Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Każdy człowiek, który postawił stopę na Omaha Beach był bohaterem", Omar Bradley

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Rząd Polski na Emigracji
Konferencje w Jałcie i Poczdamie


Stalin spokojnie oczekiwał na wieści z Londynu. Gdy doszła do niego deklaracja Rządu Emigracyjnego, doskonale zdawał sobie sprawę, iż Polacy zaprzepaścili ostatnią szansę porozumienia z Sowietami i teraz to Związek Radziecki będzie dyktował wszystkie warunki. 5 listopada Churchill informował Gruzina o niepomyślnym wyniku negocjacji z Polakami, usprawiedliwiając się, iż w kwestii tej "nie próżnował". Stalin odpowiedział 9 listopada, a z jego wypowiedzi biła siła: "P. Mikołajczyk traci wiele cennego czasu, przez co zmniejsza swoje szanse". Żądania Kremla i obozu lubelskiego zdążyły w tym czasie mocno urosnąć, a brak wyraźnej zgody na postulaty przedstawione podczas konferencji w Moskwie oznaczał w praktyce rezygnację Mikołajczyka ze stanowiska szefa gabinetu powojennej Polski. Co więcej, 7 listopada prezydent Franklin Delano Roosevelt został obrany na czwartą kadencję, w czym spory udział miała polonia amerykańska. Premier Rządu Emigracyjnego widział w Amerykanach ostatnich sojuszników zdolnych do przezwyciężenia Sowietów. Musiał się mocno rozczarować, gdy 22 listopada ambasador Harriman przekazał mu list prezydenta datowany na 17 listopada oraz udzielił objaśnień co do stanowiska amerykańskiego. Wypowiedź Roosevelta sprowadzała się do tego, co już zdążyliśmy ustalić, a więc - strona amerykańska zaakceptuje każdy kompromis wypracowany na linii Londyn-Lublin, względnie Moskwa, ale nie zdecyduje się na wcześniejsze wyrażenie poparcia dla żądań Rządu Emigracyjnego. Roosevelt uzasadniał to niezgodnością z założeniami tradycyjnej polityki Stanów Zjednoczonych. Wypowiedź kończył słowami: "Jeżeli Rząd i naród polski życzyć sobie będą, w związku z ustanowieniem nowych granic państwa polskiego, przesiedlenia mniejszości narodowych do terytorium Polski oraz z jej terytorium za granicę, to rząd Stanów Zjednoczonych nie zgłosi zastrzeżeń w tej sprawie i ułatwi w granicach możliwości takie przesiedlenie". Prezydent stał zatem na straży ustaleń teherańskich, gdzie sam zgodził się potajemnie na podobne rozwiązania. To chyba ostatecznie przesądziło sprawę Kresów Wschodnich i odszkodowań po linię Odry. Rekompensata oczywiście zadowalałaby obóz lubelski, zgodzić się z nią nie chciał Rząd Emigracyjny. Harriman, udzielając wyjaśnień Mikołajczykowi, bronił stanowiska Roosevelta, zaznaczając jednocześnie, iż utrzymanie Lwowa przy Rzeczypospolitej jest niemożliwe, a sam prezydent bardzo słabo orientuje się w zawiłościach spraw wschodnich. Nierealne pomysły Roosevelta nie mogły zostać zrealizowane (proponował on nawet pozostawienie polskiego Lwowa w socjalistycznej Ukrainie jako enklawy, co było pomysłem o tyle absurdalnym, co śmiesznym). Wiara w możliwości Amerykanów była tym, co trzymało Mikołajczyka na czele Rządu Emigracyjnego. Wierzył on, iż z poparciem Roosevelta uda się mu wynegocjować lepsze warunki porozumienia z Sowietami, tracąc jednocześnie czas na wodzenie Moskwy za nos. Jak się okazało, taka taktyka była zgubna, a wyczekiwanie na odpowiedź prezydenta USA nic dobrego nie przyniosło. Gdy 23 listopada Mikołajczyk przekazał wyniki rozmowy z Harrimanem oraz treść listu Roosevelta przywódcom stronnictw, okazało się, iż są oni zdecydowanie przeciwni jakiemukolwiek kompromisowi. To ostatecznie obróciło w niwecz plany premiera, który widząc brak logicznego wyjścia z sytuacji, postanowił wziąć to, co mu wcześniej proponowano. O 13.15 spotkał się z Harrimanem w Hotelu Dorchester, gdzie podczas lunchu przekazał Amerykaninowi niepokojące informacje i zobowiązał się do złożenia dymisji. Stwierdził nawet, z pełną rezygnacją, iż "żałuje, iż prosił Prezydenta o zajęcie się zagadnieniem Lwowa, ponieważ nawet gdyby Stalin zgodził się, jego koledzy nadal nie przyjęliby tej granicy". Jednocześnie wyraził obawę sowietyzacją Polski: "[...] niebezpieczeństwo komunizacji Polski zwalczyć można jedynie przystępując do pracy nad tym na miejscu w kraju, pomimo olbrzymiego ryzyka i niebezpieczeństwa takiego przedsięwzięcia. Wymaga to oczywiście pełnego podtrzymania politycznego i gospodarczego ze strony rządów anglosaskich". Nazajutrz udał się do Raczkiewicza i poprosił o odwołanie ze stanowiska. Operację sfinalizowano po południu, o czym poinformowano sojuszników. Ci, za pośrednictwem radia BBC przekazali wiadomość o dymisji Mikołajczyka światu. Raczkiewicz powierzył funkcję formowania nowego gabinetu Kwapińskiemu, ale ten nie sprostał zadaniu, wobec czego 29 listopada Rząd Emigracyjny utworzył Tomasz Arciszewski z ramienia Polskiej Partii Socjalistycznej. Nominacja ta spotkała się z wrogim przyjęciem przez sojuszników, którzy doskonale zdawali sobie sprawę z antyradzieckiej wymowy powierzenia Arciszewskiemu funkcji premiera Rządu Emigracyjnego. Obserwujący wydarzenia brytyjski "The Spectator" podsumował to słowami: "Co oponenci p. Mikołajczyka spodziewają się uzyskać przez swoje ociąganie, pozostanie zagadką. Z pewnością nie układ z Rosją [...] Minister Eden poświęcił sprawom Polski znacznie więcej czasu i energii, niż na to pozwalały mu inne obowiązki. Może on teraz dojść do wniosku, że jest rzeczą próżną pomagać ludziom, którzy sami dążą do własnej klęski". W słowach tych, paradoksalnie, wiele było racji, choć kręgi przeciwne Mikołajczykowi zdawały się nareszcie odzyskiwać wpływ na wydarzenia. Tyle że ten wpływ mógł być zgubny. Wyrazem tego były słowa podsekretarza stanu, Alexandra Cadogana z dnia 26 listopada, który na wieść o dymisji Mikołajczyka wyraził przypuszczenie: "Rezygnacja Mikołajczyka wydaje się być przyjęta i zapewne będzie końcem tych durnych Polaków". Wielka Brytania i Stany Zjednoczone uznawały zmianę rządu jako samobójstwo Polaków. 27 listopada Eden powiedział Mikołajczykowi, że "zmiana rządu polskiego musi być poczytana za rewizję dotychczasowej polityki Polski względem Rosji i że w tych warunkach należy oczekiwać, że stosunek rządu brytyjskiego do rządu polskiego w zmienionym składzie i bez p. Mikołajczyka musi ulec zmianie z braku elementów zaufania i współpracy". Nazajutrz Mikołajczyk spotkał się z Churchillem, który wyraził ubolewanie z powodu dymisji premiera Rządu Emigracyjnego. Spotkanie przebiegało w wyjątkowo życzliwej atmosferze, a rozmówcy przepraszali się za przewinienia z przeszłości. Wydawało się jednak, iż Mikołajczyk nie zniknie ze sceny politycznej, nadal będąc głównym kandydatem do rozmów z PKWN-em i Stalinem. Brytyjczycy także dostrzegali sporą rolę byłego premiera Rządu Emigracyjnego w formowaniu podstaw przymierza z ośrodkiem lubelskim, dlatego też postanowili prowadzić grę dyplomatyczną za plecami Arciszewskiego, który był niejako izolowany na międzynarodowej arenie. Kontakty na linii Arciszewski-Churchill były wyjątkowo rzadkie i najczęściej ograniczyły się do poruszania kluczowych spraw, bez zagłębiania się w szczegóły. W tym samym kierunku podążali Amerykanie, także starając się ignorować Rząd Emigracyjny. Jednocześnie alianci spodziewali się, iż przesilenie szybko minie, a ster rządów ponownie obejmie Mikołajczyk. Wyraz temu dał Edward Stettinius, mówiąc Harrimanowi 15 grudnia: "Przypuszczalnie obecny rząd polski nie będzie w stanie uczynić żadnego postępu w rozwiązaniu problemów polskich i może upaść z tego powodu. Mikołajczyk mógłby wtedy być nakłoniony do stworzenia nowego rządu, składającego się z osób, które całkowicie popierają jego politykę, co ewentualnie może ułatwić nam zajęcie bardziej zdecydowanego stanowiska na korzyść rządu polskiego w Londynie". Czas pokazał, iż Stettinius mylił się w swoich ocenach, choć taktyka obrana jeszcze w grudniu 1944 roku względem Arciszewskiego miała być kontynuowana w ciągu najbliższych miesięcy, gdy Rząd Emigracyjny zostanie zepchnięty na margines sojuszniczego życia. 4 grudnia o zaistniałej w Londynie sytuacji pisał do Stalina Churchill, informując o komplikacjach w rokowaniach. Obiecał, iż Brytyjczycy uczynią wszystko, co w ich mocy, "dla zagwarantowania, by działalność tego rządu nie zagrażała jedności sojuszniczej". Sam zresztą przewidywał szybki upadek ekipy Arciszewskiego. Stalin z kolei oceniał, iż także Mikołajczyk nie jest odpowiednim kandydatem do rozmów, a jego ludzie prowadzą wrogą Związkowi Radzieckiemu działalność na terenie okupowanej Polski. Później, w Jałcie, miał on informować Churchilla i Roosevelta o wywrotowych akcjach Armii Krajowej, która rzekomo występowała przeciwko Sowietom. W grudniu w Moskwie przebywał gen. Charles de Gaulle, przywódca Francuzów, który negocjował ze Stalinem warunki obustronnego porozumienia. Gruzin namawiał de Gaulle'a do wyrażenia poparcia dla PKWN-u i uznania go jako legalnego przedstawicielstwa Rzeczypospolitej. Francuz wzbraniał się od takich kroków, utrzymując przecież stosunki dyplomatyczne z rządem Arciszewskiego. 8 grudnia Stalin mówił: "Ostatecznie możemy zawrzeć pakt między nami dwoma. Ale trzeba, by Francja zrozumiała, jak zasadniczo zainteresowana jest Rosja w sprawie polskiej. Nie możemy zgodzić się na Polskę, która raz kroczy przeciw Moskwie, raz przeciw Niemcom. Chcemy Polski, dla której sojusznicy odczuwaliby prawdziwą sympatię oraz zdecydowanie antyniemieckiej. Z rządem londyńskim jest to niemożliwe [...]". De Gaulle nie zaakceptował jednak propozycji uznania PKWN-u, choć dzięki takiemu posunięciu na pewno zagrałby na nosie Churchillowi i Rooseveltowi, z którymi miał zadawnione spory. 9 grudnia spotkał się w Moskwie z delegacją PKWN-u, ale i ta rozmowa nie przyniosła żadnego efektu. Ostatecznie sprawę sojuszu radziecko-francuskiego sfinalizowano 10 grudnia i ustalono powojenną koncepcję zachodniej granicy Polski z Odrą i Nysą Łużycką. Jeśli zaś chodzi o PKWN, to 26 grudnia nastąpiła wymiana przedstawicieli z rządem francuskim, a do Lublina przyjechał Christian Fouchet. Miesiąc ten był niezwykle napięty ze względu na zaistniałą w Londynie sytuację. Gdy 3 grudnia Churchill zwracał się do Stalina słowami: '[...] wierzę, że zgodzi się Pan, iż każdy z nas powinien wykorzystać swe wpływy na Polaków tutaj i w Lublinie, aby nie dopuścić do jakichkolwiek kroków z tej czy z tamtej strony, które mogłyby zwiększyć napięcie między nimi i w ten sposób utrudnić zadanie p. Mikołajczykowi, gdy, jak mam nadzieję, znów podejmie je w niedalekiej przyszłości. Jest on pełen nadziei [nawiązanie do rozmowy Churchill-Mikołajczyk sprzed kilku dni] i jak zawsze pragnie zadowalającego załatwienia sprawy. Nie widzę powodów, dla których nie miałby on wyjść z tego kryzysu jako działacz potrzebny sprawie wskrzeszenia Polski jeszcze bardziej niż poprzednio", wydawało się, iż Mikołajczyk nadal forsowany będzie na premiera powojennego rządu koalicyjnego. Stalin jednak miał już inną wizję tworzenia władz w Polsce, czemu wyraz dał w liście z 8 grudnia, w którym czytamy: "W okresie, który minął od naszego ostatniego spotkania z p. Mikołajczykiem w Moskwie, stało się rzeczą oczywistą, że nie jest zdolny pomóc w rozwiązaniu spraw polskich. Przeciwnie, uwydatnia się jego ujemna rola [...] Uważam, że obecnie zadanie nasze polega na tym, aby poprzeć Polski Komitet Narodowy w Lublinie i tych wszystkich, którzy chcą i zdolni są z nim współpracować. Jest to szczególnie ważne dla aliantów ze względu na zadanie przyspieszenia rozbicia Niemiec". Do wypowiedzi obydwu polityków z początków grudnia odwołujemy się po raz kolejny, ponieważ są one niezbędne w celu zrozumienia zaistniałej pod koniec 1944 roku sytuacji. Oto Stalin, sondując jednocześnie w Moskwie de Gaulle'a, podjął decyzję o przekształceniu PKWN-u w Rząd Tymczasowy, realizując tym samym ostatnią część planu komunizacji Rzeczypospolitej. Mikołajczyk został zepchnięty na dalszy plan, a Arciszewski nie był kandydatem do rozmów. Wyraził to 15 grudnia Stettinius, który jak zwykle krótko i zwięźle określił sytuację słowami: "Przypuszczalnie obecny rząd polski nie będzie w stanie uczynić żadnego postępu w rozwiązaniu problemów polskich". Tego samego dnia w Izbie Gmin przemawiał Churchill, który wiele miejsca poświęcił Polakom i ich sprawom, jednakże zapomniał chyba całkowicie o istnieniu Arciszewskiego i jego gabinetu. Z jego wypowiedzi biła pewność, iż to Mikołajczyk zaradzi problemowi dwuwładzy i to jemu powinna zostać powierzona misja doprowadzenia do ugody z Moskwą. Był to oczywiście wynik wcześniejszej zgody byłego premiera, choć za swojej kadencji nie uzyskał on poparcia Rady Ministrów. Jedyną nadzieją była w tym momencie postawa Mikołajczyka, bowiem Churchill oceniał, iż po jego odwołaniu "widoki na zgodę między Rządem Polskim a Komitetem Lubelskim, popieranym przez Rząd Radziecki, rozwiały się ostatecznie". Kończył słowami: "Polska musi być odbudowana jako państwo suwerenne i niepodległe, swobodne w kształtowaniu swego ustroju w sposób, jaki naród jej wybierze, z zastrzeżeniem, aby nie był to ustrój faszystowski i aby Polska była zawsze osłoną i przyjacielem Rosji przeciw agresji niemieckiej z zachodu". Odpowiedzią na słowa Churchilla był wywiad z Arciszewskim z 17 grudnia, opublikowany w "Sunday Times". Wynikało z niego, iż Arciszewski nie wyklucza porozumienia z Sowietami, ale musi ono być oparte na poszanowaniu jedności terytorialnej Polaków, którzy obawiają się znacznych zmian: "Nie chcemy rozszerzać naszej granicy na zachód tak, by wchłaniać osiem do dziesięciu milionów Niemców. Nie chcemy Wrocławia ani Szczecina. Żądamy po prostu naszych etnicznych i historycznych terytoriów, które znalazły się pod władzą niemiecką". Być może nie było roztropnym stwierdzanie, iż Polacy nie chcą ani Szczecina, ani Wrocławia, ale słowa poszły w świat. A ze świata przyszło też dość nieoczekiwane wsparcie Amerykanów, którzy 18 grudnia gwarantowali przez Stettiniusa, iż opowiadają się "za silnym, wolnym, i niepodległym państwem polskim oraz za niczym nie ograniczonym prawem narodu polskiego do organizowania swego życia wewnętrznego w taki sposób, w jaki naród ten uzna za właściwy". Jednocześnie Roosevelt słał do Moskwy listy, w których zapewniał o poparciu dla linii politycznej wyznaczonej w Teheranie oraz nawoływał do zorganizowania kolejnej konferencji Wielkiej Trójki. Misja prezydenta USA związana ze spotkaniem przywódców mocarstw została zapoczątkowana jeszcze przed listopadowymi wyborami, a jej głównym celem było umocnienie Roosevelta nie tylko w koalicji, ale i we własnym kraju, gdzie rzesze zwolenników jego polityki nie były już tak liczne, jak dawniej. Co więcej, 16 grudnia ruszyła niemiecka kontrofensywa w Ardenach, która całkowicie pokrzyżowała plany alianckich wojskowych i polityków. Sam Churchill zmuszony był prosić (6 stycznia) Stalina o pomoc, aby ten nareszcie ruszył Armię Czerwoną zza Wisły i natarł na Niemców. Gruzin spokojnie przygotowywał się do styczniowego uderzenia na ziemiach polskich, gdzie Warszawa popadła w całkowitą ruinę poprzez zbrodniczą politykę okupanta niemieckiego, który zdecydował się miasto zniszczyć. 27 grudnia Stalin pisał do Roosevelta o działalności polskich band, krytykując przy tym mocno posunięcia Rządu Emigracyjnego, niezależnie od tego, kto nim kierował. Mikołajczyka oskarżał o sterowanie zbrojnym podziemiem wymierzonym w Armię Czerwoną. Na koniec dołożył: "Myślę, że nie możemy dopuścić do tego, aby naród polski mógł powiedzieć, iż poświęcamy interesy Polski dla interesów grupki emigrantów w Londynie". List był jawną zapowiedzią faktów dokonanych w okupowanej Polsce, gdzie Sowieci postanowili zainstalować podległy sobie Rząd Tymczasowy. Tak też się stało, gdy 31 grudnia Krajowa Rada Narodowa postanowiła przekształcić lubelski Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego w regularny gabinet z Edwardem Osóbką-Morawskim na czele.

Samowolna akcja PKWN-u, inspirowana oczywiście z Moskwy, wzbudziła ogromne zainteresowanie prasy i gorące protesty kół emigracyjnych, które nie godziły się na instalowanie w Polsce nowej władzy, nielegalnej zresztą. Jeszcze 1 stycznia Polska Agencja Telegraficzna wydała komunikat, protestując przeciwko "zamachowi na suwerenne prawa Narodu Polskiego dokonanemu przez Komitet Lubelski, który samozwańczo przyjął nazwę rządu tymczasowego". Było to odzwierciedlenie postawy Rządu Emigracyjnego. 5 stycznia z podobnym oświadczeniem wystąpiła Rada Narodowa, twierdząc, iż "przebywający w czasie wojny na obczyźnie rząd polski jest jedyną prawowitą reprezentacją Państwa Polskiego, uznawaną przez wszystkie Narody Zjednoczone i neutralne". Powstanie Rządu Tymczasowego wzbudziło ogromne zamieszanie. Koła emigracyjne były pewne, iż w walce przeciwko ośrodkowi lubelskiemu muszą się zjednoczyć, choć wydawało się, iż pozycje są stracone. 3 stycznia Stalin meldował Churchillowi, iż Mikołajczyk składając dymisję ostatecznie pogrążył Rząd Emigracyjny, a jedynym reprezentantem narodu polskiego stał się PKWN. Naturalną koleją rzeczy w tym wypadku było zatem uznanie go jako Rząd Tymczasowy. Nazajutrz Związek Radziecki oficjalnie uznał gabinet Osóbki-Morawskiego. 7 stycznia Gruzin pisał do Churchilla o rozpoczęciu działań na kierunku berlińskim w najbliższym czasie, co miało uratować skórę Amerykanom i Brytyjczykom na froncie zachodnim. Arciszewski i jego gabinet wielokrotnie konferowali w styczniu 1945 roku, referując chociażby stosunki polsko-radzieckie. 19 stycznia premier zachęcał Sowietów do porozumienia, ale nie spotkał się z pozytywnym przyjęciem, nawet wśród Brytyjczyków. Tego samego dnia Rada Ministrów uchwaliła tekst memorandum dla Narodów Zjednoczonych, z którego jasno wynikało, iż Rząd Emigracyjny godzi się na załatwienie sporu ze Związkiem Radzieckim, ale akceptacji linii Curzona dosłownie nie wyrażono. Postulowano rozwiązanie kwestii spornych dopiero po zakończeniu działań wojennych na specjalnej konferencji zwołanej w tym celu. Rząd Emigracyjny domagał się również przeprowadzenia wolnych i nieskrępowanych wyborów opartych na pięcioprzymiotnikowej zasadzie głosowania. To oczywiście stawiałoby go w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ w kraju cieszył się większym poparciem niż ośrodek komunistyczno-robotniczy. Mimo iż strona polska starała się wypowiadać w sposób dość wyważony, obserwatorzy zdarzeń oceniali memorandum negatywnie. Tekst dokumentu przekazał Raczyński Cadoganowi 23 stycznia. Odzew strony brytyjskiej był wyjątkowo nieprzyjemny. Anglicy lekceważąco odnieśli się do memorandum, a Cadogan 26 stycznia powiedział Tarnowskiemu wprost, iż dokument "jest bezużyteczny". Nazajutrz Rada Ministrów zebrała się, aby przedyskutować kwestię ochrony działaczy podziemnych związanych z obozem londyńskim. Ustalono, iż Polacy zwrócą się do Brytyjczyków i Amerykanów z prośbą o gwarancje dla polityków Rady Jedności Narodowej i członków Armii Krajowej, aby uchronić ich przed represjami ze strony Sowietów. 28 stycznia w Foreign Office pojawiło się memorandum Rządu Emigracyjnego, w którym czytamy: "Rząd Polski domaga się zapewnienia bezpieczeństwa dla całego społeczeństwa polskiego, na całym obszarze zajmowanym przez wojska sowieckie". I dalej: "Szczególną uwagę zwraca Rząd na bezpieczeństwo uczestników ruchu podziemnego, a więc: całego aparatu Delegatury, żołnierzy Armii Krajowej i zespołów kierowniczych stronnictw politycznych". W tekście przekazanym Brytyjczykom Rada Jedności Narodowej zobowiązywała się jeszcze do przekazania listy nazwisk osób szczególnie odznaczonych na polu działalności podziemnej, co dodatkowo miałoby chronić tych najbardziej narażonych na represje. Niestety, także i ten projekt pozostał bez odzewu Brytyjczyków, którzy nie decydowali się na poparcie Polaków w ich walce przeciwko nowemu okupantowi. Co więcej, izolacja Rządu Emigracyjnego na arenie międzynarodowej postępowała, czego wyrazem było uznanie Rządu Tymczasowego przez Czechów. W odpowiedzi na ten akt swoistej zdrady sojusznika, Rada Ministrów uchwaliła 1 lutego zerwanie stosunków dyplomatycznych z rządem czechosłowackim. Nie to było jednak najważniejsze w pierwszych tygodniach lutego. Od 4 do 11 lutego Churchill, Roosevelt i Stalin obradować mieli w Jałcie, gdzie Sowieci zobowiązali się zorganizować konferencję Wielkiej Trójki. Było to drugie po Teheranie spotkanie na szczycie przywódców mocarstw alianckich. Koalicjanci udawali się do Jałty bronić swoich pozycji - Brytyjczycy chcieli za wszelką cenę utrzymać choć część byłego Imperium i trzymać swoją pozycję w Europie, Amerykanie jechali do Jałty z myślą o przedłużającym się konflikcie na Dalekim Wschodzie, z kolei Sowieci chcieli utrwalić niezwykle korzystny dla nich porządek w Europie, wypracowany przez Armię Czerwoną i Stalina w toku walk militarnych i politycznych. Było oczywistym, iż najkorzystniejszą sytuacją dysponuje Związek Radziecki. W najgorszej znajdował się Churchill, uznawany tradycyjnie za jedynego obrońcę Polaków na forum Wielkiej Trójki. To nie wróżyło niczego dobrego w kwestii powojennej Rzeczypospolitej zagrożonej przez Sowietów. W dniach 1-2 lutego Anglosasi postanowili spotkać się na Malcie, aby dokonać ostatnich ustaleń wspólnej strategii rozmów. Dyskusję prowadził Eden i Stettinius, poruszając także sprawę Polaków. W praktyce jednak nie udało się osiągnąć wspólnego stanowiska, swoistej przeciwwagi dla głosu Stalina. Anglosasi nie potrafili ze sobą współpracować, aby zdetronizować narastającą przewagę Związku Radzieckiego. Po południu 4 lutego doszło do pierwszego spotkania Wielkiej Trójki w Jałcie. Przybysze oczarowani byli gościnnością i świetnym zorganizowaniem Sowietów, choć tu i ówdzie wciąż widać było ślady niedawnych walk. Pierwsze posiedzenie przebiegało w miłej atmosferze i dotyczyło działań na froncie europejskim. Kolejny dzień rozmów poświęcono na omówienie koncepcji powojennej okupacji Niemiec. Na trzecim plenarnym posiedzeniu, w dniu 6 lutego, rozpoczęto dyskusję na temat Polski. Zdecydowanie najlepiej w tej kwestii orientowali się Stalin i Churchill i oni też sprawą najmocniej się interesowali. Roosevelt, który początkowo dość aktywnie uczestniczył w rozmowach na temat Rzeczypospolitej, stopniowo tracił oddech i pod koniec konferencji bardziej przysłuchiwał się temu, co mówią sojusznicy, niż wyrażał własną opinię. Prezydent w pierwszym momencie odwoływał się do przynależności narodowej Lwowa. Sugerował Stalinowi, iż warto rozważyć opcję oddania miasta Polakom, aby pozwolić im "wyjść z twarzą" z niesprzyjającej im sytuacji. Mimo to Roosevelt zastrzegł, iż nalegać i polemizować nie będzie, co oznaczało, iż jest mu tak naprawdę obojętne, co stanie się z Lwowem. Następny w kolejce był Churchill, który 6 lutego wygłaszał żywiołowe przemówienie na temat honoru i wolnej Polski, choć stwierdził, iż "wolność Polski nie powinna oznaczać tolerowania z jej strony wrogich knowań lub intryg przeciwko Związkowi Radzieckiemu". Postulował nawet utworzenie na konferencji trzeciego ośrodka władzy dla Polaków, niezależnego od dwóch istniejących. Stalin replikował, mówiąc, iż zależy mu na odbudowaniu wolnej Polski, ale nie może on zaakceptować pomysłów modyfikacji linii Curzona, ponieważ wtedy to on "nie zachowałby twarzy". Jednocześnie wyraził myśl: "Sprawa Polski - to sprawa życia i śmierci dla państwa radzieckiego". Tego samego dnia radziecki dyktator opowiadał o rzekomych zbrodniach popełnianych przez Polskie Podziemie względem żołnierzy Armii Czerwonej. Stalin zagroził nawet aresztowanie przywódców tego procederu, co było jawną zapowiedzią procesu szesnastu. Po jego przemówieniu rozgorzała długa i zacięta dyskusja, która skończyła się późnym wieczorem. Porozumienia nie osiągnięto, choć Gruzin zaszczepił w głowach swoich rozmówców myśl, iż Polska jest dla Niemiec dogodnym korytarzem w celu napaści na Związek Radziecki. Roosevelt pisał wieczorem do Stalina list, w którym proponował polubowne rozwiązanie konfliktu wokół formowania nowego rządu: "Gdybyśmy w wyniku obecności tych działaczy polskich tutaj mogli wspólnie z nimi dojść do porozumienia w sprawie rządu tymczasowego w Polsce, w skład którego powinni niewątpliwie wejść niektórzy działacze polscy przebywający za granicą, tacy jak p. Mikołajczyk, p. Grabski i p. Romer, wówczas Rząd Stanów Zjednoczonych i, jestem tego pewien, Rząd Wielkiej Brytanii gotowe byłyby rozpatrzyć wespół z Wami warunki, które stanowiłyby podstawę zerwania z rządem londyńskim i uznania zamiast niego nowego rządu tymczasowego". 7 lutego Wielka Trójka spotkała się ponownie i po raz kolejny omawiała sprawy związane z Polakami. Kwestia polska zajęła na konferencji jałtańskiej najwięcej czasu i poruszono ją w sumie na pięciu posiedzeniach plenarnych. 7 lutego strona radziecka przygotowała projekt postulatów, które muszą zostać spełnione, w celu wypracowania porozumienia między wszystkimi stronami. Wśród nich znajdowało się zaakceptowanie przez Polaków linii Curzona z nieznacznymi odchyleniami na ich korzyść oraz budowa nowego Rządu Tymczasowego w oparciu o obóz lubelski. 8 lutego delegacje brytyjska i amerykańska starały się lansować własne koncepcje budowy Rządu Tymczasowego. Strona radziecka zdecydowanie odrzucała propozycje, pomimo ostrej przemowy Churchilla, który nie zgadzał się z pozostawieniem dotychczasowego składu Rządu Tymczasowego przy dołączeniu jedynie niektórych działaczy londyńskich. Stalin konkludował: "Łatwiej zrekonstruować istniejący rząd tymczasowy niż tworzyć całkiem nowy". Po raz kolejny nie uzyskano porozumienia. Przełomem w tym względzie był 9 lutego, kiedy to do pracy nad sprawą Polski zasiedli ministrowie spraw zagranicznych trzech mocarstw. Warto przytoczyć tekst formuły zaproponowanej przez Amerykanów: "Obecny polski Rząd Tymczasowy ma być przekształcony w rząd reprezentacyjny, oparty na siłach demokratycznych w Polsce, włączając demokratycznych przywódców polskich z zagranicy, po czym otrzyma on nazwę Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. P. Mołotow, Harriman i sir Archibald Clark-Kerr są upoważnieni do porozumienia się w Moskwie przede wszystkim z członkami obecnego Rządu Tymczasowego oraz z innymi przywódcami demokratycznymi z samej Polski i z zagranicy w celu przekształcenia obecnego rządu w myśl powyższych założeń. Obowiązkiem Rządu Jedności Narodowej będzie przeprowadzenie jak najszybciej wolnych i nieskrępowanych wyborów, opartych na głosowaniu powszechnym i tajnym, w którym wszystkie partie demokratyczne będą miały prawo wziąć udział i wysunąć swych kandydatów. Z chwilą gdy Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej zostanie utworzony w sposób zadowalający, będzie on uznany przez trzy rządy. Ambasadorowie trzech państw w Warszawie, po udzieleniu temu rządowi uznania, będą obserwować i składać sprawozdania swym rządom o wykonaniu zobowiązań w sprawie wolnych i nieskrępowanych wyborów". Po południu tekst ten nieco zmodyfikowano, zgodnie z zaleceniami delegacji radzieckiej. Mimo to był to pierwszy tak poważny krok na drodze do porozumienia. Ustalono, iż reorganizacja obejmie maksymalnie 8-10 przedstawicieli innych ośrodków niż lubelski. Roosevelt nalegał na wprowadzenie międzynarodowej kontroli wyborów, przyrównując je do żony Cezara. Stalin, nie bez poczucia humoru, odpowiedział, że i "ona miała pewne grzeszki". 10 lutego niewiele czasu poświęcono sprawie polskiej, w zasadzie wszystko było już przesądzone. Zapadły decyzje o reorganizacji Rządu Tymczasowego, ostatecznej akceptacji linii Curzona i odszkodowaniach dla Polaków na zachodzie, gdzie ich granica winna opierać się na Odrze i Nysie Łużyckiej. 11 lutego, na ostatnim posiedzeniu plenarnym, Wielka Trójka zaakceptowała tekst jałtańskiej formuły. Po południu konferencja zakończyła się, a delegacje anglosaskie rozpoczęły opuszczanie Jałty. Jej wyniki najbardziej zadowalały Stalina. Roosevelt był usatysfakcjonowany, bo najmniej orientował się w zawiłościach polityki europejskiej. Najgorzej czuł się Churchill, wiedząc, że zawiódł. Nie miał jednak zamiaru przejmować się Polakami, czemu wyraz dał w kilka tygodni później. W komunikacie końcowym sprawę Polski umieszczono w szóstym rozdziale dokumentu. Ustalenia konferencji jałtańskiej dotarły do Polaków w nocy z 11 na 12 lutego. Nieoficjalnie już 11 lutego przeciekały do ministrów pierwsze informacje, mocno niepokojące tych, którzy liczyli na stopniową poprawę sytuacji. Okazało się bowiem, iż jest jeszcze gorzej niż przypuszczano, iż może być. Wyraził to Adam Pragier, który mówił: "[...] nie wyobrażałem sobie, by ośmielono się na cynizm tak czelny i wyzuty ze wszystkich osłonek". Wieczorem 12 lutego do Foreign Office został wezwany Edward Raczyński, który spotkał się tam z Richardem Law, brytyjskim sekretarzem stanu. Anglik przekazał Raczyńskiemu tekst ustaleń jałtańskich. Nazajutrz spotkali się ministrowie, którym towarzyszył prezydent Raczkiewicz. Atmosfera zebrania była przygnębiająca. Ministrowie zapoznali się z negatywnymi dla Polaków ustaleniami i po południu zdecydowali się na uchwalenie oświadczenia kierowanego między innymi do Narodów Zjednoczonych. Czytamy w nim chociażby, iż ustalenia konferencji "nie mogą być uznane przez Rząd Polski i nie mogą obowiązywać Narodu Polskiego. Oderwanie od Polski wschodniej połowy jej terytorium przez narzucenie tzw. linii Curzona jako granicy polsko-sowieckiej Naród Polski przyjmuje jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników Polski". Gorzkie słowa pod adresem rzekomych sprzymierzeńców były w pełni uzasadnione, bowiem nikt nie wstawił się za Polakami, gdy jeszcze był na to czas. Nikt nie zagwarantował niepodzielności terytorialnej państwa polskiego i wreszcie nikt nie był w stanie przeciwstawić się Stalinowi, który tworzył nowy ład w tej części Europy. Wyrazem zamierzeń sowieckich względem Rzeczypospolitej było zorganizowanie wieców na terenie Łodzi w dniu 18 lutego. W czasie swojego przemówienia Władysław Gomułka wyraził pełną akceptację dla decyzji Wielkiej Trójki. Uchwalona na zgromadzeniu rezolucja głosiła: "Uchwały konferencji w sprawie Polski są zwycięstwem demokracji polskiej. Jeżeli poprzednio jedynie Związek Radziecki uznawał Rząd Tymczasowy Polski za prawdziwego reprezentanta narodu polskiego, to obecnie uchwały konferencji oznaczają uznanie przez wszystkie państwa sprzymierzone demokratycznej władzy w Polsce jako jedynej praworządnej władzy. Demokracja polska zawsze dążyła do jedności narodu polskiego w walce o wyzwolenie ojczyzny spod jarzma okupantów niemieckich, do zjednoczenia narodu dla wielkiego dzieła odbudowy Polski". Dzień wcześniej Arciszewski pisał w depeszy do Roosevelta, iż nie zgadza się z ustaleniami powziętymi przez Wielką Trójkę. Z kolei, gdy na wiecu w Łodzi przemawiał Gomułka, minister Tarnowski przesłał Foreign Office memoriał wyrażający oficjalne stanowisko Rządu Emigracyjnego względem Jałty. Brytyjczykom nie w smak były ostre słowa kierowane pod ich adresem, dlatego też 20 lutego Eden powiedział Raczyńskiemu, iż "rząd brytyjski był niemile zaskoczony ostrym tonem protestu rządu polskiego. Ten ostatni winien był przed zajęciem stanowiska czekać na zapoznanie się szczegółowe z przebiegiem konferencji i poglądami rządu brytyjskiego. Rząd brytyjski jest gotów dołożyć wszelkich starań, aby rezultaty porozumienia były realne". Co więcej, następnego dnia doszło do spotkania gen. Andersa i premiera Churchilla. Polak ostro oprotestował decyzję Brytyjczyków o poparciu dążeń Sowietów, co spotkało się z repliką Churchilla: "Mamy dzisiaj dosyć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może Pan swoje dywizje zabrać. Obejdziemy się bez nich". Tak właśnie Churchill odwdzięczał się za bitwę o Wielką Brytanię... Warto przy tym przytoczyć słowa Andersa, który na pytanie Cadogana, czy chciałby, aby to Rosja tworzyła rząd dla Polski odpowiedział: "Oczywiście. Gdyż i tak to nic nie zmieni. A przynajmniej cały świat by wiedział, że nie jest to rząd Polski. Opinia publiczna zarówno w Polsce, jak na całym świecie nie będzie wówczas wprowadzona w błąd". 27 lutego Churchill przemawiał w Izbie Gmin. Przedstawił brytyjskim parlamentarzystom kwestię układów jałtańskich oraz omówił sprawę Polaków. Nie widział nic dziwnego w wyrażeniu zgody na linię Curzona oraz umowę w sprawie tworzenia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Swoją politykę uznawał za sprawiedliwą. W kwestii granicznej nie miał sobie nic do zarzucenia: "Jeśli popieram tę granicę dla Rosji, to nie dlatego, że ulegam przed siłą. Czynię to dlatego, że wierzę, iż jest to jak najbardziej słuszny podział tych terenów, jaki tylko może być, biorąc pod uwagę warunki i stosunki między dwoma krajami, których historia była tak znamienna i powiązana". Kwestię wyłonienia TRJN pozostawił przyszłości i uznał uchwały jałtańskie w tym temacie jako najrozsądniejsze. Nazajutrz odbyło się głosowanie nad uchwaleniem ustaleń. Izba Gmin Jałtę zaakceptowała, choć nie brakowało głosów sprzeciwu, przede wszystkim w kręgach konserwatywnych. Także w Stanach Zjednoczonych komentowano ustalenia konferencji. 26 lutego jeden z członków Izby Reprezentantów oddał pod głosowanie wniosek o odrzucenie uchwał podjętych przez Wielką Trójkę. Wniosek nie uzyskał większości głosów, jednak Barry zamieszanie wywołał. 1 marca przed obiema izbami Kongresu przemawiał Roosevelt. Podkreślił on wagę ustaleń i odwołał się do słów Stalina, mówiąc: "W ciągu dziejów Polska była korytarzem, poprzez który dokonywano napaści na Rosję. Za naszej generacji Niemcy dwukrotnie zaatakowały Rosję przez ten korytarz. Dla zapewnienia pokoju światowego konieczne jest istnienie silnej i niepodległej Polski". Mimo głosów sprzeciwu, także Stany Zjednoczone zaakceptowały krzywdzące Polaków ustalenia konferencji. Nie ulegało wątpliwości, iż Polska znajdzie się w strefie wpływów radzieckich, czemu wyraz dał Leon Mitkiewicz, meldując z USA 8 marca: "Należy przyjąć za pewnik, że narody środkowo-wschodniej Europy pod presją działania aparatu sowieckiego zmuszone będą przejść bardzo poważne zamiany ustroju społecznego, aby upodobnione zostały do reszty obszaru Związku Radzieckiego [...]". Nad ojczyzną Mitkiewicza zbierały się czarne chmury.

W lutym i marcu sporo czasu poświęcił Rząd Emigracyjny sprawie Polskiego Podziemia zagrożonego aresztowaniami ze strony Sowietów. Na wniosek Jankowskiego 9 marca ambasador Raczyński zakomunikował Edenowi, kto jest członkiem Krajowej Rady Ministrów, używając nazwisk i okupacyjnych pseudonimów. Polacy uznali, że Brytyjczycy powinni przekazać notatkę Sowietom, aby ci zaprzestali wrogiej działalności przeciwko ruchowi oporu wymierzonemu w III Rzeszę. 15 marca Eden powiadomił Raczyńskiego, iż lista została przekazana Archibaldowi Clark-Kerrowi, który winien okazać ją w Moskwie. W tym czasie coraz prężniej działała powołana w Jałcie Komisja Trzech złożona właśnie z Clarka-Kerra, Harrimana i Mołotowa. Jej prace zainicjowano 23 lutego w Moskwie, a głównym zadaniem dyplomatów było wyłonienie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Brytyjczycy starali się osiągnąć w stolicy Związku Radzieckiego jak najkorzystniejszy podział miejsc w nowym gabinecie, uwzględniając przede wszystkim postulaty obozu nie-lubelskiego. Zdanie Clark-Kerra popierał Harriman. Strony brytyjska i amerykańska wspólnie przygotowały listę nazwisk, na której znaleźli się chociażby Mikołajczyk, Chaciński, Czarnowski czy Bagiński. Wielu z wymienionych było już doskonale znanych Sowietom, bowiem prowadzili oni własny rekonesans Polskiego Podziemia, a całą sprawą zajmował się gen. NKWD Iwan Sierow. Niestety, pierwsze posiedzenia Komisji Trzech nie przyniosły przełomu. Harriman słusznie zauważył i 7 marca raportował do Waszyngtonu, iż wina leży po stronie Sowietów i Rządu Tymczasowego, którzy opóźniają rokowania i za wszelką cenę chcą zyskać na czasie. 19 marca Harriman i Clark-Kerr oświadczyli Mołotowowi, iż wśród zaproszonych do Moskwy musi się znaleźć Mikołajczyk, a pozostali w kraju działacze winni mieć zapewnioną wolność. Pragnęli, aby nikt nie podejmował "żadnych działań przeciwko jakimkolwiek znajdującym się tam osobom lub grupom". Żądano również zaprzestania przez Rząd Tymczasowy wprowadzania samorzutnie zmian gospodarczych, społecznych i ustrojowych na terenach, które znajdowały się pod jego jurysdykcją. Wydawało się, iż alianci zachodni nareszcie tworzą wspólny front, czego dowodem było chociażby odrzucenie projektu Mołotowa z 5 marca, który zakładał zaproszenie do Moskwy 3 przedstawicieli Lublina, 2 z Londynu i 2 z kraju. Trwała w tym czasie napięta wymiana listów między Churchillem a Rooseveltem. Premier brytyjski wciąż wierzył w trwałość porozumień jałtańskich. 22 marca Mołotow replikował na anglosaski projekt z 19 marca. Mówił, iż porozumienie można zawrzeć tylko, jeśli podstawą TRJN będzie istniejący Rząd Tymczasowy, a zaproszenie na rozmowy uzyskają jedynie ci działacze, których zaakceptują wszystkie strony. Jednocześnie nieprzychylnie wypowiadał się o Mikołajczyku. Nadal nie było długo wyczekiwanego kompromisu. Posiedzenie Komisji Trzech zaplanowane na 26 marca zostało odroczone bez ustalenia konkretnej daty. To zwiastowało coraz większe kłopoty, tym bardziej że w sprawę angażowali się bezpośrednio Churchill, Roosevelt i Stalin. 27 marca premier brytyjski pisał do Waszyngtonu pełen niepokoju o losy dalszych rokowań. Roosevelt nazajutrz zaakceptował propozycję Churchilla, aby utworzyć wspólny front i wysłać ostrą w brzmieniu depeszę do Stalina. Pismo zredagowano wspólnie i 1 kwietnia odesłano do Moskwy. Wynikało z niego jasno, iż politycy anglosascy nalegają na zachodnią interpretację umowy jałtańskiej i liczą na powołanie Rządu Jedności Narodowej zgodnie ze swoimi sugestiami. Stalin miał powody do niepokoju, tym bardziej że z zachodu dochodziły go pogłoski o prowadzeniu sekretnych rozmów między aliantami a Niemcami, które dotyczyć miały separatystycznego pokoju. To mocno podkopało jego zaufanie do partnerów. 2 kwietnia zebrała się wreszcie Komisja Trzech, ale do konsensusu nie doprowadzono, a Mołotow nawet nie chciał słyszeć o propozycjach zawartych w liście Churchilla i Roosevelta. Stalin wreszcie, 7 kwietnia, odpowiedział Rooseveltowi listownie. Zalecał on w pierwszej kolejności zaakceptowanie formuły reorganizacji dotychczasowego Rządu Tymczasowego, a nie jego likwidacji. Dalej nalegał na zaproszenie ośmiu działaczy - pięciu z Polski i trzech z Londynu - na moskiewskie konsultacje. I wreszcie napisał: "[...] we wszelkich okolicznościach musi być przeprowadzona konsultacja z przedstawicielami Tymczasowego Rządu Polskiego, przy czym konsultacja z nimi powinna być przeprowadzona w pierwszej kolejności, ponieważ Rząd Polski reprezentuje w Polsce największą siłę w porównaniu z tymi pojedynczymi osobami, które zostaną wezwane z Londynu i Polski i których wpływu na ludność Polski nie daje się w ogóle porównywać z ogromnym wpływem, jaki ma w Polsce Tymczasowy Rząd Polski". Tego samego dnia pisał do Churchilla i wyraził przypuszczenie, iż może uda mu się nakłonić działaczy lubelskich do zaakceptowania kandydatury Mikołajczyka, jeśli ten publicznie wyrazi poparcie dla uchwał jałtańskich. Churchill natychmiast zwrócił się do byłego premiera Rządu Emigracyjnego, który wystąpił z proponowanym przez Stalina oświadczeniem. Tekst opublikowano 15 kwietnia w "Timesie", a w dwa dni później przedruku dokonały polskie "Dziennik Polski" i "Dziennik Żołnierza". Mikołajczyk jasno i wyraźnie stwierdził: "W celu usunięcia wszelkich wątpliwości co do mego stanowiska, pragnę oświadczyć, że przyjmuję decyzje krymskie, dotyczące przyszłości Polski, jej suwerennej i niepodległej pozycji oraz w sprawie utworzenia reprezentatywnego rządu prowizorycznego jedności narodowej". Dyktatorowi Związku Radzieckiego było jeszcze mało i 18 kwietnia zażądał konkretnych wyjaśnień wobec stwierdzeń Mikołajczyka, na co Churchill niezwłocznie ich udzielił. Widać było, iż Gruzin zaczyna grać na zwłokę, a jego postawie sprzyjała chociażby sprawa aresztowania szesnastu przywódców Polskiego Podziemia, których 27 marca zaproszono na rozmowy z Sowietami do Pruszkowa. Wśród więźniów, wywiezionych 28 marca do Moskwy i osadzonych na Łubiance, znaleźli się Leopold Okulicki, Jan Stanisław Jankowski czy Kazimierz Pużak. Już 1 kwietnia o całym zajściu dowiedział się Arciszewski, który niezwłocznie przedstawił sytuację w Foreign Office. W nocy tekst depeszy z kraju pojawił się na biurkach pracowników brytyjskiego MSZ. Zawiózł go tam ambasador Raczyński, jednocześnie informując Edena o sprawie najwyższej rangi. Brytyjczycy nakazali zbadanie sprawy Clarkowi-Kerrowi, ale ten zwlekał i podpytując 4 kwietnia Sowietów, nie otrzymał żadnych wyjaśnień. 4 kwietnia ambasador Jan Ciechanowski informował o sytuacji Waszyngton, który postanowił obrać podobną do Brytyjczyków taktykę i nakazał wyjaśnić sprawę Harrimanowi. Ten nie uzyskał nic. 7 kwietnia Clark-Kerr spotkał się z Wyszyńskim. Ten z kolei oskarżył Polaków o kłamstwa, powtarzając podobne słowa w dwa dni później Harrimanowi, co wystarczyło Brytyjczykom i Amerykanom, aby na razie wyjaśnić sprawę. 11 kwietnia przyszło również pismo-odpowiedź na pytania zadawane przez Clarka-Kerra w dniu 4 kwietnia. Sowieci zaprzeczyli jakoby aresztowali Polaków, dając jednak do zrozumienia, iż toczy się postępowanie względem kilku z wymienionych na liście. W Londynie wrzało, 5 kwietnia Raczyński spotkał się z Cadoganem, ale nie uzyskał wiele. Nazajutrz Rada Ministrów postanowiła podać do wiadomości publicznej adekwatne do sytuacji oświadczenie. Tekst opublikowały znane nam już "Dziennik Polski" i "Dziennik Żołnierza". Wróćmy teraz na chwilę do rokowań wokół Komisji Trzech. 12 kwietnia zmarł prezydent Roosevelt, a jego następcą został Harry Truman, który zdecydował się kontynuować drogę obraną przez poprzednika. 18 kwietnia wystosował wraz z Churchillem pismo do Moskwy, w którym postulował wysłanie zaproszeń konkretnym działaczom, wśród których wymieniono Mikołajczyka, Grabskiego, Stańczyka, Witosa, Żuławskiego, Chacińskiego i Jasiukowicza, a ze strony lubelskiej Bieruta, Osóbkę-Morawskiego i Żymierskiego. Tych ostatnich nie trzeba było nawet zapraszać, gdyż 17 kwietnia sami przyjechali do stolicy Związku Radzieckiego, aby podpisać w imieniu Polaków układ o przyjaźni, pomocy wzajemnej i powojennej współpracy. Ostatecznie dokument 21 kwietnia sygnowali Osóbka-Morawski i Stalin. Obecność podpisu Gruzina niewątpliwie dodała rangi wydarzeniu. Sam układ był logiczną konsekwencją budowania systemu sojuszy i sieci wzajemnych powiązań między państwami Europy Wschodniej i Środkowej. Polska wpasowała się w ten obraz za sprawą samowolnej działalności Rządu Tymczasowego. Tym razem mocno rozeźliło to polityków zachodnich, którzy postanowili interweniować ostrzej niż do tej pory. Już 22 kwietnia Truman słał do Moskwy depeszę, w której ostrzegał przed załamaniem się jednolitego frontu Wielkiej Trójki. 28 kwietnia podobny tekst przesłał Stalinowi Churchill, ale obydwaj zachodni politycy niewiele byli w stanie uczynić. Gruzin 24 kwietnia pisał do nich: "Zagadnienie Polski jest dla bezpieczeństwa Związku Radzieckiego tym samym, czym dla bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii jest zagadnienie Belgii i Grecji", co miało w jego mniemaniu usprawiedliwiać wtrącanie się Sowietów do polityki Polaków. Cała sprawa została jednak przytłumiona przez znacznie ważniejsze wydarzenia na międzynarodowej scenie politycznej. Oto 25 kwietnia rozpoczęła się w San Francisco konferencja założycielska Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na skutek komplikacji z powoływaniem Rządu Jedności Narodowej miejsce przynależne Polakom podczas konferencji było puste. Alianci zachodni nie zgodzili się, aby delegacja polska reprezentowana była przez obóz lubelski, co postulował Związek Radziecki. Ostatecznie podpisana 27 kwietnia rezolucja sygnowana została bez obecności polskich przedstawicieli, jednakże pozostawiono w Karcie Narodów Zjednoczonych miejsce na polski wpis. Dokonano go 16 października 1945 roku. Nie ucichła jeszcze sprawa porwania szesnastu przywódców Państwa Podziemnego, gdy ponownie ujrzała ona światło dzienne. Do tej pory podpytywani Sowieci niczego nie wyjawili. Dopiero 3 maja Mołotow przyznał się Stettiniusowi i Harrimanowi, iż faktycznie w Moskwie znajduje się grupa Polaków z gen. Okulickim na czele, których posądzono o działalność antyradziecką. Mołotow powtarzał aliantom zachodnim oszczercze wyjaśnienie dotyczące aresztowania grupy, celując w obrażanie przede wszystkim Okulickiego. Eden był wstrząśnięty i chociaż niewiele wiedział o Okulickim, w obronę wziął pozostałych działaczy, tłumacząc, iż "rząd brytyjski wiedział, że są to patrioci i demokraci, mający wspaniałe osiągnięcia w stawianiu Niemcom oporu, którzy ponadto opowiadali się za przyjaznymi stosunkami z Rosją". Rozmowy Komisji Trzech zostały zawieszone. 5 maja o sprawie informował Churchilla Stalin: "Ta grupa 16 ludzi, z generałem Okulickim na czele, została aresztowana przez władze wojskowe frontu radzieckiego i znajduje się pod śledztwem w Moskwie. Grupa generała Okulickiego, a przede wszystkim san generał Okulicki, oskarżona jest o przygotowywanie i dokonywanie na tyłach Armii Czerwonej aktów dywersji, których ofiarą padło przeszło stu żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej, a także oskarżona jest o utrzymywanie na tyłach naszych wojsk nielegalnych radiowych stacji nadawczych, co jest zakazane przez prawo". Zamieszanie wywołało oburzenie Arciszewskiego, który 6 maja zwracał się do Narodów Zjednoczonych z apelem: "Wobec powyższych faktów jasne jest, że zapraszając najpierw polskich przywódców na konferencję, a następnie aresztując ich, władze sowieckie nadużyły zaufania polskich delegatów i złamały dane im obietnice. Obecnie, po przeszło miesięcznym milczeniu, stawianie nieuzasadnionych zarzutów ludziom, którzy przez pięć lat kierowali walką narodu polskiego przeciw Niemcom a później, od marca 1944 do stycznia 1945, dzielnie wspierali Armię Czerwoną w walce zbrojnej, nie może przekonać nikogo, kto jest bezstronny i uczciwy". Dwa dni później Arciszewski mówił na łamach BBC, że zwycięstwo koalicji alianckiej odniesione w Berlinie i pokonanie Państw Osi, tak naprawdę nie daje zwycięstwa Polakom. Już 12 maja, w więc w trzy dni po niemieckiej kapitulacji, Churchill pisał do Trumana, iż Europa Wschodnia i Środkowa dostały się pod strefę wpływów Sowietów, a "żelazna kurtyna została zaciągnięta ponad ich frontem. Nie wiemy, co się dzieje poza nią". Ale ani Amerykanie, ani Brytyjczycy nie mieli jak przeciwstawić się Związkowi Radzieckiemu. 20 maja Truman pisał do Stalina w bardzo wyważony sposób: "Jestem pewien, że podobnie jak ja rozumie Pan, jak trudno jest rozstrzygać wysuwające się zagadnienia poprzez wymianę pism. Dlatego, póki nie będzie możliwe nasze spotkanie [a to proponował Churchill w jednym z miast niemieckich], wysyłam do Moskwy p. Harry Hopkinsa wraz z ambasadorem Harrimanem, aby mieli możność omówienia tych spraw z Panem osobiście". Delikatna misja w Moskwie idealnie pasowała do Hopkinsa, który wielokrotnie dał się wcześniej poznać jako polityk zdecydowanie proradziecki. Nie wróżyło to nic dobrego sprawie polskiej, a nadzieje wiązane z Trumanem, który wydawał się być ostrzejszy w wymowie od poprzednika, szybko prysły. Stalin wyraził zgodę i już 25 maja do Moskwy przybył Hopkins. Nazajutrz ambasador Ciechanowski, z polecenia Arciszewskiego, wystosował do Amerykanów apel, aby ci zaostrzyli politykę względem Sowietów. W czasie, gdy do Związku Radzieckiego przybył Hopkins, trudno było oczekiwać nagłych zmian w posunięciach Waszyngtonu. W Moskwie wysłannik Trumana sześciokrotnie spotykał się z przedstawicielami rządu radzieckiego i podczas sześciu posiedzeń poruszano kwestię Rządu Jedności Narodowej. Ostatecznie 31 maja Hopkins i Stalin wypracowali kompromis w kwestii polskiej i sporządzono wykaz osób, które winny zostać zaproszone na rozmowy. Wśród nich znaleźli się Bierut, Osóbka-Morawski, Władysław Kowalski i Władysław Gomułka, Witos, Żuławski, Kutrzeba, Krzyżanowski, Kołodziejski, Mikołajczyk, Stańczyk i Żakowski. Obie strony zaakceptowały listę, a Churchill 2 czerwca pisał do Trumana, iż "postęp uczyniony przez p. Hopkinsa jest godny uwagi". Mimo iż w kolejnych dniach pojawiły się w Londynie pewne wątpliwości, 9 czerwca jeszcze raz potwierdził swoje stanowisko w depeszy, oceniając, iż jest to "najlepsze rozwiązanie, jakie można było osiągnąć w danych warunkach". 13 czerwca Agencja TASS oświadczyła, iż za dwa dni rozpocznie się w Moskwie konferencja z udziałem delegacji polskich. Obrady rozpoczęto 16 czerwca. W toku rozmów Gomułka bez ogródek oświadczył Mikołajczykowi: "Możecie stać się współgospodarzami Polski, jeśli zrozumiecie wasze błędy [...] Porozumienia chcemy z całego serca. Lecz nie myślcie, że jest to warunek naszego istnienia. Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy", co miało być smutnym zwiastunem powojennych losów państwa polskiego, gdzie o demokracji i nieskrępowanych wyborach nie mogło być mowy. Ostatecznie 21 czerwca ogłoszono porozumienie, w myśl którego w skład rządu mieli wejść Mikołajczyk, Stańczyk, Thugutt, Kiernik i Wycech. Umowa okazała się zatem kompletnym fiaskiem zamierzeń Mikołajczyka i była ostateczną klęską emigracyjnej linii politycznej. Dokładny skład gabinetu uzależniono od późniejszego porozumienia. Amerykanie i Brytyjczycy byli zadowoleni z wyników rozmów, ponieważ sprawa Polaków rozwiązała się bez ich znaczącej interwencji i rzekomo po ich myśli. Oceniano, iż organizowane wybory powszechne umożliwią zmianę podziału miejsc parlamentarnych i rządowych na korzyść grupy Mikołajczyka, co odsunie od Polaków widmo komunizacji. W czasie gdy obradowała konferencja moskiewska, rozgrywał się ostatni akt dramatu szesnastu uprowadzonych w marcu przywódców Polskiego Podziemia. W dniach 18-21 czerwca odbył się w Moskwie proces, w toku którego Okulickiego skazano na 10 lat więzienia, a pozostałych oskarżonych na kary od 4 miesięcy do 8 lat więzienia. Wyroki, jak na radzieckie standardy, były dość niskie. Bezstronni obserwatorzy nie mieli jednak wątpliwości, iż cały proces był sprytnie zaplanowaną mistyfikacją mającą na celu skompromitowanie legalnych władz polskich oraz odsunięcie poszczególnych działaczy od rokowań nad powstaniem Rządu Jedności Narodowej. A jego utworzenie nastąpiło 28 czerwca. Wtedy to Bierut oficjalnie podał do wiadomości skład gabinetu, który nazajutrz uznali Francuzi i Szwedzi. W dalszej kolejności podobnego aktu dokonały 5 lipca Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Chiny, 7 lipca Kanada, Włochy i Szwajcaria, 9 lipca Meksyk i Dania, w kolejnych tygodniach Finlandia, Bułgaria, Turcja, Rumunia, Luksemburg czy kraje Ameryki Łacińskiej. Szczególną wagę miały oświadczenia Brytyjczyków i Amerykanów, którzy zdecydowali się cofnąć poparcie dla Rządu Emigracyjnego. Od tej pory miał on być niewiele znaczącym na arenie politycznej zbiorem polityków emigracyjnych, którzy nie godzili się z podporządkowaniem Moskwie. Warto zacytować tekst oświadczenia brytyjskiego: "Rząd Jego Królewskiej Mości wita utworzenie Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej jako ważny krok w kierunku wypełnienia decyzji, dotyczących Polski, powziętych na konferencji krymskiej. W pełnym porozumieniu z Rządem Stanów Zjednoczonych Rząd Jego Królewskiej Mości zawiadomił p. Osóbkę-Morawskiego o uznaniu Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej, jak również powiadomił go o swej gotowości do nawiązania stosunków dyplomatycznych". Rząd Emigracyjny negatywnie ustosunkował się do ustaleń konferencji moskiewskiej i jeszcze 25 czerwca ogłosił notę protestacyjną. Na niewiele się ona jednak zdała. Podobnie rzecz się miała z orędziem prezydenckim, które 29 czerwca podpisał Raczkiewicz. Nazajutrz zostało ono opublikowane w emigracyjnej prasie. czytamy w nim: "Dziś, gdy walka Narodów Zjednoczonych z agresją niemiecką została zwycięsko zakończona, Ojczyzna nasza niestety nie odzyskała jeszcze prawdziwej wolności. Nie zostało odwrócone niebezpieczeństwo od Narodu i Państwa Polskiego. Wielkie dzieło odbudowy i pokoju w wolności, o które walczyliśmy, nie zostało jeszcze w stosunku do Polski spełnione. Wymaga ona dalszych poświęceń i dalszych wysiłków. Prawo Rzeczypospolitej włożyło na mnie obowiązek przekazania po zawarciu pokoju urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej w ręce następcy, powołanego przez Naród w wolnych od wszelkiego przymusu i wszelkiej groźby, demokratycznych wyborach. Uczynię to niezwłocznie, gdy Naród będzie w stanie wyboru takiego dokonać". 5 lipca Arciszewski przyjmował delegatów brytyjskich i amerykańskich, którzy dostarczyli tekst oświadczenia zrywającego stosunki dyplomatyczne z Rządem Emigracyjnym. Był to koniec gabinetu Arciszewskiego, choć ośrodek emigracyjny działał na uchodźstwie do momentu upadku komunizmu. Była to jednak symboliczna działalność, niewiele znacząca w świecie polityki.

Najważniejsze w lipcu wydarzenia dotyczyły znowu Wielkiej Trójki. Tym razem z nieco innym składzie - na konferencję do Poczdamu rozpoczynającą się w dniu 17 lipca przyjechali Churchill, Truman i oczywiście Stalin. Jeszcze zanim doszło do spotkania, Amerykanie i Brytyjczycy starali się wypracować wspólną strategię dyskusji nad polskimi granicami zachodnimi. Wyrazem tego było memorandum z 13 lipca, które stało na straży oparcia zachodniej granicy Rzeczpospolitej na Odrze, ale nie na Nysie Łużyckiej. Powoływano się przy tym na trudności etniczne tamtych terenów, a szczególnie kłopot z wysiedleniami Niemców, aby w Polsce nie pozostała ich zbyt duża liczba jako groźnej mniejszości narodowej. Konferencja poczdamska miała rozstrzygnąć ostatnie w tej wojnie spory o kwestię polską. Sowieci po raz kolejni przystępowali do rozmów z najsilniejszej pozycji, nie wzruszyła ich nawet próbna detonacja pierwszej bomby atomowej przez Amerykanów. Stany Zjednoczone musiały bowiem uporać się jeszcze z Japończykami, którzy wciąż stawiali zaciekły opór na Dalekim Wschodzie. Z kolei Churchill borykał się z kłopotami wewnętrznymi i w wyniku przegranych wyborów parlamentarnych, opuścił urząd premiera pod koniec lipca, rezygnując jednocześnie z dalszego udziału w konferencji poczdamskiej. Jego miejsce zajął Clement Attlee. Już 18 lipca po raz pierwszy poruszono kwestię polską. Stalin zwracał się do Brytyjczyków z prośbą o oddanie Polakom zapasów złota Banku Polskiego, które zostały zdeponowane w Londynie, USA i Kanadzie. Churchill był w tym względzie mocno podejrzliwy i nie miał zamiaru obiecywać zwrotu kruszcu, tłumacząc się dużymi wydatkami wojennymi poniesionymi przez Wielką Brytanię. Jednocześnie przedyskutowano kwestię likwidacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz Rządu Emigracyjnego, który formalnie nadal istniał. Churchilla niepokoiło agresywne zachowanie Andersa, który bez ogródek mówił, iż do kraju nie wróci, bo wyślą go na Syberię. Cały czas nad sprawą polską pracowali ministrowie spraw zagranicznych trzech mocarstw, opracowując koncepcje, które następnie wchodziły pod obrady ich zwierzchników. 21 lipca trwała debata nad możliwością przeprowadzenia wolnych wyborów w Polsce. Alianci zachodni domagali się zagranicznych obserwatorów w kraju, czemu sprzeciwiał się Stalin, tłumacząc, iż urazi to dumę narodową Polaków. Truman tłumaczył zainteresowanie: "Interesuje nas bardzo kwestia wyborów w Polsce, ponieważ mamy u siebie sześć milionów obywateli polskiego pochodzenia. Jeśli wybory w Polsce zostaną przeprowadzone zupełnie swobodnie i nasi korespondenci całkiem swobodnie będą mogli przekazywać swoje informacje o przebiegu i wynikach wyborów, będzie to bardzo ważne dla mnie jako prezydenta". Rozgorzała też dyskusja na temat zobowiązań płatniczych Rządu Emigracyjnego. Stalin starał się załagodzić konflikt na tym punkcie, dając do zrozumienia swoim towarzyszom, iż Związek Radziecki także mocno inwestował w Polaków, ale nie wypomina im tego, ponieważ spłacili dług krwią. Teraz przyszedł czas na dyskusję na temat zachodniej granicy Rzeczpospolitej. Strona radziecka nawiązywała do tego tematu jeszcze 18 lipca, ale spotkało ją rozczarowanie, bowiem ani Truman, ani Churchill nie byli gotowi do rozmów. Dopiero 20 lipca kwestię poruszono na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych, dzięki czemu 21 lipca sprawa granicy zachodniej Polski ujrzała światło dzienne. Ujawniły się w tej kwestii ogromne rozbieżności. Churchill obawiał się o los Niemców i trudności organizacyjne, Truman chciał, aby tereny przejęte przez Polaków stały się piątą strefą okupacyjną, aby Niemcy mogli spłacać reparacje wojenne. Z kolei Stalin twardo stał na straży ustaleń jałtańskich. Dziwnym było, iż Churchill planował nawet zachęcenie Niemców do powrotu za Odrę. Argumentacja, iż nie będzie jak wyżywić narodu niemieckiego była absurdalna, bowiem do tej pory w dużej mierze utrzymywał się on z niewolniczej pracy innych nacji, a takiego stanu rzeczy nie można było utrzymać. Ostatecznie porozumienia nie osiągnięto, a dyskusję odroczono do następnych posiedzeń plenarnych. Do rozmowy powrócono nazajutrz, głównie ze względu na Stalina i Churchilla. Politycy zgodzili się, iż warto zaprosić do Poczdamu delegację polską, aby mogła się ona wypowiedzieć w swojej kwestii. 23 lipca prezydent Truman wysłał zaproszenie do Bolesława Bieruta. Ostatecznie delegacja polska do Poczdamu liczyła 11 osób, w tym Bieruta, Grabskiego, Osóbkę-Morawskiego czy Mikołajczyka. Polacy przybyli do Poczdamu już 24 lipca i po południu spotkali się z trójką ministrów spraw zagranicznych. Delegaci polscy, choć wywodzący się z różnych opcji politycznych, przemawiali jednym głosem, argumentując konieczność oparcia granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej dużymi stratami gospodarczymi i ludnościowymi poniesionymi przez Polskę oraz ekonomicznymi potrzebami Polaków. Ponadto takie ustawienie granic gwarantowało zabezpieczenie przed agresją niemiecką. W kilka godzin później doszło do spotkania delegatów z Churchillem. Ten mocno trzymał się dotychczas lansowanych przez siebie pomysłów, nie akceptując nadmiernego przesuwania Polski na zachód. Obawiał się, że "Polacy i Rosjanie posiadaliby żywność i paliwo, podczas gdy my [Brytyjczycy w swojej strefie okupacyjnej] mielibyśmy gęby i serca". Bierut tłumaczył, iż potrzeba przesiedlenia zaledwie 1,5 miliona Niemców, a nowe ziemie dadzą miejsce do przyjęcia Polaków zza linii Curzona. Ponadto zamieszkujący Śląsk uznawani byli za Polaków, którzy przez lata ulegali aktywnej germanizacji, a ich powrót do polskości Bierut pozostawił kwestii czasu. Następnie Polacy na krótko gościli u Trumana, który nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Rankiem Bierut ponownie dyskutował z Churchillem, który powoli tracił początkowy impet uderzenia. Na posiedzeniu plenarnym w dniu 25 lipca Churchill i Truman bronili swych racji z czysto ekonomicznego punktu widzenia, nie zauważając już problemów przesiedleń. Tego samego dnia nastąpiła zmiana w delegacji brytyjskiej, a Churchill i Eden spakowali się i wyjechali do Wielkiej Brytanii. W tym okresie w zasadzie ustalono już najważniejsze kwestie, a dalszy przebieg konferencji poczdamskiej wiele stracił z powodu wyjazdu Churchilla, stała się ona jakby bezbarwna. Nawet sprawa reparacji wojennych nie wzbudzała już tyle emocji. Dopiero dzień 29 lipca dostarczył nową porcję wrażeń obserwatorom rozmów na szczycie. Amerykanie spotkali się z Mołotowem, który zastępował Stalina wymawiającego się chorobą i proponowali rozwiązanie graniczne zgodne z ustaleniami jałtańskimi, które zostanie potwierdzone dopiero podczas planowanej konferencji pokojowej. Jednocześnie postulowali ograniczenie stanu posiadania Polaków do linii Kwissy, a więc około 20 kilometrów na wschód od Nysy Łużyckiej. Wieczorem Stalin spotkał się z delegacją polską, która po raz kolejny prosiła go o wstawiennictwo i pozytywne rozwiązanie sporu. Obiecał on bronić racji polskich, wykładanych skutecznie przez Bieruta i Żymierskiego. Dzięki nieprzejednanej postawie strony radzieckiej, alianci zachodni wreszcie zaczęli akceptować fakty dokonane w Europie Środkowej. Następnego dnia delegacja amerykańska poinformowała, iż godzi się na propozycje Sowietów w kwestii granicy zachodniej RP. Jednocześnie trwał zażarty bój o podział niemieckich reparacji wojennych pomiędzy kraje sojusznicze. Po południu 29 lipca Polacy spotkali się z nową delegacją brytyjską z Attlee i Bevinem w składzie. Dyskutowano kwestie graniczne oraz sprawy wewnętrzne odbudowującego się kraju. Anglików alarmował Mikołajczyk, który w Poczdamie starał się przy okazji rozegrać własną partię i od 25 lipca nagabywał polityków zachodnich, aby ci podjęli się międzynarodowej kontroli planowanych w Polsce wyborów parlamentarnych. Ostrzegał, przede wszystkim Brytyjczyków, o możliwości komunizacji kraju. To zaniepokoiło Bevina i Attlee. Nazajutrz kontynuowano rozmowy polsko-brytyjskie. Bevin mocno naciskał na ustalenie jednolitego terminu wyborów: "Wracając do sprawy wyborów, proponowałbym ustalenie daty, powiedzmy około lutego [...] można by tedy pójść w tym kierunku, by rząd polski oświadczył, że podejmie wszelkie wysiłki, ażeby przeprowadzić repatriację i wybory w tym terminie, jaki zaproponowałem". Bierut propozycję odrzucił. Nie wypracowano też porozumienia w kwestii repatriacji. Bevin czuł, że Bierut gra na zwłokę. Tym bardziej, że wieczorem Mikołajczyk mówił Kerrowi, iż Bierut kłamie w kwestii wolnych i nieskrępowanych wyborów, a żołnierze powracający z zachodu będą prawdopodobnie aresztowani. To nie zwiększało zaufania do przywódcy Polski. Straciliśmy na chwilę z oczu posiedzenia plenarne Wielkiej Trójki. 31 lipca ostatecznie porozumiano się w kwestii granicy zachodniej RP, ustalając, iż Szczecin wraca do Polaków. Jedenaste posiedzenie plenarne konferencji rozwiązało jeden z najtrudniejszych problemów dyskutowanych przez szefów rządów wielkich mocarstw. Co więcej, udało się również uzgodnić porozumienie w sprawie reparacji. Ostatecznie najwięcej stracili na tym Polacy, którym wydzielono pewną część odszkodowań pochodzących z puli radzieckiej. Znaczyło to mniej więcej, iż mieniem należnym Polakom zawiadywać będzie sojusznik radziecki. Krótko po północy 2 sierpnia Wielka Trójka zakończyła swoją pracę, wydając oficjalny komunikat i protokół z konferencji poczdamskiej. Sprawie polskiej poświęcono IX rozdział. Wiemy już, jak wyglądały rozwiązania spornych kwestii. 6 sierpnia TRJN wystosował depeszę adresowaną do rządu Związku Radzieckiego, w której nie kryto radości z powodu wypracowanego kompromisu, a zwycięstwo nazywano "największym w historii narodu polskiego osiągnięciem - faktyczne uznanie jej [Rzeczpospolitej] zachodniej granicy na Odrze i Nysie Zachodniej - będące gwarancją jej prawdziwej niezależności i rozkwitu". W sierpniu do Moskwy przyjechała delegacja z Bierutem, Osóbką-Morawskim, Mikołajczykiem i Mincem w składzie, która zaaprobowała podział reparacji wojennych przekazanych do puli Związku Radzieckiego. 16 sierpnia podpisano na Kremlu odpowiednią umowę. Ustalono, iż Polska uzyska 15% dostaw z radzieckiej strefy okupacyjnej i właściwie 15% dostaw z zachodnich stref okupacyjnych przesyłanych do ZSRR. Tak kończyła się dla Polaków II wojna światowa. Kończyła się zwycięstwem, które miało gorzki smak porażki.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków