowisko Anglosasów wynikało z praktycznego i realistycznego myślenia. Niewiele mieli do powiedzenia w kwestii terytorium, które właśnie zajmowała Armia Czerwona, ponosząc przy tym ogromny wysiłek bojowy przeciwko III Rzeszy. Tymczasem drugi front na zachodzie Europy nadal nie został otwarty. Dlatego też Brytyjczycy przystąpili do sondowania uległości Polaków. 9 września minister Eden spotkał się z Mikołajczykiem, sprawdzając jego reakcję na propozycję ustaleń granicznych: "Czy w razie gdybyście w rezultacie wojny otrzymali Prusy Wschodnie, cenne obszary na Śląsku, a poza tym na wschodzie terytoria po Linię Curzona, rozszerzone przez przyłączenie Lwowa - z Wilnem sprawa gorsza - czy takie rozwiązanie uważalibyście za dopuszczalne?" Premier zareagował w sposób przewidywalny - zdecydowanie odmówił. Mimo to szef Foreign Office jeszcze wielokrotnie poruszał tę sprawę, cały czas badając ostrożnie możliwości osłabienia polskiego oporu. Był w tym względzie konsekwentny i doskonale zdawał sobie sprawę, iż rozwiązanie, które proponują Brytyjczycy, jest najlepszym z możliwych w zaistniałej sytuacji. Mikołajczyk, w rozmowach z Edenem, prosił go o rozpoczęcie negocjacji w sprawie przywrócenia stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Radzieckim. Eden replikował: "Rząd polski oczekuje ode mnie wiele, ale jedyną kartą, jaką będę mógł użyć w rokowaniach z ZSRR, jest atut masowego powstania w Polsce". Kwestia zrywu zbrojnego zorganizowanego przez Polskie Podziemie coraz częściej zaprzątała głowy obozu sojuszników. Dlatego też już 2 lipca płk Leon Mitkiewicz rozpoczął starania o uzyskanie pomocy sprzymierzonych w celu wsparcia ewentualnego powstania. W memorandum złożonym tego dnia w Połączonym Komitecie Szefów Sztabów wyliczono polskie postulaty, wśród których na pierwszy plan wysuwały się żądania dotyczące wsparcia lotniczego - 360 samolotów transportowych w celu przewiezienia sprzętu oraz personelu obsługi lotnisk, kolejne 360 samolotów do przetransportowania formowanej w Wielkiej Brytanii Samodzielnej Brygady Spadochronowej dowodzonej przez gen. Stanisława Sosabowskiego, która od początku planowana była jako ewentualne wsparcie dla walczących powstańców. 23 września Combined Chiefs of Staff poinformował stronę polską, iż nie jest w stanie zorganizować zakrojonej na tak wielką skalę operacji. Jako główne przyczyny wymieniono tu odległość od głównych baz lotniczych aliantów i rzekome braki w wyposażeniu. Jednocześnie sugerowano, aby Polacy ułożyli sobie relacje z Sowietami, którzy są znacznie bliżej i także mogą wesprzeć powstanie. Można się było zatem domyślić, iż ani Amerykanie, ani Brytyjczycy nie chcieli angażować się w sprawę, której wynik jest niepewny - co więcej, nie wiadomo, przeciw komu zwrócą się Polacy, gdy otrzymają broń. Równie dobrze mogli przyszykować wystąpienie przeciw Armii Czerwonej. Brytyjscy wojskowi jasno wyrazili swoje zaniepokojenie: "ustalenie odpowiedzialności strategicznej za działania Armii Krajowej w Polsce jest zagadnieniem czysto politycznym, które musi być rozstrzygnięte jedynie przez rządy państw zainteresowanych, w danym wypadku przede wszystkim Związku Sowieckiego i Polski". Projekt walki z wkraczającymi Sowietami brało również pod uwagę Polskie Podziemie. We wspomnianej już rozmowie Edena i Mikołajczyka z 9 września Polak także poruszył kwestię ewentualnego powstania, które w tym czasie było głównym atutem dla sprawy polskiej. Do kolejnej rozmowy obydwu dyplomatów doszło 5 października. Tego samego dnia Eden otrzymał od Churchilla list, w którym czytamy: "Powinniśmy zrobić wszystko, co jest w naszej mocy, aby nakłonić Polaków do porozumienia się z ZSRR w sprawie granic wschodnich, w zamian za zyski w Prusach Wschodnich i na Śląsku. Moglibyśmy oczywiście obiecać nasze poparcie w tej sprawie". Podczas kolejnego spotkania z Mikołajczykiem Eden znowu próbował poruszyć sporną kwestię. I tym razem natrafił na mur. Mikołajczyk tymczasem domagał się od szefa Foreign Office zajęcia przychylnego Polsce stanowiska podczas planowanej konferencji ministrów spraw zagranicznych w Moskwie. Ostatecznie Mikołajczyk przekazał Edenowi memorandum, w którym określono polskie postulaty - przywrócenie stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Radzieckim, ale jeśli Sowieci nie będą chcieli przesuwać swoich zachodnich granic, zajmować terytorium Polski oraz umożliwią przywrócenie polskiej administracji na wyzwolonych ziemiach. Rząd Emigracyjny chciał także miejsca w sojuszniczej komisji kontrolującej powojenne Niemcy, czyli po prostu wzięcia udziału w okupacji terytorium nieprzyjaciela. Po południu Eden spotkał się z członkami brytyjskiego gabinetu wojennego. Na posiedzeniu przedstawił obszerne memorandum w sprawie granic zatytułowane "Western frontiers of the USRR". Czytamy w nim m.in.: "Sądzę, że naszą polityką powinno być nieoponowanie wobec radzieckiego stanowiska, żę linia Curzona winna być podstawą nowej radziecko-polskiej granicy; należy jednak podjąć wszelkie wysiłki na rzecz jej modyfikacji w taki sposób, by Lwów był włączony do Polski. Dalsze roszczenia polskie (Wilno), do czego przywiązują oni największą uwagę - wydają się być nie do urzeczywistnienia, choćby tylko ze względów geograficznych. Jednakże moglibyśmy podkreślić wobec rządu radzieckiego znaczenie przywiązywane przez Polaków do Wilna i użyć tego jako argumentu przetargowego, by zapewnić im co najmniej Lwów. Polska powinna mieć kompensatę tak daleko na zachodzie jak Gdańsk, Prusy Wschodnie i Górny Śląsk. Rząd radziecki stale popiera takie rozwiązanie kosztem Niemiec. Te zmiany terytorialne mogłyby spowodować zasadnicze przemieszczenia ludności". Kwestia przesiedleń poruszona została już wkrótce podczas konferencji teherańskiej. Teraz jednak gabinet wojenny musiał zaaprobować postulaty Edena, co stało się 8 października. Komentarz do dokumentu z 11 października zawierał stwierdzenie dotyczące granic: "Powitamy wszelkie porozumienie między Polską a Rosją, które, zabezpieczając powstanie silnej i niezależnej Polski, zapewniłoby Rosji konieczne dla niej bezpieczeństwo granic zachodnich". 24 października Eden porozumiał się z Cordellem Hullem, któremu zaproponował wspólną akcję na rzecz Rządu Emigracyjnego. 29 października zwrócił się zatem do Mołotowa, aby Sowieci wznowili stosunki z Polakami, w czym, zgodnie z obietnicą, poparł go Hull. Podczas konferencji moskiewskiej szefowie ministerstw trzech mocarstw przygotowywali grunt pod spotkanie Wielkiej Trójki, a więc Stalina, Roosevelta i Churchilla. Oficjalne otwarcie konferencji miało miejsce 19 października; zakończyło ją podpisanie dwóch protokołów w dniu 1 listopada. W trakcie 12 posiedzeń plenarnych szefowie dyplomacji alianckiej zajmowali się rozmaitymi kwestiami, z których na czoło wysunęła się niejednokrotnie sprawa Polaków. Obok wspomnianego już projektu wznowienia stosunków dyplomatycznych, po raz kolejny poruszono kwestię granic oraz projekt polsko-czechosłowackiej konfederacji, który teraz istniał jedynie na papierze. Strona polska nie mogła przeboleć uległej wobec Moskwy polityki Czechów, którzy dodatkowo komplikowali całą sytuację, podpisując układ radziecko-czechosłowacki. Warto zauważyć, iż w Moskwie przedyskutowano jeszcze projekt powojennej odbudowy Austrii oraz zacieśnienia współpracy z neutralnymi Turcją i Szwecją. Strona polska nie miała rzetelnych informacji dotyczących rozmów do czasu spotkania Edena z Mikołajczykiem 12 listopada. Szef Foreign Office informował przywódcę Rządu Emigracyjnego o wynikach konferencji i w dość ostrym tonie potraktował wcześniejsze stanowisko zajmowane przez Mikołajczyka: "Nie pozwoliliście mi na poruszanie zagadnień terytorialnych na zasadzie kompensat dla was w postaci Prus Wschodnich, Górnego Śląska oraz Pomorza. Byłem wobec tego bezradny [...] Spór terytorialny powoduje to, że nie wiadomo, gdzie kończy się Rosja, a zaczyna Polska". Premier milczeniem zbył sugestię przystąpienia Polski do porozumienia czechosłowacko-radzieckiego. Jak zatem widzimy, koncepcja federacyjna ostatecznie upadła. Odpowiedź strony polskiej otrzymał Eden w postaci memorandum w dniu 16 listopada. Dokument przekazano również stronie amerykańskiej. Czytamy w nim m.in.: "Przyznanie Polsce Prus Wschodnich, Gdańska, Śląska Opolskiego (Górny Śląsk) oraz wyprostowanie i skrócenie polskiej granicy zachodniej jest w każdym wypadku podyktowane koniecznością zapewnienia trwałości przyszłego pokoju, rozbrojenia Niemiec oraz bezpieczeństwa Polski i innych krajów Europy środkowej. Przyznanie Polsce tych terytoriów nie może być wobec tego uczciwie traktowane jako rekompensata za odstąpienie ZSRR polskich ziem wschodnich". Stanowisku Rządu Emigracyjnego w tej sprawie nie zmieniło się, choć Raczyński zasugerował Edenowi, iż sytuacja może się zmienić. 22 listopada szef Foreign Office zaprezentował swoje stanowisko brytyjskiemu gabinetowi. Równocześnie Mikołajczyk starał się uzyskać możliwość rozmów z Churchillem bądź Rooseveltem zanim ci wyjadą na konferencję Wielkiej Trójki w Teheranie. Ani Brytyjczycy, ani Amerykanie nie chcieli się podejmować rozmów ze stroną polską, która oprócz utartych frazesów nie miała nic więcej do powiedzenia, dlatego też żadne z planowanych spotkań nie zostało zorganizowane. 23 listopada Hull informował Waszyngton: "Czynimy wszystkie możliwe wysiłki, tutaj i w Londynie przez Biddle'a, by oficjalnie lub nieoficjalnie przekonać Polaków o konieczności spokojniejszego tonu i nieprzesądzania ich spraw przez niewłaściwą, prowadzoną publicznie agitację przeciwko naszym politycznym posunięciom".

28 listopada w ambasadzie radzieckiej w Teheranie nastąpiło pierwsze spotkanie Wielkiej Trójki - Józefa Stalina, Winstona Churchilla i Franklina Delano Roosevelta. Od początku wydawało się, iż w centrum wydarzeń będzie przywódca radziecki, o którego względy szybko zaczęli zabiegać politycy zachodni. Nie zdecydowali się oni na utworzenie wspólnego anglosaskiego frontu przeciwko polityce sowieckiej, co w dużej mierze podkopało zamiary Churchilla. Jeszcze 28 listopada Churchill i Stalin dyskutowali w dwuosobowym gronie na temat możliwości ustalenia zachodniej granicy Związku Radzieckiego. Premier brytyjski wydawał się być przekonany, iż racja w sporze polsko-sowieckim leży po stronie Sowietów. Dlatego też wypowiedział się w ciepłym tonie na temat planów radzieckich i zapowiedział ustalenie granicy gwarantującej bezpieczeństwo Związku Radzieckiego na zachodzie. W praktyce oznaczało to skazanie Polaków na linię Curzona. Znacznie częściej dochodziło do rozmów w cztery oczy na linii Roosevelt-Stalin, ponieważ delegacja amerykańska przyjęła zaproszenie Sowietów do ambasady radzieckiej, gdzie rzekomo miało być bezpieczniej. Amerykanie, mimo protestów Churchilla, zgodzili się na przenosiny, a Roosevelt mógł bez przeszkód porozumiewać się z Wujkiem Joe, jak Stalina nazywali Amerykanie, za plecami Brytyjczyków. Konferencję zdominowały tematy strategiczno-wojskowe. Zastanawiano się przede wszystkim nad otwarciem drugiego frontu przez aliantów zachodnich. W konsekwencji nacisków Stalina datę rozpoczęcia działań we Francji ustalono na maj 1944 roku. Najbardziej nas interesujący fragment rozmów, dotyczących oczywiście przyszłości Rzeczypospolitej, nastąpił 1 grudnia. Oczywiście, kwestia polska przewijała się kilkukrotnie podczas wcześniejszych rozmów, ale miało to raczej charakter wzmiankowy niż ustaleniowy. 1 grudnia miał być przedostatnim dniem spotkania, a w ciągu dwóch końcowych spotkań Wielka Trójka zdecydowała się poruszyć przede wszystkim kwestie polityczne. O godz. 16.00 czasu miejscowego rozpoczęło się czwarte posiedzenie plenarne. Sprawa polska, w opinii obecnego na spotkaniu Edena, stała się najtrudniejszym zagadnieniem, które rozwiązać musieli politycy alianccy w Teheranie. Harry Hopkins, doradca prezydenta Roosevelta, określił ją "politycznym dynamitem", do którego stale wracano, ale wciąż nie uzyskano konsensusu. Szczególnym orędownikiem rozwiązania kwestii polskiej był Churchill, starający się powracać do tematu przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Premier brytyjski nie miał wątpliwości, iż dyplomaci Rządu Emigracyjnego nie ustąpią w sprawie granic i zmian terytorialnych, dlatego też postanowił wysondować Stalina i Roosevelta, podjąć odpowiednie ustalenia i dopiero w dalszej kolejności skonsultować wszystko z Polakami. W zasadzie było to skuteczne postawienie Rządu Emigracyjnego przed faktami dokonanymi, które chcąc, nie chcąc, musiał zaakceptować. Jednocześnie starał się uzyskać maksimum w kwestiach politycznych, obawiając się, iż po wojnie do władzy w Polsce dojdą komuniści. Podczas rozmów z Amerykanami Churchill wyraził obawy przed "skomunizowaniem tych krajów europejskich, w których znajdzie się armia radziecka". Jego plany krzyżowały posunięcia Roosevelta, który jeszcze przed rozpoczęciem czwartego posiedzenia plenarnego udał się do Stalina, aby.. przedyskutować sprawę Polski. Bez ogródek oświadczył Stalinowi, iż zgadza się z postulatami radzieckimi, czyli przesunięciem Rzeczypospolitej w granice od Odry po linię Curzona, tyle tylko, że nie może tego oficjalnie zakomunikować światu jako człowiek "praktyczny". Zbliżały się bowiem wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, a Roosevelt musiał liczyć się z głosami wielomilionowej polonii amerykańskiej, której spiskowanie przeciwko ojczyźnie na pewno nie przypadłoby do gustu. Podkopałoby to tym samym zaufanie wyborców do Roosevelta. Także z inicjatywy prezydenta amerykańskiego poruszono sprawę Polski na posiedzeniu plenarnym w dniu 1 grudnia. Tym razem jednak wstrzymał się on od wyrażania tak jednoznacznych opinii, pamiętając o "praktycznej" stronie prowadzenia polityki w Teheranie. Roosevelt poruszył temat nawiązania polsko-radzieckich stosunków dyplomatycznych. Miał nadzieję, iż Moskwa wyzbędzie się uprzedzeń i zdecyduje na zmianę kursu względem Polaków. Stalin przewrotnie odpowiadał: "agenci rządu polskiego przebywający w Polsce są powiązani z Niemcami i zabijają partyzantów radzieckich". Dodał jeszcze: "Będziemy utrzymywać dobre stosunki z rządem, który wzywać będzie do aktywnej walki z Niemcami". Bynajmniej nie chodziło mu w tym stwierdzeniu o gabinet Mikołajczyka. Aby lepiej zobrazować rozmówcom rzekomą niechęć Rządu Emigracyjnego i Polskiego Podziemia do Sowietów, Stalin wyciągnął propagandową ulotkę sporządzoną ponoć przez Polaków, która przedstawiała głowę z dwoma obliczami - Hitlera i Stalina. Politycy zachodni nie podjęli się obrony Polaków, nie wyrazili jednak potępienia, milcząco przyjmując do wiadomości oskarżenia radzieckie. Ostatecznie Gruzin wyraził opinię, iż nie będzie mieć nic przeciwko wznowieniu stosunków dyplomatycznych z Polakami oraz będzie współpracował z partyzantami: "Jeżeli będziemy mieć gwarancję, że jego [Rządu Emigracyjnego] agenci nie będą mieli w Polsce powiązań z Niemcami, to wówczas będziemy gotowi rozpocząć z nimi rokowania". Dalej rozpoczął się targ o granice. W zasadzie od razu przesądzono, iż oparte one będą na linii Curzona, niewiadomą pozostawała przynależność Lwowa, na którym na tak zależało stronie polskiej. Ostatecznie jednak sam Churchill przyznał: "Nie mam zamiaru podnosić wielkiego lamentu z powodu Lwowa". To właściwie zakończyło spory interpretacyjne wokół linii Curzona, która zawierała dwie możliwości rozwiązania problemu. Poruszono teraz kwestię przesiedleń ludności niemieckiej i polskiej, aby dokonać zmian w strukturze etnograficznej. Stalin przyznał, iż "da się to zrobić", co chyba uspokoiło polityków anglosaskich. Wreszcie Churchill przedstawił zgromadzonym do zaopiniowania formułę: "Przyjęto w zasadzie, że ognisko państwa i narodu polskiego powinno znajdować się między tak zwaną linią Curzona a linią rzeki Odry, z włączeniem w skład Polski Prus Wschodnich i prowincji opolskiej. Jednakże ostateczne wytyczenie granic wymaga dokładnych studiów i w niektórych punktach ewentualnego przesiedlenia ludności". Wszyscy odetchnęli z ulgą - wypracowano kompromis. Politycy zachodni chyba nie zdawali sobie sprawy, iż spotkanie teherańskie było całkowitym sukcesem Stalina, który zrealizował wszystkie plany swojej polityki, z jakimi przyjechał na konferencję. Churchill miał przecież toczyć batalię o jak najlepsze umiejscowienie Rzeczypospolitej i, o ile wydawało się pewnym, iż zaakceptowana zostanie jakaś wersja linii Curzona, o tyle miał wynegocjować Polakom Lwów. W praktyce zrezygnował z jakichkolwiek roszczeń, a Stalin mógł powrócić do Moskwy w pełni zadowolony, zdobywając wszystkie podbite przez Związek Radziecki terytoria, i to za przyzwoleniem sojuszników. Roosevelt z kolei uzyskał od koalicjantów utajnienie wyników rozmów, co w perspektywie miało mu przynieść kolejną reelekcję. Został bowiem wybrany na czwartą kadencję sprawowania urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych, co było niebywałym precedensem w wielowiekowej historii narodu amerykańskiego.

Ustalenia konferencji teherańskiej jako żywo interesowały Rząd Emigracyjny. Co więcej, mówiło się o tym, iż Mikołajczyk pragnie spotkać się z Wielką Trójką, przygotowując misję wyprawy do Teheranu. Podobną taktykę chciał obrać Beneš, który w tych dniach znalazł się na trasie do Moskwy. Ostatecznie spotkał się tam ze Stalinem, a 12 grudnia Czechosłowacja i Związek Radziecki podpisały układ o przyjaźni, pomocy wzajemnej i współpracy po wojnie. Dołączono do niego klauzulę, która przewidywała przystąpienie do umowy trzeciej strony, jaką mieli być z pewnością Polacy. Rząd Mikołajczyka, uparcie walczący o zerwanie rozmów czechosłowacko-radzieckich, nie miał zamiaru angażować się w podobne porozumienie. O wiele bardziej interesował się wynikami rozmów prowadzonych podczas konferencji teherańskiej. 17 grudnia Eden spotkał się z Raczyńskim. Podczas rozmowy z grubsza wyjaśnił mu postulaty radzieckie, poruszając kwestię Armii Krajowej. O zmianach terytorialnych było niewiele. 20 grudnia w budynku Foreign Office Eden przyjął polską delegację z Mikołajczykiem, Raczyńskim i Romerem w składzie. Szef Foreign Office otrzymał wytyczne od premiera Churchilla przebywającego w tym czasie w Kartaginie: "Polacy powinni naturalnie zrozumieć, że są to tylko wstępne sugestie w szerokich zarysach, lecz postąpiliby bardzo niemądrze, gdyby skazali je na zwiędnięcie. Radziłbym im, by przyjęli te propozycje, nawet gdyby nie otrzymali Lwowa, oraz aby oddali się w ręce brytyjskich i amerykańskich przyjaciół celem podjęcia prób realizacji tego planu. Powinien im Pan uzmysłowić, że oddadzą przysługę Europie jako całości, tworząc podstawę przyjaznej polityki wobec Rosji i ścisłego związania z Czechosłowacją. Będzie to szansa dla odrodzenia narodu polskiego w postaci wspanialszej aniżeli kiedykolwiek. Skoro tylko dowiemy się, że oni przyjmują i popierają te propozycje, zwrócimy się do Rosjan i będziemy starali się o ostateczne ustalenie i sprecyzowanie tych warunków". Eden, obok wymienionych przez Churchilla spostrzeżeń, sugerował Polakom sporządzenie memorandum w sprawie współdziałania na linii Armia Krajowa - Armia Czerwona, co miało ostatecznie oddalić oskarżenia Stalina o sprzyjanie Niemcom przez Polskie Podziemie sterowane z Londynu. Jak się można domyślać, strona polska gwałtownie zareagowała na plany przeszeregowań terytorialnych. Na pytanie o stosunek rządu brytyjskiego do postulatów radzieckich Eden odpowiedział pokrętnie: "Nie mogę odpowiadać za Rząd amerykański, ale jeśli idzie o Rząd brytyjski, to nie wątpię, że zgodzi się on na wszystko to, na co zgodnie przystaną rządy polskie i sowiecki". Dyplomatyczna formuła maskowała zamierzenia Brytyjczyków, którzy stanowiskiem polskim nie mieli zamiaru się przejmować. Sytuacja Polaków nie była zatem ciekawa. Mikołajczyk przekazał Edenowi 30 grudnia kolejne memorandum, w którym czytamy, iż współpraca wojskowa z ZSRR ma być wynikową szerszych rozmów dotyczących przywrócenia stosunków dyplomatycznych. Brytyjczycy chcieli zamienić kolejność polskich wytycznych w polityce względem Związku Radzieckiego. Wszystko to musiało jednak zostać skonfrontowane z wydarzeniami początku 1944 roku, kiedy to Armia Czerwona wkroczyła na przedwojenne terytorium Polski. Co więcej, 1 stycznia powołana do życia została Krajowa Rada Narodowa przewodzona przez Polaków podległych Moskwie, która uzurpowała sobie prawo do reprezentowania narodu polskiego na arenie międzynarodowej, dyskredytując tym samym Rząd Emigracyjny. W dwa dni później jednostki sowieckie rozpoczęły wyzwalanie Polski. To zmusiło Mikołajczyka do podjęcia znacznie bardziej aktywnych działań w celu porozumienia ze Stalinem. Dlatego też już 5 stycznia 1944 roku strona polska wystosowała deklarację, w której opowiadano się za przywróceniem stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Radzieckim. Sowieci pozytywnie potraktowali zapowiedzi Rządu Emigracyjnego, z wyłączeniem punktu o ustaleniu granic w oparciu o traktat ryski. Dlatego też 11 stycznia radziecka agencja prasowa TASS wystosowała komunikat, w którym czytamy: "Rząd Radziecki niejednokrotnie oświadczał, że opowiada się za odbudową silnej i niezawisłej Polski, za przyjaźnią pomiędzy Związkiem Radzieckim a Polską. Rząd Radziecki ponownie oświadcza, iż dąży do nawiązania przyjaźni między ZSRR i Polską na gruncie trwałych dobrosąsiedzkich stosunków i wzajemnego poszanowania i - jeżeli będzie sobie tego życzył naród polski - na zasadzie sojuszu o wzajemnej pomocy przeciwko Niemcom, jako głównym wrogom Związku Radzieckiego i Polski. Przyłączenie się Polski do radziecko-czechosłowackiego układu o przyjaźni, pomocy wzajemnej i współpracy powojennej mogłoby przyczynić się do realizacji tego zadania". Dalej podkreślano, iż Polska winna być zbudowana na gruncie etnograficznym, co oznaczało starą koncepcję przesuwania Rzeczypospolitej ze wschodu na zachód. Dzień przed ogłoszeniem komunikatu TASS z Mikołajczykiem spotkał się Beneš, który kilka dni wcześniej rozmawiał z Churchillem. Brytyjczyk powierzył Czechowi misję przekonania Polaków co do słuszności stanowiska zajętego przez sprzymierzonych w kwestii granic Rzeczypospolitej. Jak się można było spodziewać, kompromisu i tym razem nie zdołano wypracować, a Beneš dodatkowo naraził się Mikołajczykowi swoją uległą wobec Kremla postawą. 14 stycznia Rada Ministrów opracował treść odpowiedzi na radzieckie postulaty. Proszono również Amerykanów i Brytyjczyków, aby podjęli się mediacji w sprawie polskiej. Dlatego też już nazajutrz Cordell Hull zlecił ambasadorowi USA w Moskwie, Averellowi Harrimanowi, aby ten zajął się problemem. Harriman w trzy dni później spotkał się z Mołotowem i przekazał mu, iż Amerykanie są natychmiast gotowi do zainicjowania rozmów polsko-radzieckich. Dzień przed rozmową agencja TASS opublikowała kolejny komunikat, tym razem nieco ostrzejszy w brzmieniu, oskarżając Polaków o niechęć względem zaakceptowania kwestii granicznych oraz uprzedzenia antyradzieckie. To oczywiście utrudniło misję Harrimana, który zresztą całkowicie zgadzał się z poglądami przedstawionymi mu przez Mołotowa. Radziecki minister postulował utworzenie nowego rządu polskiego oraz bezwzględne uznanie granicy opartej o linię Curzona przez Polaków. Ambasador zameldował o tym przełożonym w Waszyngtonie. W tym samym czasie do Londynu wreszcie powrócił Churchill i zdecydował się wziąć sprawy w swoje ręce. 20 stycznia przewodził delegacji brytyjskiej z Edenem i Cadoganem w składzie, która spotkała się ze stałym przedstawicielstwem Rządu Emigracyjnego, a więc Mikołajczykiem, Romerem i Raczyńskim. Premier brytyjski nie ukrywał, co jego zdaniem powinna uczynić Polska: "Chciałbym, żeby Rząd Polski przyjął jako podstawę do rokowań linię Curzona z pozbawieniem Polski Lwowa i w zamian za kompensaty obejmujące na rzecz Polski Prusy Wschodnie, Gdańsk, Śląsk Opolski i wyrównanie granic na zachodzie aż do linii Odry. Rozumiem, że musicie to przyjąć nie tylko jako konieczność, ale przyjąć z entuzjazmem jako rozwiązanie na szeroką skalę. Wymaga tego interes nie tylko Polski, ale wszystkich Narodów Zjednoczonych [...] Proszę zatem Panów o przyjęcie tego rozwiązania, które uważam za słuszne i które doradzam jako przyjaciel Polski. Stałem osobiście zawsze na stanowisku i stoję nadal, że jestem zobowiązany do obrony niepodległości Polski, nie zaś jej granic. Wielka Brytania nie stanie do wojny z Rosją w obronie granic wschodnich Polski. Ameryka nie uczyni tego również". Mikołajczyk nie zdecydował się na poparcie wywodów Churchilla i śmiało odrzucił propozycję. Podobnie zachował się Mołotow w kwestii pośrednictwa amerykańskiego, odmawiając Harrimanowi 23 stycznia. Uzasadnił swoją postawę brakiem wyraźnej zgody Rządu Emigracyjnego na linię Curzona. Tymczasem Mikołajczyk zapragnął sprawdzić, jak ścisły jest związek Polaków z mocarstwami zachodnimi. Dlatego też w dniach 24 i 26 stycznia wystosował do Foreign Office i Roosevelta dwa dokumenty, w których zadawał kluczowe dla Rządu Emigracyjnego pytania. Szczególną wymowę miała nota dla brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w której czytamy: "Czy Polska może być pewna, że uzyska terytorium pomiędzy granicą polsko-niemiecką z 1939 roku, a linią Odry ze Śląskiem Opolskim, Gdańskiem, Prusami Wschodnimi; że nastąpi to równocześnie z ostatecznym ustaleniem granicy wschodniej Polski i że Wielka Brytania zobowiąże się razem z Sowietami i Ameryką we wspólnym dokumencie zabezpieczyć Polskę na stałe od odwetu niemieckiego; że tereny przypadające Polsce zostaną odłączone od Niemiec pierwszego dnia zawieszenia broni; że Wielka Brytania zagwarantuje i pomoże w usuwaniu ludności niemieckiej z terenów Polski i terenów włączonych". 1 lutego Foreign Office wystosował odpowiedź, która wyjaśniła Polakom niewiele, a jej fragment brzmiał: "Zapytania szczegółowe są związane z projektowanym zwróceniem się do Stalina, dotyczącym przywrócenia legalnych władz na oswobodzonych terenach, utrzymania siły i niepodległości Polski po wojnie, udzielenia gwarancji przed nową napaścią na Polskę". W podobnym tonie wyraził się Roosevelt, również 1 lutego: "Rząd amerykański jest gotów poprzeć premiera brytyjskiego Churchilla w jego staraniach o wznowienie stosunków polsko-radzieckich, na podstawie przyjaznego rozwiązania wszystkich istniejących trudności". Wydawało się, iż za dyplomatycznymi formułami kryje się dezinformacja strony polskiej i kontynuowanie polityki nieujawniania zamierzeń stosowanej konsekwentnie od czasów Teheranu. W tym samym czasie rozpoczęła się aktywna wymiana korespondencji między politykami Wielkiej Trójki.

2 lutego ambasador Harriman spotkał się ze Stalinem, potwierdzając aktualność zobowiązań teherańskich. Prezydent Roosevelt wprawdzie niepokoił się o los zbliżających wyborów, ale został uspokojony przez Stalina. Polityk amerykański pisał zresztą do Stalina 7 lutego, poruszając drażliwą kwestię reorganizacji polskiego rządu zaproponowaną przez Mołotowa w styczniu. Roosevelt wyraził przypuszczenie, iż załatwi to Churchill, który w tym samym czasie starał się wpłynąć na Mikołajczyka i kontaktował się ze Stalinem. Ostatecznie wyraził nadzieję, iż uda się znaleźć rozwiązanie "sprawy Rządu Polskiego, które pozwoliłoby samemu Premierowi polskiemu dokonać w składzie jego Rządu takich zmian, jakie mogą być niezbędne, bez jakichkolwiek oznak nacisku lub dyktatu ze strony obcego kraju". 28 stycznia list do Stalina zaadresował Churchill. Przedstawił w nim odbywane przez siebie spotkania z Polakami. Stalin replikował 4 lutego, całkowicie odrzucając jakiekolwiek podejrzenia o chęć ingerencji w sprawy Rządu Emigracyjnego. Ponownie przedstawił warunki, jakie wcześniej postawił Mołotow, będące dla Sowietów podstawą do nawiązania ponownych kontaktów z Rządem Emigracyjnym. Chodziło przede wszystkim o częściową reorganizację gabinetu Mikołajczyka oraz o oficjalną akceptację linii Curzona przez Rząd Emigracyjny. Szczególnie zawzięli się Sowieci na ministrów Kota i Kukiela oraz Sosnkowskiego, czego wyraz dali w rozmowach z Amerykanami i Brytyjczykami. Roosevelt informował o tym ambasadora Gromykę 21 lutego. Podobną presję wywierał ambasador O'Malley w rozmowie z Mikołajczykiem w dniu 12 lutego. Trzy dni później Rada Ministrów zatwierdziła teksty rezolucji, w których odrzucono projekty graniczne oraz próby zreorganizowania Rządu Emigracyjnego. Nie przypadło to do gustu politykom zachodnim, a Churchill zdecydował się na drastyczne posunięcie. 22 lutego przemawiał przed Izbą Gmin: "Chciałbym przypomnieć Izbie, że my sami nigdy nie udzielaliśmy Polsce w imieniu Rządu Jego Królewskiej Mości gwarancji w odniesieniu do jakiejkolwiek linii granicznej [...] Stanowisko brytyjskie w 1919 r. znalazło wyraz w tak zwanej linii Curzona, która usiłowała rozwiązać ten problem przynajmniej częściowo [...] Wyzwolić Polskę mogą obecnie armie rosyjskie, które utraciły miliony ludzi, niszcząc niemiecką machinę wojenną. Nie wydaje mi się, aby rosyjski postulat zabezpieczenia zachodnich granic Rosji wykraczał poza to, co jest rozsądne lub słuszne". Przemowę Churchilla doskonale odebrano w Moskwie. Zupełnie inne nastroje zapanowały w emigracyjnych kręgach polonijnych, które zbulwersowała wypowiedź premiera brytyjskiego. Pod jego adresem kierowano bardzo ostre słowa. 24 lutego Romer spotkał się z Edenem, który ostatecznie rozwiał złudzenia Polaków, jeśli je jeszcze mieli: "Polacy muszą opanować swą emocjonalność i nauczyć się podporządkowywać zasadniczym, wspólnym celom swoje interesy. Bez tego nawet te ostatnie nie dadzą się zabezpieczyć". 7 marca Churchill pisał do Stalina kolejny list, w którym zawarł przypuszczenie, iż dyktator radziecki "nie zamknął ostatecznie drzwi do zawarcia porozumienia w trybie roboczym z Polakami". 19 marca ambasador Clark-Kerr przekazywał Mołotowowi niepokojące wieści z Londynu, gdzie zamierzano zaszantażować nieco Stalina kwestiami militarnymi. Clark-Kerr spotkał się 19 marca ze Stalinem, mówiąc mu chociażby: "Odmowa rządu radzieckiego [...] przyjęcia propozycji Churchilla [to jest odłożenia sporów do konferencji powojennej] mogłaby spowodować trudności w stosunkach anglo-radzieckich, rzucić cień na realizację operacji wojennych uzgodnionych w Teheranie i w ogóle skomplikować sprawę prowadzenia wojny przez Narody Zjednoczone". Marna to była pogróżka względem Stalina, który w zastraszaniu był mistrzem. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż nikt w Wielkiej Brytanii nie będzie się narażał dla sprawy Polski i zignorował jakiekolwiek ostrzeżenia. 23 marca ponownie pisał do Churchilla i jasno określił, że stanowisko mocarstw zostało uzgodnione w Teheranie. Przypomniał Churchillowi, iż wyraził on zgodę na linię Curzona. Dyktator podkreślił także: "Związek Radziecki nie wojuje i nie zamierza wojować z Polską. Związek Radziecki nie ma żadnego konfliktu z narodem polskim i uważa się za sojusznika Polski narodu polskiego [...] Istnieje natomiast konflikt między Rządem Radzieckim a polskim rządem emigracyjnym, który nie odzwierciedla interesów narodu polskiego i nie wyraża jego pragnień". Możemy się domyślić, że znacznie lepiej pragnienia te wyrażać miała Krajowa Rada Narodowa. 27 marca spotkał się brytyjski gabinet wojenny. Churchill nie chciał ryzykować kłótni ze Stalinem i postanowił podporządkować dalszą politykę końcowemu zwycięstwu militarnemu. W marcu skończyła się pierwsza faza zamieszania wokół sprawy Polski. Konflikty na chwilę wygasły, ponieważ wszystkie strony chciały osiągnąć coś innego i nie było żadnego pomysłu na kompromis zadowalający każdego. Kreml kombinował w szczególny dla siebie sposób, starając się pozyskać do współpracy przywódców polonii amerykańskiej. Mikołajczyk także wiązał swe plany ze Stanami Zjednoczonymi. Chciał uzyskać możliwość wyprawy do USA i dyskutowania zagadnień sprawy polskiej z prezydentem Rooseveltem. Nie otrzymał jednak oficjalnego zaproszenia. Churchill doskonale orientował się w zamierzeniach polskiego premiera i popierał jego starania. 9 kwietnia spotkał się z szefem Rządu Emigracyjnego. Rozmowa przebiegała w dobrej atmosferze, aczkolwiek premier brytyjski sugerował Polakowi usunięcie Sosnkowskiego. Mikołajczyk nie miał na to wpływu, ponieważ Naczelnego Wodza odwoływał i powoływał prezydent sprzyjający generałowi. 3 kwietnia Mikołajczyk otrzymał list od Roosevelta, który twierdził, iż będzie mógł przyjąć polskiego premiera dopiero w maju. Ale później minął kwiecień, a zaproszenia wciąż nie wystosowano. Wreszcie w maju przyszła oficjalna wiadomość. Wcześniej jednak doszło do równie ważnych wydarzeń, tyle że w Europie. 25 kwietnia Churchill przewodził brytyjskiej delegacji z Cadoganem, O'Malleyem i szefem SOE Selborne'em w składzie, która spotkała się z Mikołajczykiem, Raczyńskim i przybyszami z okupowanego kraju - Zygmuntem Berezowskim, Stanisławem Ołtarzewskim i gen. Stanisławem Tatarem. Rozmowa przebiegała w napiętej atmosferze. Berezowski zarzucił Brytyjczykom sprzeniewierzenie się zasadom: "[Polacy zaufali] Wielkiej Brytanii, jej premierowi i że w związku z tym liczą na zdecydowaną pomoc Churchilla w zabezpieczeniu prawdziwej niepodległości Polski i nienaruszalności jej granic". Premier brytyjski replikował: "Stanąłem na stanowisku linii Curzona, linii wyłączającej Wilno i Lwów, a w zamian przyznania Polsce szerokiego dostępu do morza i cennych terytoriów kosztem Niemiec. Ewentualnie, w zależności od waszego życzenia, po linię Odry [...] Takie rozstrzygnięcie winno wam dać pokaźne i zwarte terytorium jako odpowiednią siedzibę dla waszego narodu". Oprócz wzajemnego żalu rozmowy nie przyniosły nic. Gdy pod koniec maja przyszło z dawna wyczekiwane zaproszenie do Waszyngtonu adresowane do Mikołajczyka, było jasnym, iż Roosevelt szuka poparcia w jesiennych wyborach. Głosy polonii amerykańskiej mogły zadecydować w jego batalii z Thomasem Deweyem. Zanim jednak Mikołajczyk wybrał się do Stanów Zjednoczonych, 31 maja spotkał się z Churchillem, który dawał mu rady na przyszłość. W dniach 5-14 czerwca polski premier bawił w Stanach Zjednoczonych. Zbiegło się to w czasie z ofensywą aliantów Normandii, co oczywiście na dalszy plan zepchnęło kwestię polską. Co więcej, sekretarz stanu Stettinius zapewniał stronę radziecką, iż rozmowy nie przyniosą "żadnych nowych propozycji", co od razu przesądzało wynik wizyty Mikołajczyka. Prezydent amerykański w żywe oczy okłamywał Polaka, mówiąc, iż nie miał nic wspólnego z teherańskimi propozycjami linii Curzona. Podczas spotkań poruszono przede wszystkimi kwestie graniczne oraz stosunków z Sowietami. W sprawie granic Mikołajczyk opowiadał się za nieznacznym rozszerzeniem Polski na zachód, ale zastrzegał: "Doświadczenie nauczyło Polskę, że narody angielski i amerykański szybko znowu zapomną, co Niemcy właściwie reprezentują, i że po klęsce Niemiec będą zbyt szybko gotowe do współpracy z nimi". Roosevelt grał rolę dobrodusznego krewniaka, który wstawi się za Polakami. Zalecał też rozsądek w kwestii sowieckiej: "Musicie pamiętać, że jest pięć czy sześć razy więcej Rosjan od Polaków, że nie możecie z nimi walczyć. Należy się więc z nimi ułożyć". Dokładnie to robiła w tym czasie delegacja Krajowej Rady Narodowej w Moskwie, która dogadywała się ze Stalinem w kwestii powołania nowego rządu. Mikołajczyk wracał do Londynu uspokojony zapewnieniami Roosevelta. Informował kraj o swoich przypuszczeniach: "Roosevelt uważa, że ma duży wpływ na Stalina i może uzyskać od niego więcej niż Churchill, że pewne tendencje Rosji do ułożenia stosunków z Polską, wywołane niepowodzeniem prób zjednania Polaków, zostaną umocnione moralnym poparciem udzielonym Polsce i jej rządowi przez Amerykę, z którą Rosja coraz bardziej się liczy". 22 czerwca spotkał się z Churchillem i powiadomił go o wynikach waszyngtońskich rozmów. Premier brytyjski skrytykował Mikołajczyka za jego naiwność, gdyż ten wierzył w Roosevelta i jego możliwość przywrócenia Polsce nie tylko Lwowa, ale i Wilna. Z kolei Mikołajczyka postrzegano w Ameryce na ogół pozytywnie, a Hull podsumował jego wizytę 17 czerwca w depeszy do Harrimana: "Jest bardzo rozsądny, rozumiejący sytuację i obiektywny w traktowaniu wielu problemów, wobec których stoi jego kraj". 19 czerwca Roosevelt kontaktował się ze Stalinem, zalecając mu spotkanie z Mikołajczykiem. 24 czerwca Stalin odpowiedział, ale jak zwykle stwierdził, iż wszystko zależne jest od uznania linii Curzona i reorganizacji rządu. Innego rozwoju wydarzeń nie przewidywał. Co ciekawe, w chwili gdy Mikołajczyk planował wizytę w USA, z Sowietami spotykał się Stanisław Grabski, przygotowując grunt pod rozmowy dyplomatów radzieckich z szefem Rządu Emigracyjnego. Rozmawiali jeszcze 31 maja i 10 czerwca. Wreszcie 20 czerwca Mikołajczyk spotkał się z ambasadorem radzieckim Lebiediewem. Umówili się oni w mieszkaniu Grabskiego, gdzie mieli zapewnioną dyskrecję. Konferowali jeszcze 22 i 23 czerwca. Lebiediew jasno wyraził stanowisko rządu radzieckiego - uznanie linii Curzona, reorganizacja rządu i odwołanie Raczkiewicza, Sosnkowskiego, Kukiela i Kota, którzy w opinii Kremla byli głównym źródłem konfliktów. Dodatkowo, już 23 czerwca Lebiediew żądał wycofania Polaków ze sprawy Katynia i przeproszenia strony sowieckiej za bezpodstawne oskarżenia. Mikołajczyk nie miał wątpliwości, iż Sowieci przesadzają w swoich żądaniach i stanowczo odmówił Lebiediewowi, co zakończyło ostatecznie kilkudniowe rozmowy. Stalin mógł teraz swobodnie odpowiedzieć na list Roosevelta z 19 czerwca i obserwować rozwój wydarzeń na froncie, gdzie jego wojska przystąpiły do finałowej ofensywy. Pisał do Waszyngtonu: "Rząd Radziecki upatruje najważniejszą przesłankę tego w reorganizacji rządu polskiego, która zapewniłaby udział w nim zarówno działaczy polskich w Anglii, jak działaczy polskich w Stanach Zjednoczonych i ZSRR, a zwłaszcza polskich działaczy demokratycznych znajdujących się w samej Polsce, oraz w uznaniu przez rząd polski linii Curzona jako nowej linii granicznej między ZSRR a Polską". Na ziemiach polskich trwała operacja "Burza", Sowieci zbliżali się do Wisły, a sytuacja Mikołajczyka przedstawiała się coraz gorzej. I to wszystko spadło na premiera Rządu Emigracyjnego wraz z utworzeniem Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego oraz wybuchem Powstania Warszawskiego.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków