Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Żeby prowadzić wojnę, potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy", Napoleon Bonaparte

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Akcja pod Arsenałem


W rankingu najsłynniejszych akcji Polskiego Podziemia akcja pod Arsenałem zajmuje szczególne miejsce. W świadomości Polaków jej znaczenie jest równie wielkie. Ale nie ma się, czemu dziwić, gdyż operacja odbicia Jana Bytnara z rąk Niemców była wyczynem niecodziennym, odmiennym nawet podczas pełnych walki i bohaterskich wyczynów dni II wojny światowej. Zryw niewielkiej grupy Polaków spowodowany był tym razem pobudkami wynikającymi z przyjacielskiego związku łączącego ich z porwanym kilka dni wcześniej "Rudym". Co ciekawe, była to pierwsza tego typu akcja rozegrana na warszawskiej ulicy. Nikt do tej pory nie odważył się na tak śmiałe posunięcie. Wydawać by się mogło, iż plan akcji był wyjątkowo trudny do zrealizowania. Wypadki tamtego dnia pokazały jednak co innego. Akcja pod Arsenałem znana jest dziś większości Polaków za sprawą powieści Aleksandra Kamińskiego pt. "Kamienie na szaniec". Przeczytać tam możemy niezwykłą opowieść o trzech młodych ludziach, którzy dla dobra ojczyzny gotowi byli poświęcić własne życie. Jan Bytnar, Aleksy Dawidowski i Tadeusz Zawadzki na zawsze pozostaną w pamięci swoich rodaków. Przede wszystkim zaś stali się częścią zdumiewającej historii walki Polskiego Podziemia z okupantem hitlerowskim. I

to właśnie jeden z nich stał się jednym z najpopularniejszych żołnierzy Polskiego Podziemia w 1943 roku. Jan Bytnar ps. "Rudy" stał się symbolem - ofiarności, poświęcenia członka Armii Krajowej i bestialstwa hitlerowców. Ale to nie "Rudy" zasługuje na miano najtragiczniejszego bohatera tej poruszającej historii. Zdecydowanie tytuł ten powinniśmy przypisać Henrykowi Ostrowskiemu ps. "Heniek", który został aresztowany cztery dni wcześniej niż "Rudy". Na Osiecką wkroczyli gestapowcy, którzy szybko, bez zbędnych ceregieli, zabrali "Heńka" i towarzyszącą mu żonę oraz podkomendanta hufca "Grochów" Ciszewskiego. Jeszcze w samochodzie, którym wieziono złapanych, pochwyconym Polakom udało się ustalić zeznania, jakie postanowili podać przesłuchującym im gestapowcom. To uratowało Ciszewskiego, który w efekcie wylądował w Oświęcimiu. "Heńkowi" nie udało się wyjść z opresji, gdyż Niemcy posiadali bogatą bazę danych na jego temat. Wiedzieli o rzeczach, o których nie powinni byli wiedzieć w żadnym wypadku, co pozwalało przypuszczać, iż ich akcja została zaplanowana pod wpływem informacji napływających od kolaborantów. Jednym słowem - ktoś sypnął. Tenże "Heniek" miał w mieszkaniu notes, w którym dość nieudolnie zaszyfrowano nazwisko jednej osoby - był nią Jan Bytnar mieszkający przy alei Niepodległości 159. W nocy z 22 na 23 marca 1943 roku "Rudy" i jego ojciec zostali wyciągnięci w łóżek przez sześciu gestapowców i szybko wywieziono ich na Pawiak. Tym sposobem Gestapo dotarło do Jana Bytnara i jego rodziny. Aresztowanie nastąpiło zupełnie niespodziewanie, a koledzy "Rudego" znaleźli się teraz w wielkim niebezpieczeństwie, gdyż "Rudy" mógł albo wydać kogoś na torturach, albo mieć w mieszkaniu kompromitujące kogoś informacje. Taki materiał dowodowy w zupełności wystarczyłby niemieckim oprawcom. Dodatkowo dom Bytnarów znalazł się pod ciągła obserwacją, a każdemu, kto udałby się w to miejsce, groziłoby zatrzymanie. Taki łańcuszek stwarzał realne zagrożenie destrukcji Szarych Szeregów, które do tej pory oparły się niszczącym działaniom niemieckich żołnierzy. "Heniek" odgrywał w tym wszystkim dużą rolę, choć bez własnej inicjatywy i chęci. Po prostu został złapany, a "Rudy" był ofiarą jego niestaranności w szyfrowaniu. Niestety, ofiara ta miała pociągnąć kolejne. Aleksander Kamiński określił "Heńka" mianem zdrajcy. Wtedy jeszcze nie wiedział, iż złapanemu przez gestapo młodzieńcowi udało się zataić prawie wszystko to, co chcieliby wiedzieć oprawcy. Nie był zatem zdrajcą, a kolejnym z bohaterów, tak wielu w polskiej historii II wojny światowej.

Polskie Podziemie zręcznie poradziło sobie z problemem spowodowanym pojmaniem "Rudego". Okazało się bowiem, iż na noc do domu nie wróciła siostra Janka, Duśka, która została zaalarmowana o tragicznym wydarzeniu przez sąsiadów państwa Bytnarów, rodzinę Bukowskich. Czym prędzej popędziła do Tadeusza Zawadzkiego ps. "Zośka", który wtedy był najlepszym przyjacielem "Rudego" i pełnił funkcję dowódcy Grup Szturmowych. Przekazanie informacji "Zośce" pociągnęło za sobą łańcuch kolejnych informacji przekazywanych przez członków Szarych Szeregów. Wkrótce, zanim ktokolwiek mógł wpaść w pułapkę Gestapo, udało się powiadomić o problemie wszystkich nim zainteresowanych. Tym samym uprzedzono kolejne kroki Niemców. Zachowanie takie wykluczało nie tylko możliwość złapania kogoś w pobliżu mieszkania Bytnarów, ale i ostrzegało potencjalnych zagrożonych. Tradycyjne działanie Grup Szturmowych opierało się na wzajemnym zaufaniu, ale nigdy nie ufano sobie zbyt przesadnie, istniało domniemanie zdrady - ktoś mógł się załamać i wydać kolegów. Taka była procedura, a "Zośka" szybko wdrożył ją w życie. Powzięto zatem niezbędne środki mające na celu zabezpieczenie zagrożonych członków Szarych Szeregów. Zupełnie słuszne postępowanie. Tymczasem "Rudy" cierpiał niewysłowione męki...

Dotkliwie pobitemu "Rudemu" przedstawiono spreparowane zeznania "Heńka". Tak naprawdę kolega nie powiedział nic, co mogłoby dodatkowo obciążyć Bytnara. Mimo to "Rudy" był nieświadomy sprytnie zastawionej na niego pułapki gestapowców, którzy sądzili, iż młody Polak załamie się i zacznie z nimi rozmawiać. Gdy Bytnar zaparł się, aby nic nie powiedzieć, rozpoczęły się dalsze tortury. Okładano go pałkami i pejczami. Kopano i bito. Skatowany chłopak nie wytrzymywał i co rusz tracił przytomność. Bestialskie traktowanie "Rudego" doprowadziło wkrótce do śmierci kilku najbardziej zaangażowanych w "śledztwo" oprawców.

Ostatnim problemem, który należało rozwiązać, była sprawa odbicia przyjaciela. Nikt nie wątpił w to, iż tak szaleńczy pomysł, niepraktykowany do tej pory, może nie przynieść zamierzonego skutku. Szczególnym zaangażowaniem w przygotowania do przyszłej akcji wykazał się Tadeusz Zawadzki. Jak już pisaliśmy, najlepiej znał "Rudego" i był z nim najbliżej. "Zośka" wahał się, gdyż dla dobra prywatnego gotowy był poświęcić interes zbiorowy Grup Szturmowych. Niezbędnym stawało się uzyskanie pozwolenia na przeprowadzenie operacji od zwierzchnictwa Szarych Szeregów. Do sprawy wciągnięto Naczelnika Szarych Szeregów Floriana Marciniaka oraz komendanta warszawskiej Chorągwi Stanisława Broniewskiego ps. "Orsza". Jeszcze w dniu porwania "Rudego" doszło do ważnego spotkania pomiędzy "Zośką", "Orszą" i oddelegowanego z Kedywu zastępcy dowódcy Oddziałów Dyspozycyjnych kpt. Mieczysława Kurkowskiego ps. "Mietek", który zastępował w tym czasie nieobecnego mjr Jana Wojciecha Kiwierskiego ps. "Lipiński". Rozmowa była burzliwa, ścierały się ze sobą dwie koncepcje postępowania. "Zośka" forsował plan odbicia "Rudego", "Orsza" hamował nieco zapał przyjaciela, a "Mietek" żądał konkretów na ten temat, na bieżąco komentując pomysły Zawadzkiego. Kpt. Kurkowski zdawał sobie sprawę z wielkiego ryzyka towarzyszącego podobnemu przedsięwzięciu. Wiedział, iż oddział, który weźmie udział w akcji, może zostać zniszczony, co uszczupli i tak wątłe siły Grup Szturmowych. Porozumienie udało się osiągnąć dzięki rozsądkowi "Orszy". Postanowił on, iż przygotowania do odbicia "Rudego" mają być nieustannie prowadzone, a dopiero potem "Zośka" uzyska pozwolenie. Umówiono się na kolejne spotkanie, które miało się odbyć w dniach bezpośrednio poprzedzających akcję.

Pierwszym krokiem podczas planowania tak ryzykownego przedsięwzięcia było wybranie punktu ataku. Oczywiście, w grę wchodził jedynie odcinek, po którym poruszała się ciężarówka renault Gestapo opatrzona numerem 72076. Przejeżdżała ona codziennie tę samą trasę - od Pawiaka na aleję Szucha i z powrotem. W każdym transporcie wieziono 20 aresztowanych pilnowanych przez dwóch uzbrojonych gestapowców w szoferce, dwóch wśród transportowanych. Nie należy zapominać o kierowcy, który również posiadał odpowiednie wyposażenie. W sumie pięciu ludzi w pędzącym samochodzie, trudnym do zatrzymania. Ponadto domyślano się już wtedy, iż "Rudy" będzie w ciężkim stanie i raczej trudno będzie go przetransportować. Do tego dochodziła możliwość włączenia się do walki innych niemieckich żołnierzy, którzy akurat mogli przebywać w pobliżu. Ostatnim, i chyba najgorszym powodem niepowodzenia, mogło być to, iż "Rudy" mógł nie znajdować się w atakowanym samochodzie. W tym wypadku szansa odbicia przyjaciela mogła zostać bezpowrotnie utracona. Trudności Polacy napotkali podczas wybierania dokładnego miejsca uderzenia na samochód Gestapo. Gdzie i jakimi siłami? Wybór padł na skrzyżowanie ulicy Bielańskiej z Długą. Tak się złożyło, że miejsce to znajdowało się na wprost Arsenału - stąd też późniejsza nazwa całej akcji. Zatrzymanie samochodu stało się głównym zadaniem wyznaczonych do operacji sił Grup Szturmowych. Plan nie był skomplikowany, jednak jego twórcy przewidzieli wiele rozwiązań, które mogą zostać zastosowane w boju. Dlatego też utworzono kilka sekcji, których celem było zaatakowanie i unieruchomienie więźniarki. Podział przedstawiał się następująco:
Sekcja "Butelki":
Janek Rodowicz ps. "Anoda" - dowódca sekcji
Tadeusz Hojko ps. "Bolec"
Henryk Kupis ps. "Heniek"
Stanisław Pomykalski ps. "Stasiek"
Sekcja "Sten I":
Maciej Bittner ps. "Maciek" - dowódca sekcji i obsługa jedynego posiadanego przez tę grupę stena
Eugeniusz Köcher ps. "Kołczan"
Wiesław Krajewski ps. "Sem"
Sekcja "Sten II":
Jerzy Gawin ps. "Słoń" - dowódca sekcji i obsługa jedynego posiadanego przez tę grupę stena
Tadeusz Krzyżewicz ps. "Buzdygan"
Tadeusz Szajnoch ps. "Cielak"
Sekcja "Granaty":
Aleksy Dawidowski ps. "Alek" - dowódca sekcji
Hubert Lenk ps. "Hubert"
Jerzy Zapadko ps. "Mirski"
Tak wyglądał skład grupy "Atak". Jej dowódcą został Tadeusz Zawadzki ps. "Zośka". Obok niej w akcji udział wzięła grupa "Ubezpieczenie" pod dowództwem Miłosława Cieplaka ps. "Giewont" w składzie:
Sekcja "Sygnalizacja":
Konrad Okolski ps. "Kuba" - dowódca sekcji
Witold Bartnicki ps. "Kadłubek"
Andrzej Wolski ps. "Jur"

Sekcja "Stare Miasto":
Józef Saski ps. "Katoda" - dowódca sekcji
Stanisław Jastrzębski ps. "Kopeć"
Człowiek o ps. "Rawicz", którego nazwiska nie przechowała historia
Sekcja "Getto":
Tytus Trzciński ps. "Tytus" - dowódca sekcji
Feliks Pendelski ps. "Felek"
Józef Pleszczyński ps. "Ziutek"
Jerzy Tabor ps. "Pająk"

Dodatkowo członkowie grupy ewakuacyjnej - Jerzy Pepłowski ps. "Jurek TK" i Andrzej Zawadowski ps. "Gruby", którzy mieli oczekiwać na walczących, a następnie przeprowadzić odwrót. W sumie zatem 27 ludzi plus dowódca całej akcji "Orsza". Dwudziestka ósemka, która odważyła się wydrzeć "Rudego" z rąk nieprzyjaciela.

Cała akcja miała zostać przeprowadzona 23 marca 1943 roku. Informacji potwierdzających, iż "Rudy" faktycznie jest wieziony przez Gestapo w ciężarówce miał dostarczyć Zygmunt Kaczyński ps. "Wesoły", który miał kontakt z aleją Szucha wynikający z jego pracy, jakiej podejmował się podczas okupacji. "Wesoły" był dostawcą Wedla i rozwoził czekoladki. Pewnego razu zawitał ze swoimi produktami do Niemców, od tej pory stając się częstym gościem Szucha. Kontakt ten mógł być kluczowy dla przeprowadzenia tak ryzykowanej operacji. Gdyby "Rudego" nie było w więźniarce, drugi raz szansa mogłaby się nie powtórzyć. Dodatkowych informacji o tym, czy "Rudy" został przewieziony z Pawiaka na Szucha miała dostarczyć Wanda Opęchowska, która pracowała w "Patronacie Opieki nad Więźniami" - organizacji zajmującej się przede wszystkim doręczaniem paczek dla więźniów. Jednocześnie Wanda pełniła służbę w Szarych Szeregach, a w gronie jej znajomych był Florian Marciniak. To właśnie on poinformował spiskowców o posiadaniu tak cennego informatora. Z kolei "Wesoły" sam zgłosił się do "Zośki" i powiedział mu o możliwościach, jakie daje mu pełniony przez niego zawód. Mimo iż Wanda Opęchowska miała prawie swobodny kontakt z Pawiakiem, to nie ona przekazała informację dla Floriana Marciniaka. 23 maja około dwunastej harcmistrzyni Helena Danielewicz przekazała Marciniakowi, iż "Rudy" został rano wzięty na Szucha. Spotkanie odbyło się na Placu Teatralnym. Szybko uruchomiono łańcuch kontaktowy. Wkrótce cały oddział był już postawiony na nogi. O czternastej na ulicy wilczej, w mieszkaniu "Słonia", "Zośka" poprowadził odprawę przed akcją. Wszyscy byli gotowi do największego poświęcenia. Jak już pisaliśmy, aby przeprowadzić operację "Orsza" i "Zośka" musieli mieć jeszcze pozwolenie "Mietka", który miał z kolei skontaktować się z przełożonymi. Spotkanie odbyło się w niedługim czasie po odprawie. "Mietek" przyniósł złe wieści - nie udało mu się nawiązać kontaktu z Kiwerskim. Tym samym akcja musiała zostać przerwana. "Zośka" ze ściśniętym sercem postanowił zaniechać przedsięwzięcia. Wykazał się niezwykłym opanowaniem. Bał się jednak, że jego koledzy nie wytrzymają i postanowią zorganizować coś spontanicznie, dlatego też członkom oddziału ogłoszono, iż "Rudego" nie było w transporcie, który nadjechał. Rozczarowanie było ogromne, ale otwierała się szansa dopracowania planu, który miał do tej pory kilka poważnych niedociągnięć. Ot, chociażby sprawa odwrotu i wywiezienia odbitego "Rudego". Do tej pory miał tego dokonać "Gruby", czekający na dorożce konnej. Pojazd ten zastąpiono teraz dekawką zakupioną przez "Jeremiego". I właśnie "Jeremi" miał stać się szoferem, zajmując miejsce "Grubego". Poza tym nie było większych zmian. Omówmy zatem zasadniczy plan ataku. Pierwsza miała uderzyć sekcja "Butelki", której zadaniem było obrzucenie ciężarówki butelkami napełnionymi łatwopalnym środkiem wybuchowym. Gdyby akcja tej sekcji nie powiodła się, wkroczyć miał "Sten I", który szybką serią powinien zlikwidować obsadę szoferki. Strzelać powinni pod kątem prostym, aby nie poranić więźniów. Gdyby i to nie powiodło się, do akcji wkraczała grupa "Sten II" i strzelała już pod kątem 45 stopni, co narażało na szwank zdrowie, a nawet życie wiezionych w ciężarówce. Ryzyko to było jednak usprawiedliwione. Następna w kolejności sekcja "Granaty" miała rozkaz powstrzymania wroga za wszelką cenę. Tu już nie liczyło się nic oprócz zatrzymania pędzącej więźniarki.

Nadszedł piątek 26 marca 1943 roku. O godz. 16.00 miało dojść do spotkania Floriana Marciniaka i "Orszy" z majorem Kiwerskim, który dopiero co wrócił do Warszawy. Wszystko odbyć się miało na Placu Trzech Krzyży. Wcześniej zaalarmowano, iż "Rudy" wyjechał na Szucha. "Orsza", Marciniak i towarzyszący im "Giewont" stawili się punktualnie. Kiwerski nie przybywał do 16.40. Jego niedoszli rozmówcy zaczęli się niepokoić. "Orsza" i "Giewont" postanowili wrócić do oddziału. Marciniak nadal czekał. W końcu po 16.45 pojawił się tak długo wyczekiwany major. Szybko zadecydował o przeprowadzeniu akcji. Marciniak natychmiast dał znać pozostałym. "Jur" czekał w knajpie przy ulicy Długiej na telefon od "Wesołego". Na chwilę przed wyczekiwanym sygnałem miał zatarg z pewnym mężczyzną, który chciał skorzystać z aparatu. "Jur" zachował zimną krew i stanowczo przegonił delikwenta. Tymczasem "Wesoły" poprosił znajomego gestapowca o możliwość połączenia się telefonicznego. Zadzwonił do "Jura". Mówił o towarze, zachwalał kupno. Kolega bez trudu zrozumiał zaszyfrowaną wiadomość. "Jur" popędził teraz w stronę oddziału. Gdy tylko zobaczyli go przyjaciele, już wiedzieli, że przed akcją nie ma odwrotu. Informację o tym, że Rudy nadjeżdża "Jur" przekazał dalej. Było około 17.20. Pod Arsenałem Polacy szykowali się do bitwy. Ich uwagę przyciągnęło dziwne zachowanie kilku mężczyzn, jakby na coś wyczekujących. Dopiero później okazało się, iż nie mieli nic wspólnego z wywiadem niemieckim, a jedynie... z firmą przewozową. Zaniepokojony "Zośka" przegrupował nieco "Ubezpieczenie", aby jego żołnierze wzięli pod obserwację i uwagę nieznajomych. Sygnał zapoczątkowany przez "Wesołego" dotarł przez "Kubę" i "Kadłubka" do "Giewonta" i "Orszy". O 17.30 nadjechała długo wyczekiwana ciężarówka. Minuty wlokły się niemiłosiernie, a napięcie potęgował fakt, iż przed Polakami co rusz przesuwali się funkcjonariusze niemieckiej policji - zarówno spacerujący "granatowi" czy mijający grupę patrol na motocyklu. "Orsza" zasygnalizował przybycie więźniarki gwizdkiem. Policjant, który przechadzał się w rejonie działania sekcji "Butelki" został ostrzelany przez "Zośkę". Pada, lecz mimo rany wciąż oddaje groźne strzały, które mogą przysporzyć kłopotów dzielnym Polakom. Na skrzyżowanie wjechała ciężarówka. Szofer musiał spostrzec zamieszanie, gdyż usiłował wykonać odwrót. Na jego nieszczęście sekcja "Butelki" spisała się na medal, przystępując do szybkiego ataku. Cztery butelki zlikwidowały zagrożenie, unieruchamiając kierowcę. Dwaj gestapowcy, którzy mu towarzyszyli, wyskakują na ulicę, aby ugasić płonące na nich ubranie. Jeden z nich próbuje nawet włączyć się do walki, co z pewnością pozytywnie świadczy o jego wytrzymałości i karności. Pojazd porusza się po pochyłości jezdni, lecz jego ruch nie jest szybki, co powoduje, iż nie ma z tej strony żadnego zagrożenia. Dwaj pozostali przy życiu konwojenci (znajdujący się w części przeznaczonej dla więźniów) stanowią ostatni problem do rozwiązania. Gestapowcy szybko otrząsnęli się z początkowego zaskoczenia i rozpoczęli ostrzeliwanie Polaków z wnętrza pojazdu, który zapewniał im schronienie. Dzięki akcji więźniów wypchnięto ich na zewnątrz. Raniony przez "Zośkę" policjant został dobity; wcześniej udało mu się śmiertelnie postrzelić "Buzdygana". Trzymający w rękach stena "Słoń" skorzystał z pomocy "Zośki", gdyż broń nie chciała strzelać. Dopiero dowódcy udało się ją odblokować. Idącego ulicą Nalewki oficera SS zastrzelił "Alek". Nadciągający z tego kierunku granatowy policjant nie chciał brać udziału w walce, ale również został zabity. "Katoda" prowadził walkę z grubym SA-manem. Starcie to zakończył celnym strzałem "Kopeć". Do frontalnego uderzenia na ciężarówkę nawołuje "Zośka", prowadząc za sobą grupę. Obaj gestapowcy zostali wyeliminowani z walki - jeden zabity, drugi raniony. Do klapy ciężarówki dopada "Kołczan". Po jej otworzeniu na ulicę wylęgli więźniowie. Nakazano im ucieczkę w stronę Starego Miasta. Tą samą drogą chcieli też wycofać się ci, którzy wzięli udział w akcji. Wszyscy szybko wydostali się z więźniarki. "Rudy" mozolnie przesuwał się do przodu. Jego stan był wyjątkowo ciężki, lecz koledzy byli niesamowicie szczęśliwi. Oddajmy głos Aleksandrowi Kamińskiemu ("Kamienie na szaniec" wyd. "Śląsk" 1989, str. 133):
"- Jest! Jest! - wrzeszczy ucieszony głos. - Jest Rudy!
Szalona radość, połączona z rozgorączkowaniem bitewnym, nie dostrzega zielonożółtego koloru twarzy Rudego, zapadniętych policzków, olbrzymiego sińca pod okiem, sinych uszu i patrzących na nich nieruchomo wielkich, otwartych oczu. Już go porwali na ramiona i niosą do czekającego samochodu."

W dekawce jest również "Buzdygan". "Zośka" siada obok kierowcy. Ruszają. Kierują się w stronę Starego Miasta. "Orsza" i "Giewont" zatrzymują przejeżdżającego opla i rekwirują maszynę w celu bezpiecznego przewiezienia ranionej Marii Szyfers, jednej z dopiero co uwolnionych. Za kierownicą zasiada "Jurek TK". Polacy w pośpiechu wycofują się z miejsca walki. Niestety, z bramy Urzędu Pracy padają strzały. Okazało się, iż strzały z bramy uniemożliwiają poprawny odwrót. "Alek" otrzymuje kulę w brzuch. Ostatnim wysiłkiem woli, już leżąc na ziemi, rzuca granat tam, skąd przylatują te piekielne kule. Gdyby nie interwencja "Anody", "Alka" zapewne zastrzeliłby Niemiec, który wyrósł jak spod ziemi obok zwijającego się z bólu Polaka. Zatrzymano kolejny samochód. Pakuje się nań "Alek", większość rozpierzchła się zgodnie z założeniami odwrotowymi. Uciekający "Hubert" szukał chwilowego schronienia na ulicy Długiej, gdzie został zatrzymany przez obywatela niemieckiego i policjanta. Dodatkowo ostatnie z aut, którym odjechali Polacy dogania ciężarówka niemiecka. Ranny "Alek" rzuca kolejny granat pod wrogi pojazd, likwidując zagrożenie. Wszyscy są już bezpieczni. Mają zdać broń w magazynie przy ulicy Ciepłej.

Rany, jakie odniosło kilku uczestników akcji pod Arsenałem były ciężkie. Zacznijmy od "Buzdygana", którego wkrótce ulokowano w szpitalu Przemienienia Pańskiego, gdzie zmarł 2 kwietnia 1943 roku w wyniku odniesionych obrażeń. Złapany "Hubert" zmarł na śledztwie. "Alek" i uratowany "Rudy" również nie przeżyli, lecz ich śmierć szczególnie wstrząsnęła Polskim Podziemiem. Ci dwaj, zawsze rywalizujący ze sobą, młodzi i ambitni żołnierze po raz ostatni zamknęli swe oczy tego samego dnia, 30 marca 1943 roku. "Rudy" ostatnie chwile swego życia spędził w mieszkaniu profesora Gustawa Wuttke przy ulicy Kazimierzowskiej 15. Początkowo umieszczono go na Ursynowskiej, jednak ze względów bezpieczeństwa "Zośka" zmuszony był do przeniesienia przyjaciela. Specjalnie dla "Rudego" przybywali wybitni lekarze, których udało się zwerbować do tych sekretnych działań. Desperacja Polaków była tak duża, że zdecydowano się nawet przeprowadzić improwizowaną operację "Rudego" w willi przy ulicy Kieleckiej. Zadania tego podjął się dr Trojanowski. Nie doszło jednak do niej, gdyż stan "Rudego" pogorszył się tak gwałtownie 30 marca, że przenosiny na Kielecką nie były możliwe. "Zośka" zadecydował, że przyjaciel zostanie przewieziony do szpitala. Wkrótce po przywiezieniu do placówki medycznej "Rudy" zmarł. Z kolei "Alka" szybko zawieziono do szpitala Dzieciątka Jezus, gdzie pracował dr Trojanowski. Niestety, operacja nie powiodła się. "Alek" umierał w całkowitym spokoju, ciesząc się z oswobodzenia przyjaciela. Zarówno "Rudy", jak i "Alek" spoczęli na cmentarzu powązkowskim. Po wojnie ich zwłoki pochowano w tym samym grobie.

Smutny był bilans akcji pod Arsenałem. Jednak strzały, jakie wtedy rozległy się w Warszawie, nie były ostatnimi. Wkrótce nadszedł czas zemsty na bestialskich gestapowcach Lange i Schultzu. Nie tylko chęć prywatnego odpłacenia się za krzywdy poniesione przez Polaków doprowadziła do likwidacji Niemców. Obaj stosunkowo najwięcej wiedzieli o działalności, strukturze Szarych Szeregów, a ich informacje mogły stanowić zagrożenie dla Polskiego Podziemia. 6 maja przed własnym domem zamordowany został gestapowiec Schultz. 22 maja podobny los spotkał gestapowca Lange, który zginął na placu Trzech Krzyży. 12 kwietnia 1943 roku Kedyw przekazał uczestnikom akcji specjalny rozkaz:
"Komenda Sił Zbrojnych w Kraju
Nr BP/L 68. 3.V.1943 r.
"30" - "Motor"
Na podstawie upoważnienia Naczelnego Wodza Rzplitej Polskiej nadaję:
ś.p. ob. Gliździe Krzyż Virtuti Militari V-tej klasy za bohaterską postawę wobec wroga i śmierć na posterunku;
ś.p. ob. Tadziowi II K.W. po raz pierwszy za wyróżniającą się służbę żołnierską w szeregach wojska w konspiracji i śmierć na posterunku;
ob. Kajmanowi ["Zośka]
ob. Anodzie
ob. Słoniowi
ob. Maćkowi
ob. Kołczanowi
K.W. po raz pierwszy za wyróżniającą się służbę żołnierską w szeregach wojska w konspiracji.
Komendant Sił Zbrojnych w Kraju
(-) Grot
12.IV.1943 r."
Dodatkowo osiem dni później "Orsza" został mianowany podporucznikiem.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków