Tadeusz Chciuk - kurier, emisariusz, bohater - jako jedyny skakał dwukrotnie do okupowanej Polski

Artykuły serwisu "II wojna światowa"



316. Dokładnie tylu było cichociemnych - zakonspirowanych spadochroniarzy, którzy zostali zrzuceni nad okupowaną przez Niemców Polską, by zasilić szeregi Polskiego Podziemia. Każdy z nich zasługuje na osobny rozdział w historii. Ale nawet wśród tak nielicznego grona bohaterów znaleźli się ludzie, którzy swoją wyjątkowością wybijali się na pierwszy plan. Tadeusz Chciuk-Celt czy Elżbieta Zawacka to prawdziwa elita, a koleje ich życia stały się symbolem poświęcenia, odwagi i wielkiego patriotyzmu.



Kim byli "biali kurierzy"?

Historia kurierów, którzy w czasie niemieckiej i sowieckiej okupacji przeprowadzali ludzi przez granice jest zdominowana dziejami tatrzańskich przewodników. Stosunkowo mało mówi się o tzw. ,,białych kurierach" związanych przede wszystkim z rejonem Drohobycza. Rekrutowali się z tamtejszego klubu sportowego Junak - młodzi, brawurowi, pełni zapału. Nie było ich wielu, góra trzydziestu. Głównie harcerze, w konspiracji członkowie Szarych Szeregów. Po agresji ZSRR na Polskę postanowili walczyć z okupantem w specyficzny sposób. Wielokrotnie przeprawiali się przez granicę, głównie na Węgry, dokąd ewakuowano osoby zagrożone aresztowaniem ze strony zaborców, dekonspiracją, ale także przedwojennych wojskowych narażonych na prześladowania ze strony NKWD. Po dotarciu do Budapesztu Polacy byli transportowani na Zachód, gdzie często wchodzili w skład Polskich Sił Zbrojnych we Francji. Swoją nazwę zawdzięczali białym strojom maskującym, które ubierali zimową porą. Szczyt ich działalności przypadł na przełom 1939 i 1940 roku, gdy przedzierali się przez wzniesienia Karpat w gęstym śniegu i siarczystym mrozie. Wielu z nich zostało pojmanych przez Sowietów, którzy wobec polskiego ruchu oporu stosowali wyjątkowo brutalne metody. Polaków przesłuchiwano w fatalnych warunkach, byli torturowani, niejednokrotnie mordowani. W efekcie niewielu ,,białych kurierów" przetrwało do 1945 roku. Z tego też względu działalność grupy jest stosunkowo słabo udokumentowana. Największą wartość przedstawiają spisane po wojnie wspomnienia Tadeusza Chciuka, który w konspiracji posługiwał się wieloma pseudonimami, w tym najbardziej rozpowszechnionym ,,Marek Celt". Chciuk-Celt stał się prawdziwą legendą Polskiego Podziemia, nie tylko ze względu na uczestnictwo w niebezpiecznych misjach kurierskich.

Tadeusz Chciuk - do kraju za wszelką cenę

Urodził się 17 października 1916 roku w Drohobyczu. Tuz przed wojną udało się mu zdobyć magisterium z prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Dobrze zapowiadającą się karierę przerwał wybuch II wojny światowej. Przez kilka miesięcy Chciuk służył w formującym się polskim ruchu oporu, był członkiem Związku Walki Zbrojnej. Na przełomie 1939 i 1940 roku był jednym z ,,białych kurierów", pięciokrotnie przechodził szlak karpacki na Węgry. Wiosną 1940 roku przeprawił się do Francji, gdzie zaciągnął się do odtwarzanej polskiej armii. Dostał przydział do 3. Dywizji Piechoty, która w czasie kampanii francuskiej poniosła ciężkie straty w czasie obrony reduty bretońskiej. Polacy zostali rzuceni na odcinek frontu, którego nie dało się utrzymać wobec przytłaczającej przewagi sił niemieckich. W efekcie dywizja była wycofywana w nieładzie, żołnierzy pospiesznie ewakuowano do Wielkiej Brytanii. Tam Chciuk odbył przeszkolenie wojskowe, a w 1941 roku otrzymał przydział do pierwszej elitarnej grupy przygotowywanej do skoków spadochronowych nad okupowaną Polską. Chciuk na ochotnika zgłosił się do przebycia trasy do kraju. Jego status emisariusza politycznego można postawić na równi ze statusem cichociemnego. Odbył bowiem specjalny kurs spadochroniarski i tak jak cichociemni ruszył na wschód ze specjalną misją zleconą mu przez Rząd RP na Emigracji.


W drogę!

Po żmudnym treningu został zakwalifikowany do pierwszej operacji przerzucenia cichociemnych do okupowanej Polski. W efekcie był prawdziwym prekursorem polskich skoków spadochronowych w warunkach wojennych. W kraju miał sporządzić raport przeznaczony dla gen. Władysława Sikorskiego. Wyruszyli z lotniska w Wielkiej Brytanii. Mimo iż długą drogę przebyli względnie spokojnie, załoga samolotu popełniła błąd w nawigacji. W nocy z 27 na 28 1941 roku, wraz z piątką kolegów, Chciuk (w konspiracji używał nazwisk Celt i Lasota) został omyłkowo zrzucony na terenach przyłączonych do Rzeszy. Czterech ,,zrzutków", jak powszechnie ich nazywano, ruszyło do najbliższej osady, nie zdając sobie sprawy z fatalnego położenia wyprawy. Po drodze zostali aresztowani przez Niemców, którzy zabrali złapanych na strażnicę, gdzie wywiązała się walka. Polakom udało się obezwładnić przeciwników i zbiec w kierunku zachodnim. Dwóch pozostałych w lesie towarzyszy broni zginęło w trakcie obławy przeprowadzonej przez Niemców. Chciuk-Celt ostatecznie dotarł do Warszawy, gdzie włączył się w działalność konspiracyjną. Wobec trudności w przeprawie na Zachód opuścił Polskę dopiero w połowie 1943 roku. Zbyt późno, by złożyć raport z wyprawy na ręce Naczelnego Wodza. Gen. Sikorski zginął w katastrofie lotniczej w Gibraltarze 4 lipca 1943 roku.

Chciuk-Celt pracował teraz w Wielkiej Brytanii. W 1944 roku pojawiła się koncepcja jego ponownej podróży do okupowanej Polski, tym razem w charakterze swoistej obstawy dla Józefa Retingera. W nocy z 3 na 4 kwietnia 1944 roku oddali udane skoki ze spadochronem i wylądowali w rejonie Warszawy. Tym samym Chciuk-Celt stał się jedynym cichociemnym, który dwukrotnie został zrzucony nad okupowaną Polską. Pod koniec lipca 1944 roku wrócił do bazy lotnictwa we włoskim Brindisi w ramach ekspedycji ,,Most III". Tym razem towarzyszył Tomaszowi Arciszewskiemu. Warto podkreślić, że w czasie operacji ,,Most III" przewożono także elementy niemieckiej rakiety V-2 zdobyte przez wywiad Armii Krajowej. Chciuk-Celt udał się teraz do Londynu, gdzie m.in. koordynował działalność kurierów, pomagał w funkcjonowaniu rozgłośni radiowej ,,Świt" i wreszcie został zaangażowany do czynności demobilizacyjnych w ramach armii.


Bogate życie, bogate wspomnienia

Koniec wojny nie oznaczał końca misji Chciuka-Celta. Początkowo powrócił do kraju, teraz rządzonego przez komunistów, którzy rozpoczęli kampanię oszczerstw i prześladowań pod adresem byłych członków Armii Krajowej. Chciuk-Celt, jako człowiek blisko związany z Rządem Emigracyjnym oraz polskim ruchem oporu, w naturalny sposób znalazł się w obszarze zainteresowań bezpieki. Już w 1946 roku został zatrzymany przez Urząd Bezpieczeństwa, ale po osobistej interwencji prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisława Mikołajczyka został zwolniony z aresztu. Sytuacja polityczna w Polsce była jednak napięta. Komuniści dążyli do podporządkowania PSL-u i aresztowania lidera ruchu ludowego. Wobec emigracji Mikołajczyka i praktycznego rozbicia środowisk ludowych przez komunistów także Chciuk-Celt wraz z rodziną był zmuszony uciekać z Polski. W 1948 roku przekroczył granicę i ruszył na Zachód. Pełnił tam wiele funkcji publicznych. Jego zaangażowanie miało charakter polityczny, społeczny, wychowawczy. Współpracował z emigracyjnym PSL-em, szkolił młodych harcerzy, wreszcie współtworzył antykomunistyczne słuchowiska Radia Wolna Europa. Aleksander Świeykowski, w prawdziwej laudacji na cześć Celta opublikowanej w ramach ,,Archiwum Emigracji", podkreśla, że to właśnie emisariusz był autorem hasła: ,,Tym, którzy żywią i bronią, chłopom polskim, szczęść Boże" kierowanego do polskich chłopów na początku słuchowisk. Chciuk-Celt - dosłownie i w przenośni - stał się głosem ruchu ludowego poza granicami Polski. W 1988 roku został zresztą ostatnim prezesem PSL na Uchodźstwie.

Do Polski mógł wrócić dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Dożył późnej starości, ciesząc się szacunkiem środowisk kombatanckich oraz pasjonatów historii, którzy przez lata zaczytywali się w jego wspomnieniach. Chciuk-Celt był bowiem zdolnym pisarzem, który wydał szereg opracowań poświęconych wojennej działalności. Książka ,,Koncert. Opowiadania cichociemnego" doczekała się licznych wznowień, służąc jako wyjątkowy opis funkcjonowania elitarnej jednostki polskich skoczków. Zmarł 10 kwietnia 2001 roku w Monachium. Jego prochy sprowadzono do Polski i pochowano na warszawskich Powązkach. Pamięć o wybitnym emisariuszu jest wciąż żywa. Tradycje związane z jego postacią podtrzymują m.in. drużyny harcerskie. Aż dziw bierze, że jego nazwisko nie jest powszechnie znane i wymieniane obok takich bohaterów jak Witold Pilecki czy Jan Karski.


Polecamy


Patronat


Recenzje