"Po wojnie mnie rozstrzelają"
- dział Ciekawostki


Pierre Laval to postać niezwykle kontrowersyjna, a pod niektórymi względami także tragiczna. Po upadku Francji zaangażował się w budowanie marionetkowej Republiki Vichy, kolaborującego z Niemcami państwa zarządzanego przez Philippe’a Petaina. Przez lata sprzyjał okupantowi, nawet nie stwarzając pozorów antyniemieckiego oporu. W czerwcu 1942 roku, w przemówieniu radiowym skierowanym do narodu francuskiego, zachęcał rodaków do zgłaszania się na roboty do Niemiec, a jednocześnie publicznie zapewniał o francusko-niemieckiej przyjaźni, życząc III Rzeszy sukcesów na frontach II wojny światowej. Po zakończeniu wojny natychmiast przypięto mu łatkę zdrajcy i postawiono przed specjalnym trybunałem, który skazał Lavala na śmierć. Polityk obrał dość ciekawą linię obrony, twierdząc, iż jego postawa wymagała niezwykłego poświęcenia, a wszystko, co uczynił, robił w trosce o dobro Francji i Francuzów. Historyk Jan Zamojski, w bardzo ciekawej opinii na temat postępowania Lavala, stwierdził: „Stworzył im [Francuzom] "wygodną sytuację" w okresie okupacji, biorąc na siebie wszystko to, co najgorsze, jeśli chodzi o współpracę z Niemcami. A potem zapłacił najwyższą cenę, stając się kozłem ofiarnym, na którego można było zwalić wszystkie winy, wszystkie grzechy, wszystkie świństwa”. Jeszcze w trakcie trwania konfliktu Laval stwierdził, iż spodziewa się, że po wojnie zostanie rozstrzelany. Mimo tego kontynuował swoją politykę pragmatyzmu, chroniąc kraj przed większymi prześladowaniami ze strony Niemców. Nie mylił się. 15 października o godz. 12.32 wykonano wyrok zasądzony przez francuski trybunał. Laval umierał ze słowami: „Niech żyje Francja!”. Kontrowersje związane z jego postawą czynią z niego postać nietuzinkową i ze wszech miar tragiczną. Jego prawdziwe ambicje i motywy działania nigdy nie zostaną w pełni poznane.


Polecamy


Patronat


Recenzje