Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Żołnierz polski bije się za wolność wielu narodów, ale umiera tylko dla Polski", Stanisław Maczek

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Zamach na Władysława Sikorskiego
- katastrofa w Gibraltarze


Władysław Sikorski w okresie międzywojennym nie był odznaczającym się oficerem, choć pierwsze lata po odzyskaniu przez Polskę niepodległości spędził na czołowych stanowiskach Wojska Polskiego (przez krótki okres sprawował nawet funkcję premiera, zażegnując kryzys wywołany zabójstwem prezydenta Narutowicza). Konflikt z Józefem Piłsudskim zaważył na karierze Sikorskiego i wyłączył go poza kręgi sanackie. Nawet po śmierci marszałka Sikorski nie zdecydował się wyjść z cienia i rozpocząć aktywnej służby w Wojsku Polskim, które przecież potrzebowało zdolnych i doświadczonych oficerów. Dopiero po klęsce wrześniowej, w czasie której znów pozostał bez przydziału (mimo nalegań, Edward Rydz-Śmigły, ówczesny Wódz Naczelny, pozostał niewzruszony), mógł wreszcie się wybić, odzyskując wpływ na wydarzenia dotyczące ojczyzny. Jeszcze w trakcie kampanii wrześniowej przedostał się do Francji, gdzie szybko zabrał się za tworzenie Rządu Polskiego na Emigracji, stając na jego czele już 30 września. Prezydent RP mianował go wkrótce Naczelnym Wodzem i Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych, co stawiało Sikorskiego na pierwszej pozycji wśród polityków działających na emigracji. Jego działalność dotyczyła przede wszystkim dziedzin wojskowości, jednak nowy premier dał się także poznać jako świetny dyplomata, który potrafił decydować w momentach krytycznych i sterować państwem polskim, nawet tym podziemnym w okupowanym kraju. Dlatego też postać Sikorskiego stała się szybko symbolem walki narodu polskiego poza granicami byłej Rzeczypospolitej. W okupowanej ojczyźnie stawiano go za wzór bohaterstwa i przykład niezłomnego polityka. Co więcej, niezwiązanego z przedwojenną sanacją, którą obarczano za klęskę podczas Wojny Obronnej 1939 roku. Wspomnieć musimy, iż także poza granicami ziem zagarniętych przez Niemców i Sowietów na początku II wojny światowej Sikorski stał się numerem jeden wśród polskich polityków. Jemu zawdzięczamy znaczne wzmocnienie pozycji Polaków wśród koalicji narodów alianckich - udział Polskich Sił Zbrojnych w walkach na rozmaitych frontach, szereg paktów i deklaracji, spotkania z najważniejszymi przedstawicielami dyplomacji zagranicznej - wszystko to za sprawą gen. Władysława Sikorskiego (rangę generała dywizji uzyskał w kwietniu 1921 roku, zostając przy okazji szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego). Emigracyjna kariera Sikorskiego rozwijała się szybko i prężnie, gdyż w krótkim czasie zdobył on sobie zaufanie aliantów i został potraktowany jako partner i sojusznik, nie jako człowiek, za którego kraj mieli umierać sprzymierzeni z Polską żołnierze. Zaangażowanie Polaków w wojnie na zachodzie Europy czy w Afryce sprawiło, iż sprawa Polski w polityce mocarstw zyskała sobie dużą rangę. Wszystko toczyło się po myśli Sikorskiego. Do czasu. 22 czerwca 1941 roku Niemcy zaatakowały dotychczasowego sojusznika, Związek Sowiecki, który automatycznie zagościł w szeregach aliantów. Tym samym po jednej stronie barykady stanął najeźdźca i jego niedawna ofiara. Premier Polskiego Rządu na Emigracji zdecydował się na nawiązanie stosunków dyplomatycznych z ZSRS i unormowanie kwestii, które do tej pory dzieliły oba kraje. W związku z tym podpisano 30 lipca 1941 roku w Londynie porozumienie między Sikorskim a Iwanem Majskim, ambasadorem sowieckim w Wielkiej Brytanii, zwane od nazwisk sygnujących dokument układem Sikorski-Majski. Porozumienie dotyczyło relacji obu państw oraz unieważnienia porozumień sowiecko-niemieckich z 1939 roku. Dodatkowo rząd radziecki zgodził się zwolnić polskich jeńców wojennych, którzy zostali schwytani podczas <kampanii wrześniowej. W praktyce układ Sikorski-Majski niewiele dawał stronie polskiej, co więcej, doprowadził do pierwszego tak poważnego kryzysu gabinetowego w rządzie Sikorskiego. Dymisje Sosnkowskiego, Zaleskiego i Seydy, krytykujących posunięcie przełożonego, były wysoką ceną za podpisanie układu, który tak naprawdę, oprócz uznania władz polskich i rzekomej "amnestii" (termin ten także głośno krytykowali zwolnieni politycy), niewiele Rządowi Emigracyjnemu dawał. Nawet Brytyjczycy, choć oficjalnie zakomunikowali o braku zmian we wschodniej granicy przedwojennej Rzeczypospolitej, zgadzali się co do tego, iż zmiany graniczne w Europie Środkowej z pewnością nastąpią po zakończeniu działań. Takie stanowisko zajął minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii podczas obrad Izby Gmin. Mimo wszystko Sikorski zażegnał poważny kryzys związany z podpisaniem układu i nawiązaniem stosunków ze Związkiem Sowieckim. Zyskał sobie również poparcie polityków, którzy powracali z odosobnienia na terenie ZSRR.

Relacje na linii Londyn-Moskwa układały się od tego czasu różnie. Widoczna była wzajemna nieufność i brak lojalności - Sowieci planowali ustanowienie w Polsce rządów komunistycznych, Sikorski kierował Związkiem Walki Zbrojnej i Armią Krajową, koncentrując się na walkach przeciwko Niemcom i obawiając wkroczenia Armii Czerwonej na tereny rdzennie polskie, co mogło nastąpić w przyszłości. Przełom, niestety, negatywny, nastąpił dopiero w kwietniu 1943 roku. Niemcy podali informację, iż odnaleziono groby polskich oficerów <pomordowanych podczas sowieckiej okupacji. Polski Rząd na Emigracji wielokrotnie zwracał się z pytaniami do Józefa Stalina i Wiaczesława Mołotowa, próbując dowiedzieć się czegokolwiek na temat oficerów, którzy nie wrócili mimo "amnestii". Zwodzono ich i odwlekano termin ostatecznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji. Teraz wyjaśniła się ona w dużym stopniu dzięki niemieckiej propagandzie wymierzonej w zniszczenie niejednolitej koalicji alianckiej. Strona polska, jak można się było spodziewać, po raz kolejny zażądała wyjaśnień od rządu sowieckiego, zgłaszając przy okazji prośbę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie grobów. ZSRS odżegnał się od popełnia masowej zbrodni i w odpowiedzi... zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem Sikorskiego. Antysowieckie nastroje ponownie sięgnęły zenitu, a na Wyspach Brytyjskich Polacy rozpoczęli prężną kampanię informującą o złych zamiarach Związku Sowieckiego, który niszczy od środka koalicję aliancką.

Napięcie związane z niepewną sytuacją polsko-sowiecką wzrastało. Sikorski krytykowany był przez część swoich ministrów za zbyt łagodne podejście do sprawy mordu katyńskiego i proszony o drastyczniejsze kroki w stosunku do Stalina i Churchilla, który tymczasem starał się wymóc na Polakach ugodę ze Związkiem Sowieckim. Brytyjska i amerykańska prasa prześcigały się w doniesieniach na temat rzekomych złych intencji polskiego sojusznika, ze strony koalicjantów rozpoczęły się naciski na premiera, aby ten usunął z rządu najbardziej zawziętych ministrów nie sprzyjających pojednaniu w łonie sprzymierzonych. Okazało się bowiem, iż nagły rozgłos, jaki nabrała sprawa odnalezienia przez Niemców grobów polskich oficerów, nie służył aliantom, gdyż nagle wytworzyła się głęboka, głębsza niż wszystkie do tej pory, rysa na niejednolitej przecież koalicji targanej rozmaitymi problemami. Churchill starał się ugłaskać Stalina zapewnieniami o rychłych zmianach w Polskim Rządzie na Emigracji, pisząc mu 12 maja, iż skład Polskiego Rządu może zostać ulepszony, przy czym Sikorski najprawdopodobniej zostanie pozostawiony na sprawowanym stanowisku. Co więcej, w tym samym okresie doszło do poważnego zatargu z Emigracyjnym Rządem Czechosłowacji, który nie popierał Polaków w ich akcji przeciwko katyńskiej oraz nastrojach antyradzieckich. Upadła zatem wizja sojuszu polsko-czechosłowackiego. Czesi zdecydowanie odcięli się od oskarżeń kierowanych pod adresem Związku Sowieckiego i od unormowania stosunków z tym krajem uzależnili dalsze rozmowy z Polakami. Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta, gdy polskie wojska na Bliskim Wschodzie, przeniesione niegdyś z ZSRR zagroziły buntem. To skłoniło Sikorskiego do szybszego planowania podróży na Bliski Wschód, podczas której nie tylko odwiedziłby polskich żołnierzy, odbyłby rozmowy z dowódcami, ale i być może udałby się do Moskwy, gdzie miałby okazję przeprowadzenia ważnych rozmów ze stroną radziecką. Pomysł wycieczki na Bliski Wschód padł w marcu 1943 roku, a w kwietniu szef sztabu gen. Klimecki odleciał na miejsce stacjonowania II armii polskiej, aby przygotować grunt pod przybycie Naczelnego Wodza. Niektórzy dyplomaci polscy ostrzegali premiera przed zbyt pochopnymi krokami i węszyli spisek, odradzając odlot z Londynu, szczególnie w tym napiętym okresie. Wśród nich znaleźli się Seyda, Raczkiewicz czy Grabski. Ba, innym ukazał się podobno brytyjski oficer wywiadu, dając do zrozumienia, iż Sikorski nie powinien nigdzie odlatywać. Naczelny Wódz chyba niezbyt się przejął marami męczącymi polskich polityków i z pełnym zaangażowaniem przystąpił do przygotowań do wyjazdu. Gen. Klimecki meldował w tym czasie, iż przyjazd na Bliski Wschód jest konieczny. W związku z tym Sikorskiemu nie zostało nic innego, jak 22 maja, na ostatnim posiedzeniu Rady Ministrów, pożegnać swoich podwładnych słowami: "[...] autorytet mój, jako szefa rządu i Naczelnego Wodza, cierpi niepomiernie na tym, gdy od wielu tygodni podczas każdej rozmowy z premierem Churchillem i ministrem Edenem, oni do sprawy agitacji w armii Andersa powracają [...] Muszę im powiedzieć, iż się mylą, że wystarczy moje zjawienie się wśród żołnierzy, aby wróciło wszystko do należytego porządku". Generał zapowiedział też rychłą normalizację stosunków z ZSRR, czemu miał podporządkować pracę po powrocie z Bliskiego Wschodu.

25 maja wieczorem z podlondyńskiego lotniska wystartował samolot, który zabrał Sikorskiego do Gibraltaru. Na pokładzie "Liberatora" Naczelny Wódz mógł czuć się bezpiecznie. Ta potężna maszyna uchodziła z jedną z najlepszych w swoim rodzaju. Z brytyjskiej bazy udał się do Kairu, gdzie wylądował 27 maja. Co ciekawe, Józef Szczypek ("Władysław Sikorski - fakty i legendy") podaje informację, jakoby kilku z polskich ministrów miało usłyszeć w słuchawkach ich telefonów w momencie, gdy Sikorski przebywał w Gibraltarze, iż jego samolot rozbił się, a on sam zginął. Nie wiadomo, kto dzwonił i przekazywał tego typu informacje. Skłania to jednak ku tezie, iż śmierć Sikorskiego mogła być zaplanowanym atakiem. W egipskiej stolicy Sikorskiego przywitała specjalna delegacja, w skład której wchodził m.in. gen. Władysław Anders. Pierwsze rozmowy dotyczyły sytuacji wojsk polskich w Iranie. Plotki odnośnie fermentu wśród polskich żołnierzy miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, co potwierdził sam Anders. W Kairze Sikorski przebywał w dniach 27-31 maja, gdzie dyskutował nie tylko z polskimi wojskowymi, ale i z Brytyjczykami, w tym gen. Wilsonem. Następnie udał się do Iraku, gdzie dotarł w godzinach popołudniowych 1 czerwca. I znowu Naczelny Wódz odbył szereg rozmów, tym razem z oficerami Polskich Sił Zbrojnych na Wschodzie oraz żołnierzami, którzy szybko wykazali się patriotyzmem i oddaniem dla sprawy polskiej. Inspekcja Sikorskiego wykazała, że żołnierze polscy być może są zniecierpliwieni chwilową bezczynnością, ale daleko im do zapędów rewolucyjnych i nie mają zamiaru obracać się przeciwko Rządowi Polskiemu na Emigracji. Wykazali się też sprawnością bojową podczas prowadzonych ćwiczeń, prezentacji przed premierem. 14 czerwca podpisał on awanse i odznaczenia dla żołnierzy Dywizji Strzelców Karpackich. Następnie, 17 czerwca, Naczelny Wódz udał się do Libanu, gdzie ponownie brał udział w debatach z Polakami i Brytyjczykami, a także znalazł czas na krótki wypoczynek. 28 czerwca odleciał do Kairu, gdzie dotarł wieczorem. Był tam już gen. Anders i obaj panowie odbyli ostatnie rozmowy. 3 lipca Sikorski wydał ostatnią w swoim życiu odezwę do żołnierzy polskich, napisał także do Andersa, który zapadł na malarię. Wreszcie udał się na lotnisko, gdzie żegnali go brytyjscy i polscy dygnitarze. Po oficjalnej ceremonii pożegnania Naczelny Wódz i towarzyszące mu osoby wsiedli na pokład Liberatora AL 523 i odlecieli do Gibraltaru. Była to dokładnie ta sama maszyna, którą podróżował w drodze na Bliski Wschód. Sam Sikorski poprosił Brytyjczyków o przydzielenie mu owego Liberatora i jego załogi, z kpt. Edwardem Maxem Prchalem jako pilotem.

Kpt. Prchal był czeskim pilotem, który doświadczenie wypracował sobie już w czasie trwania konfliktu. Młody wiek, miał wtedy 33 lata, nie przeszkadzał mu w zdobywaniu najwyższych not podczas oceniania przez dowództwo. Także Sikorski docenił jego umiejętności i fachowość, żądając kolejnego przelotu właśnie z Czechem. Podczas odlotu z Kairu wystąpiły pierwsze komplikacje. Maszyna straciła nagle oba silniki, co dziwiło tym bardziej, iż prowadzony był wcześniej przegląd. Kolejne badanie samolotu wykazało usterkę, która uniemożliwiła pracę silników. Po jej usunięciu maszyna wzbiła się w powietrze i obrała kurs na Gibraltar, gdzie załoga dotarła o 16.40. Tam Naczelny Wódz zdecydował się pozostać o 24 godziny dłużej niż planowało to brytyjskie dowództwo. Gubernator Gibraltaru wpadł w popłoch, gdyż tego samego dnia do bazy miała przybyć delegacja radziecka z Iwanem Majskim w składzie. Uzyskał jednak zgodę dowództwa na "przenocowanie" Sikorskiego i jego towarzyszy podróży, jednakże warunkiem był brak styczności Polaków i Sowietów, aby nie doszło do politycznego skandalu. Przez cały okres pobytu obydwu delegacji udało się uniknąć przypadkowego kontaktu, a Majski był wysoce zaskoczony, gdy po odlocie do Kairu poinformowano go, iż tuż obok jego samolotu stał Liberator, którym podróżował Sikorski. Wróćmy jednak do sprawy wypadku. Maszyna pilotowana przez Prchala otrzymała nietypową ochronę, bowiem gubernator nakazał pilnowanie Liberatora wartownikom z 511. Dywizjonu Transport Command. Wartą kierował plut. William Davis, który osobiście miał doprowadzić do tego, aby strażnicy objęli wyznaczone posterunki. Co ciekawe, jeden z nich pilnował samolotu w jego wnętrzu. Doszło przez to do komicznej sytuacji, gdy dwaj polscy oficerowie wysłani po dokumenty do samolotu natrafili na zaryglowane drzwi i dopiero siedzący w pomieszczeniu wartownik umożliwił im wejście do środka. Co więcej, strażnicy otrzymali specjalną listę osób, które miały dostęp do samolotu. Tyle tylko, że albo nie wykonali dokładnie swego zadania, albo nie przywiązali do niej wagi, gdyż do Libearatora dwukrotnie wchodził kapral Titterington, który odbierał stamtąd pocztę - jego na liście nie było, a mimo to nie natrafił on na żadną przeszkodą przed dostaniem się do maszyny. Dzięki późniejszemu śledztwu udało się ustalić, iż faktycznie podjęto nadzwyczajne środki ochrony Liberatora, jednakże zostały one mocno zaniedbane przez żołnierzy Davisa. Momentami wytrwale pilnowali oni samolotu, a czasem smacznie spali, nie przejmując się wyznaczonym zadaniem. 4 lipca o godz. 13.00 Sikorski odebrał defiladę jednego z brytyjskich pułków piechoty, następnie udał się na zwiedzanie Gibraltaru, mając za przewodnika gubernatora gen. Mac Farlane'a. Późnym popołudniem Naczelny Wódz udał się do amerykańskiej placówki dyplomatycznej i rozmawiał z francuską misją dyplomatyczną. Wieczorem Sikorskiego czekał jeszcze bankiet wydany przez gubernatora. Jakież było zaskoczenie polskiego generała, gdy usłyszał melodię Mazurka Dąbrowskiego odgrywaną przez królewskich kobziarzy. Ten miły akcent był jednym z ostatnich podczas gibraltarskiej wizyty Sikorskiego, gdyż zmuszony był on wkrótce udać się na lotnisko, gdzie czekał już przygotowany do lotu samolot. Na pokład zabrali się Sikorski, jego córka Zofia Leśniowska, gen. Klimecki, płk Marecki, bryg. Whitley, ppłk Cazalet, adiutant generała por. Ponikiewski, sekretarz Kułakowski i emisariusz Polski Podziemnej Pańkowski-Gralewski. Ponadto załoga Liberatora w liczbie sześciu osób oraz dwóch Brytyjczyków, którzy prawdopodobnie byli agentami Secret Intelligence Service, brytyjskiego wywiadu. Dodatkowi pasażerowie oraz ogromna ilość bagażu być może stały się dużym balastem dla Liberatora, którego silniki ruszyły o 23.00. W siedem minut później potężna maszyna wzbiła się w powietrze. Jakież było zdziwienie obserwujących odlot, gdy po kilkunastu sekundach wszystkie cztery silniki przestały pracować, a samolot rozpoczął powolne spadanie w stronę morza około 550 metrów od gibraltarskiego skalistego wybrzeża. Wreszcie maszyna uderzyła w wodę. Ci, którzy jeszcze przed chwilą machali na pożegnanie, teraz zamarli z przerażenia. Maszyna wywróciła się w wodzie i w kilka minut po uderzeniu w wodę zaczęła tonąć.

Akcja ratunkowa prowadzona była w szybkim tempie i z wielkim zaangażowaniem. Do operacji przystąpiono energicznie i już po chwili na lądzie znalazł się pierwszy pilot, którego uratowała kamizelka założona prawdopodobnie już w trakcie lotu. Co dziwne, Prchal nie miał w zwyczaju zabezpieczać się w ten sposób i niewyjaśnionym zostało, kiedy zdążył przygotować się do zatonięcia poprzez założenie tak zwanej Mey-Westki. Niestety, chwilę potem odnaleziono ciało gen. Sikorskiego, które pełne było krwawiących ran. Naczelny Wódz zginął w katastrofie, a razem z nim i inni pasażerowie. Część ciał nie została odnaleziona, w tym zwłoki Zofii Leśniowskiej. Por. Łubieński, który jeszcze kilkanaście godzin wcześniej cieszył się, iż poleci z premierem do Londynu, teraz mógł odetchnąć z ulgą, iż Sikorski nie zdecydował się jednak go zabrać. Porucznik zameldował do stolicy Wielkiej Brytanii, opisując okoliczności śmierci Naczelnego Wodza, a przede wszystkim informując prezydenta i Radę Ministrów o tym smutnym wydarzeniu. Krótko po zakończeniu akcji ratunkowej Brytyjczycy przystąpili do organizowania komisji śledczej, która miała ustalić przyczyny incydentu. Płetwonurkowie jeszcze w kilka dni po tragicznej katastrofie wyławiali ciała załogi i pasażerów. W Londynie i okupowanej Polsce trwała ogólnonarodowa żałoba po śmierci wielkiego męża stanu, jakim niewątpliwie był Sikorski. Nawet jego przeciwnicy polityczni musieli przyznać, iż Polska straciła wielkiego człowieka. 5 lipca przeniesiono jego ciało z kostnicy do katedry Najświętszej Marii Panny w Gibraltarze. W okupowanym kraju niemieckie radiostacje powiadomiły o zajściu, które goebbelsowska propaganda nazwała zamachem zorganizowanym przez Anglików i Sowietów. Polska Podziemna gwałtowanie zareagowała na oszczercze oskarżenia godzące w koalicję aliancką i zaprzeczyła w ostrych słowach doniesieniom niemieckim. Patriotyczne akcje w Generalnym Gubernatorstwie uświetniły pogrzeb Sikorskiego, którego ciało zostało przewiezione na pokładzie kontrtorpedowca "Orkan" w dniu 10 lipca do Plymouth. Tego samego dnia rozpoczęto celebrowanie w Londynie, który na kilka dni pogrążył się w żałobie. 16 lipca zwłoki Naczelnego Wodza pochowano na cmentarzu wojskowym w Newark, obok kilkudziesięciu innych polskich żołnierzy.

Sikorski był postacią nietuzinkową i wiele znaczącą dla sprawy polskiej poza granicami okupowanej ojczyzny. Rzecznik współpracy aliantów znalazł drogę do porozumienia ze Związkiem Sowieckim i wypracował Polakom dobrą pozycję wyjściową do powojennych rokowań, stawiając ją wśród najbardziej zaangażowanych w wojnę państw koalicji. Ludność okupowanego przez Niemców kraju uznała Sikorskiego za bohatera, który życiem przypłacił swoją działalność. Jednocześnie jednak w śmierci Wodza Naczelnego i premiera Rządu Polski na Uchodźstwie zaczęto dopatrywać się spisku. Okazało się bowiem, iż okoliczności katastrofy samolotu, na pokładzie którego był Sikorski, były bardzo podejrzane. Coś dziwnego musiało stać się w powietrzu, iż sprawdzana wielokrotnie maszyna zawiodła. Co więcej, za wszystkim mógł stać sprytny zamachowiec, który widział w śmierci Sikorskiego osiągnięcie zamierzonego celu. Stąd też prawdopodobnym stało się, iż za rzekomym zamachem stali koalicjanci alianccy, którym nie na rękę była zbyt prężna działalność generała na obczyźnie. Domysły te rozwiać miały wyniki śledztwa opublikowane przez specjalną brytyjską komisję badającą tę sprawę. Zdecydowanie wykluczono możliwość sabotażu, jednakże ekspertom z Wielkiej Brytanii nie udało się ustalić, co tak naprawdę spowodowało tragiczny w skutkach wypadek. Prchal twierdził, iż przyczyną było zablokowanie steru, a silniki zostały wyłączone przez niego, aby uniknąć eksplozji w zderzeniu z taflą wody. Komunikat komisji wydany został 24 lipca. Polaków nie zadowoliło zdawkowe oświadczenie i postanowili oni wysłać własnych ekspertów w celu zbadania okoliczności śmierci Sikorskiego i innych pasażerów Liberatora. Na początku września wysłany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych inż. Ullman wyraził wątpliwości odnośnie spostrzeżeń komisji brytyjskiej, których nie potwierdziła kolejna ekipa wysłana do Gibraltaru przez Polaków. Polscy eksperci nie zgadzali się z wydanym oświadczeniem, uważając m.in. za niemożliwe zablokowanie steru w sposób, który opisali Brytyjczycy i sam Prchal. Wiele informacji wskazywało na to, iż w Gibraltarze dopuszczono się poważnych niedopatrzeń, a wszystko mogło być z góry ukartowaną grą. Nie ma jednak na to dowodów. Część historyków wysunęła myśl, iż był to sprytnie zaplanowany zamach na głowę Rządu Polskiego na Emigracji, część jednak obala tę teorię, uważając ją za bzdurną i nie mającą oparcia w rzeczywistości (m.in. Olgierd Terlecki). Sensacyjne doniesienia podniecali także ci, którzy żerowali na śmierci Sikorskiego, jak chociażby pisarz Rolf Hochhuth, który udzielił szeregu wywiadów, wykazując się niezwykłym wręcz talentem do siania zamętu. Wprawdzie nie posiadał dowodów na potwierdzenie swoich teorii spiskowych, jednakże znakomicie wykorzystał przysługujące mu w latach sześćdziesiątych pięć minut i odniósł spory sukces, wystawiając sztukę "Żołnierze", za którą... został podany do sądu przez Prchala. Czeski pilot sprawę wygrał i zainkasował sporą sumkę. Tak czy inaczej, Hochhuth zamierzony cel osiągnął, gdyż wywołał niemałe zamieszanie na światowej scenie publicystycznej.

Wróćmy jeszcze do akcji wydobywania wraku. Włodzimierz Kowalski dopatruje się wyraźnych zaniedbań strony brytyjskiej, która do zadania oddelegowała niedoświadczonych płetwonurków. Taką opinię przekazał jedyny polski członek komisji brytyjskiej, inż. S. Dudziński. Zwolennikiem spiskowej teorii jest również Tadeusz Kisielewski, który w swoich niedawnych publikacjach "Zamach" i "Zabójcy" dopatruje się sabotażu i obala teorię, jakoby samolot miał się rozbić z powodu przypadkowej usterki czy błędu pilota. Jak było naprawdę, tego nie wiemy. Propaganda niemiecka nazwała to kontynuacją sprawy katyńskiej i o zajście oskarżyła Anglików wespół z Sowietami, którym nie w smak była działalność Sikorskiego. Czas pokazał, że i z następcy Generała na stanowisku premiera Polskiego Rządu na Emigracji, Stanisława Mikołajczyka, koalicjanci nie byli zadowoleni.

Odszedł wielki człowiek, nie pomogły nawet płomienne kondolencyjne przemówienia Churchilla, który stwierdził: "Jego śmierć w wyniku katastrofy samolotowej w Gibraltarze była jednym z największych ciosów, jaki nas dotknął... Był symbolem i ucieleśnieniem tego ducha, który niósł naród polski poprzez stulecia nieszczęść i który nie dał się złamać przez najcięższy los".

Po latach, 17 września 1993 roku, prochy Władysława Sikorskiego miały znaleźć się tam, gdzie spoczywali najbardziej zasłużeni w historii Polski - na krakowskim Wawelu.


Konkurs


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków