Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Front nie zawsze jest z przodu", Piotr Szreniawski

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Lot Rudolfa Hessa do Wielkiej Brytanii

Opowieść ta zaczyna się już na początku XX wieku, kiedy to brytyjski geograf H.J. Mackinder napisał o niezwykle bogatych w surowce i dobra materialne obszarach Rosji oraz Mongolii. Geopolityczna teoria o poszukiwaniu "Przestrzeni życiowej" wywodzi się właśnie stąd. Profesor Karl Haushofer, zajmujący się sprawami geopolitycznymi, był jednym z wielu czytelników owego artykułu. Okazało się, że Haushoferowi przypadła do gustu teoria Mackindera i sam postanowił ją rozwijać, pracując nad własnym projektem uzyskania dóbr materialnych przez Niemców. I wojna światowa, którą naród niemiecki przegrał, doprowadziła do zrozumiałego napięcia w kręgach wojskowych oraz cywilnych. Ludzie domagali się znalezienia winnych klęski, do której doprowadzono w tak haniebny sposób. Wojna na dwóch frontach oraz niechęć niektórych członków armii zniweczyły śmiałe plany podbojów na wschodzie i zachodzie Europy. Efektem klęski było osłabienie wycieńczonego długotrwałymi zmaganiami państwa, szarganego dodatkowo przez konflikty wewnętrzne. Haushofer widział na własne oczy to, co stało się z narodem niemieckim. Obserwował jego upadek i wyciągał słuszne wnioski, którymi dzielił się z synem i nie tylko. Tutaj zaczyna się niewiarygodna historia o chęci stworzenia wielkiego imperium za wszelką cenę. O ambicjach, zdradzie, wojnie i ludzkich namiętnościach.


W połowie 1919 roku młody Rudolf Hess po raz pierwszy spotkał się z prof. Haushoferem. Jeden z przyjaciół Hessa zabrał go do domu znajomego profesora, gdzie odbyć się miało jedno z wielu spotkań. Traf chciał, iż Haushofer zaprezentował słuchaczom swoją teorię na temat prowadzenia polityki zagranicznej przez Niemcy. Hess słuchał jak urzeczony. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu ktoś zainteresował go tak bardzo. Od tej pory spotkania obu mężczyzn były regularne, a młody uczeń z uwagą słuchał słów mistrza, rozpoczynając naukę geopolityki. Karl Haushofer uświadomił Hessa politycznie, przekazując mu zdobytą na przestrzeni lat wiedzę, która miała zaowocować w przyszłości. Opowiedział mu o tym, iż w wyniku globalnego konfliktu świat powinien zostać podzielony między wielkie mocarstwa, snując przy okazji rozważania na temat "przestrzeni życiowej" dla Niemców, którą mieliby zdobyć na wschodzie. Rudolf Hess był pod niesamowitym wrażeniem inteligentnego i opanowanego profesora i byłego wojskowego (Haushofer dowodził 13. Bawarską Dywizją piechoty podczas I wojny światowej). Jednocześnie, przebywając często w domu Haushoferów, zaprzyjaźnił się z synem profesora, Albrechtem. Wkrótce w otoczeniu Hessa pojawił się jeszcze ktoś, kto miał mieć niebagatelny wpływ na jego dalsze życie i rozwój kariery. Wiosną 1921 roku Hess i Haushofer wybrali się wspólnie do jednego z monachijskich pubów, aby posłuchać przemówienia słynnego ostatnio w mieście człowieka. Było nim Adolf Hitler, choć wtedy Hess nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, jak ów człowiek się nazywa. Zauroczony pełnym ekspresji przemówieniem Hitlera Hess postanowił częściej przychodzić do baru. Prof. Haushofer odniósł się do mężczyzny z pewnym dystansem, choć na pewno zauważył, iż cieszy się on charyzmą i poparciem, a głoszone przez niego frazesy są chwytliwe, lecz dość słabej jakości. Wkrótce Hess i Hitler zaprzyjaźnili się ze sobą. Razem snuli kolejne plany odbudowy potęgi Niemiec. Hess coraz silniej uzależniał się od poglądów i pozycji nowego przyjaciela, nie zawieszając jednak przyjaznych stosunków z profesorem Haushoferem. Niestety, młodzi ludzie snujący wielkie planu szybko się rozczarowali. Jeszcze w 1923 roku przywódca niedawno powstałej Partii Narodowosocjalistycznej postanowił dokonać puczu w Monachium i przejąć władzę. Przeliczył się, gdyż próbę udaremniło regularne wojsko. Obaj inicjatorzy puczu trafili do Landsbergu, choć Hessowi zapewne udałoby się uniknąć kary. Wolał jednak pozostać przy Hitlerze i trwać przy nim wiernie przez kolejne lata.

W ten sposób Hess i Hitler stali się najlepszymi przyjaciółmi. Nieufny zazwyczaj Adolf Hitler w pełni zaufał swemu kompanowi. Obaj postanowili wykorzystać stare znajomości i coraz częściej kontaktowali się z prof. Haushoferem. Przesiadując w Landsbergu byli edukowani przez profesora, który wiele czasu i uwagi poświęcił krzewieniu odpowiednich poglądów w obu mężczyznach. Przekazał im ważne wskazówki na temat "Lebensraum", spraw ekonomicznych, gospodarczych i militarnych. Teorie Haushofera znalazły się później w "Mein Kampf", książce Hitlera, która stała się katechizmem ruchu narodowosocjalistycznego. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku Haushofer był zatem mentorem i przewodnikiem Hessa i Hitlera, choć jego rola malała wprost proporcjonalnie do upływającego czasu, gdy pozycja przywódcy NSDAP umacniała się. Przełomem we wspinaczce po szczeblach kariery było zwycięstwo nazistów w wyborach w 1932 i objęcie przez Hitlera stanowiska kanclerza 30 stycznia 1933 roku. Dwaj najbardziej znaczący w tym czasie ludzie w Niemczech nie zapomnieli o swoich dobrodzieju, nadając mu status honorowego aryjczyka, aby nigdy nie dotknęły go prześladowania, jakie w tym czasie stosowano wobec ludzi żydowskiego pochodzenia. Hess i Haushofer odgrywali też dużą rolę na niemieckiej scenie dyplomatycznej, nawiązując w okresie lat trzydziestych znaczne kontakty, w tym i w Wielkiej Brytanii. W 1936 roku Hess spotkał się m.in. z księciem Hamiltonem, której to znajomości później Brytyjczyk będzie się wypierał. Ponadto zainteresowania Hessa poszły również w kierunku lotnictwa - był pilotem już podczas I wojny światowej, a następnie swój talent rozwijał, często goszcząc na lotniskach niemieckich. Jak zatem widzimy, Hitlera, Hessa i prof. Karla Haushofera połączył niezwykły związek, z czego wkrótce wyniknęła jedna z największych afer XX wieku.

1 września 1939 roku Niemcy dokonują nagłej, choć spodziewanej, agresji na Polskę, rozpoczynając tym samym II wojnę światową. Po błyskotliwych sukcesach na kontynencie - podbiciu Polski, Danii, Norwegii, Francji, Belgii i Holandii (nie licząc zajętych wcześniej Austrii i Czechosłowacji) - III Rzesza wytoczyła swe działa przeciwko Wielkiej Brytanii. Wydawać by się mogło, iż słabi w tym okresie Brytyjczycy zostaną zgniecieni przez nawałnicę niemiecką. Tak się jednak nie stało, gdyż Luftwaffe, a co za tym idzie i Niemcy, przegrała trwającą od sierpnia do października bitwę o Wielką Brytanię. Na zachodzie pozostawał zatem przeciwnik, który był znacznie osłabiony wyczerpującą walką, jednak mógł stanowić zagrożenie w przyszłości. Hitler, choć na politycznej scenie dopiero niedawno zaczął stawiać pierwsze kroki, nie był głupi i znał się na swoim fachu. Walk na dwa fronty nie wchodziła w grę. Wiedział bowiem, iż, jak to zakładał Haushofer, "przestrzeni życiowej" należy szukać na wschodzie, gdzie w tym czasie rządzili Sowieci. Tyle tylko, że Armia Czerwona wydawała się być na tyle słabą, iż bez trudu mogła zostać pokonana przez doświadczone i zaprawione w boju niemieckie jednostki. Podbój Związku Sowieckiego dałby Hitlerowi upragnioną zdobycz w postaci "Lebensraum", a co za tym idzie tryumf ideologiczny, bo przecież to właśnie do takiego stanu rzeczy dążył führer. Należało jednak zamknąć pewną sprawę, znaleźć odpowiednią furtkę, która zadziała jak bufor bezpieczeństwa.

Koncepcja walki na dwa fronty nigdy nie przyniosła Niemcom wymiernych efektów. Zaangażowanie sił po różnych stronach Europy byłoby sprawą niezwykle ryzykowną, co zresztą zdążyła już dowieść historia. Wynikiem starcia byłaby zapewne porażka potężnej machiny wojennej III Rzeszy, a tego na pewno Hitler nie pragnął. Postanowił więc rozprawić się z jednym przeciwnikiem, aby następnie przejść do ataku na innym froncie. Pomysł był dobry, tylko co z wykonaniem? Jeszcze zanim doszło do starcia na niebie Wielkiej Brytanii politycy niemieccy usiłowali zacząć rozmowy na temat zawieszenia broni na froncie angielsko-niemieckim. Chyba najważniejszą inicjatywą pokojową, którą realizowano z polecenia Hitlera, była sprawa zakończona incydentem w Venlo. Akcją kierował pułkownik SS Walter Schellenberg, który nawiązał kontakt z dwoma agentami brytyjskimi. Zwiódł ich, mamiąc wizją rychłego pokoju. Niestety, akcja wkrótce wymknęła się z rak niemieckiego wywiadu i doszło do nieprzewidzianego obrotu spraw. Stevens i Payne-Best zostali bowiem porwani z miasteczka Venlo na granicy holendersko-niemieckiej 9 listopada 1939 roku przez siły niemieckie. To jednoznacznie przekreśliło powodzenie akcji. Za wybryk ten nie przyszło jednak Niemcom zapłacić większej ceny. Nawet na tym zyskali, gdyż po wkroczeniu do Francji szybko zajęli się likwidowaniem alianckiej siatki szpiegowskiej - oczywiście, dzięki informacjom obu Brytyjczyków, których przesłuchano z typową dla funkcjonariuszy Rzeszy fantazją. Kilkukrotnie otoczenie Hitlera, bliższe i dalsze, podejmowało się nawiązania kontaktu z najwyższymi dygnitarzami brytyjskimi. Idealnym przykładem może być wciągnięcie do rozmów księcia Windsoru, którego udało się zneutralizować Winstonowi Churchillowi. Nowy premier wysłał księcia w odległą część świata, pozbawiając kontaktu z emisariuszami niemieckimi oraz wpływów. Wydaje się jednak, iż książę nie miał większej siły przebicia, co właściwie niszczyło śmiały plan w zarodku. Można mieć także wątpliwości dotyczące szczerości chęci Hitlera. Zakładając jednak, iż ze strategicznego punktu widzenia uciszenie Anglików byłoby mu na rękę, warto poszukać śmielszych teorii, nierzadko dość kontrowersyjnych. Bodaj najbardziej zdumiewającą i zakrojoną na najszerszą skalę mogła być operacja "Panowie HHHH", której przeprowadzenie sugeruje Martin Allen w książce "Tajemnica lotu Hessa odkryta". Pasjonująca opowieść znajduje potwierdzenie w brytyjskich i niemieckich dokumentach oraz zeznaniach osób ściśle z nią powiązanych. Jest jednak tylko jedną z hipotez wydarzeń tamtych lat, ale popartą poważnymi dowodami.

8 sierpnia 1940 roku umownie uznaje się za początek bitwy o Wielką Brytanię. Bitwy, która miała zmienić oblicze kontynentu europejskiego. Po błyskawicznych podbojach Wehrmachtu przyszedł czas na uderzenie Luftwaffe. Celem stał się ostatni wróg zachodnioeuropejski Niemiec, a więc Wielka Brytania. Wojna powietrzna nie rozegrała się jednak po myśli Adolfa Hitlera, który zaplanował sobie podbój Wysp Brytyjskich i zabezpieczenie zachodniego skrzydła ogromnego frontu rozciągającego się od Pirenejów po koło polarne, od Kanału La Manche po granicę Rzeszy i ZSRS. Mimo potęgi militarnej III Rzeszy nie udało się pokonać Brytyjczyków wspomaganych przez jednostki sojuszniczych nacji. Dlatego też jesień 1940 roku miała być okresem przełomowym - porażka w bitwie nie mogła przekreślić szans Hitlera na zabezpieczenie frontu (wszak już w latach trzydziestych planował, iż kiedyś zwróci się zbrojnie przeciwko ZSRS), była tylko "wypadkiem przy pracy", jeśli "pracą" możemy nazwać krwawe zmagania powietrzne. Zostawało jeszcze jedno rozwiązanie. Choć jego istota nie była trudna do zrozumienia, wykonanie było, paradoksalnie, trudniejsze. Chodzi oczywiście o doprowadzenie do pokoju pomiędzy obydwoma państwami. Rzecz trudna, zwłaszcza po klęsce Luftwaffe oraz, gdy weźmie się pod uwagę nastroje brytyjskich polityków i opinii publicznej. Ugrupowanie popierające Churchilla nawet nie myślało o podjęciu się tak ważnych rozmów. Niemcom pozostawało dotarcie do przeciwników nowego premiera, którzy z chęcią zadbaliby o własne interesy, poświęcając dumne hasła o walce do ostatniej kropli krwi.

Jak już można było wcześniej przeczytać, Rudolfa Hessa i Karla Haushofera połączyła silna więź przyjaźni. Połączyły ich też sprawy zawodowe, gdyż obaj zajmowali się polityką na światową skalę. Nic zatem dziwnego, że ewentualna misja pokojowa u Brytyjczyków zwróciła szczególną uwagę obydwu panów. Zainteresowali się problemem i z miejscem rozpoczęli sondowanie potencjalnych rozmówców. Być może zadanie to zlecił im sam Hitler? Tego nie możemy być pewni, choć w świetle sytuacji geopolitycznej takie działanie znajduje uzasadnienie. Zaangażowanie w inicjatywę pokojową dwóch wysokich dygnitarzy III Rzeszy zwróciło uwagę wywiadu brytyjskiego SIS (Secret Intelligence Service). Ojciec Karla Haushofer skontaktował się z panią Violet Roberts, przyjaciółką sprzed lat. Wszyscy zamieszani w sprawę uważali to za dobry znak, gdyż dzięki pani Roberts mieli zamiar nawiązać kontakt z ambasadą brytyjską w Portugalii. Nie wiedzieli jednak, iż skrytka pocztowa, z której nadano wiadomość, kontrolowana jest przez funkcjonariuszy SO1, wydziału SIS do spraw specjalnych. Tak więc, już na samym początku działania Haushofera i Hessa mogły zostać przekreślone - SO1 rozpoczynało intrygę. Intryga miała na celu, jak to pisze Allen, sprowokowanie Hitlera do ataku na ZSRS poprzez omamienie go złudną perspektywą zawarcia pokoju na Zachodzie. Z drugiej jednak strony niewykluczone jest, iż całość podejmowanych przez Brytyjczyków działań motywowana była realną chęcią zawarcia separatystycznego pokoju. Rozważania o prowokacji Hitlera do ataku na ZSRS wydają się być mocno przesadzone. Mógłby to być oczywiście bodziec skłaniający niemieckiego wodza do przemyślenia rozkazów, ale z pewnością nie miał on większego wpływu na jego końcową decyzję. Zwłaszcza, gdy weźmiemy rozplanowanie całej operacji.

Hess i Haushofer zastanawiali się, do kogo dotrzeć, aby mieć pewność, iż ich wysiłki nie pójdą na marne. Przyjaciel zastępcy HItlera mógł pochwalić się rozległymi znajomościami na całym świecie, zdecydował się na wybór księcia Hamiltona. We wrześniu 1940 roku wraz z Haushoferem napisali list do Brytyjczyka, w którym zawarli tylko wzmiankę o możliwym zawarciu pokoju. Dla zręcznego polityka nawet tak niewielki ustęp był jednoznacznym zaproszeniem do rozmów pokojowych. Niemcy postanowili wysłać list za pośrednictwem pani Roberts, wykorzystując Lizbonę. Czy wiadomość ta dotarła do Hamiltona? Tego nie możemy być pewni, gdyż pojawiają się rozbieżne informacje na ten temat. Najprawdopodobniej jednak list przechwyciły służby wywiadowcze, preparując odpowiedź podpisaną nazwiskiem księcia Hamiltona. W tym samym czasie na scenie politycznej pojawił się brytyjski ambasador w Hiszpanii sir Samuel Hoare. Brytyjczyk w zawoalowany sposób przekazał Niemcom informację o tym, iż uważa wojnę za przegraną i byłby skłonny przeprowadzić negocjacje pokojowe. Oczywiście, raport o całym zdarzeniu szybko dotarł do Berlina, a tym samym do pary Hess-Haushofer. Prawdopodobnie i tym razem Niemcy złapali sprytnie zastawioną przynętę Brytyjczyków, gdyż Hoare'owi daleko było do zdrajcy, który za plecami Churchilla szukałby tajnego porozumienia, organizując opozycję wobec premiera. Ambasador był bowiem przyjacielem Churchilla i prawdopodobnie nawet nie brał pod uwagę takiego rozwiązania. Mógł jednak wykorzystać swój wizerunek (jego stosunki z premierem często nie układały się, choć obaj szanowali się i żywili do siebie pozytywne uczucia), aby zwieść hitlerowskich współpracowników, którzy aktualnie poszukiwali drogi do pokojowych zabiegów. Ponadto działał w całkowitej konspiracji, aby swoje zabiegi utrzymać w tajemnicy przed społeczeństwem. Swoją drogą, obie strony zdecydowały się na zachowanie dyskrecji, gdyż dla Niemców wyjawienie szczegółów rozmów pokojowych byłoby ciosem w plecy (naród łudzono wizją szybkiego tryumfu i zwycięstwa na każdym froncie), a u Brytyjczyków mogłoby to wywołać prawdziwą burzę - istniała możliwość, iż poruszona opinia publiczna wymusiłaby ustąpienie rządu. Trzeba przyznać, że tego punktu niepisanego regulaminu obie strony przestrzegały bardzo rygorystycznie. Stąd też niewiele informacji o operacji przeciekło do niezwiązanego z tajną misją otoczenia. W grudniu, po spotkaniu m.in. z nuncjuszem apostolskim, rola Hoare'a zaczęła wzrastać. Nie ulegało wątpliwości, że Haushoferowi i Hessowi zależało na ambasadorze, dlatego też jeszcze w tym samym miesiącu miało dojść do spotkania Hoare'a z przedstawicielem niemieckim. Być może był nim sam Rudolf Hess, który 20 grudnia odleciał w nieznanym kierunku z lotniska w Augsburgu. Czy udał się do Szwajcarii, aby spotkać się z Hoare'em? I tego nie możemy być pewni, choć wiele na to wskazuje. W międzyczasie doszło do jeszcze jednego ważnego wydarzenia, które zaważyło na losach II wojny światowej. 18 grudnia Hitler zatwierdził Dyrektywę nr 21, w której zawarto szczegóły ataku na Związek Sowiecki. Być może decyzja ta w jakimś stopniu podyktowana była przesadnym optymizmem, jeśli chodzi o prowadzone zabiegi pokojowe. W czerwcu następnego roku zainteresowani operacją "Panowie HHHH" działacze wywiadu brytyjskiego mogli być zadowoleni, gdyż III Rzesza rozpoczęła wtedy krucjatę na wschodzie, odciążając nieco front zachodni. Mniej więcej w tym samym czasie na brytyjskiej scenie politycznej rozegrało się coś, co mogło zaważyć na prowadzonej operacji. 12 grudnia zmarł ówczesny ambasador brytyjski w Stanach Zjednoczonych lord Lothian, na którego miejsce Churchill powołał lorda Halifaxa, odsuwając go z pozycji ministra spraw zagranicznych, którą przejął teraz Anthony Eden. Takie posunięcie premiera na pewno wzbudziło podejrzenia Niemców co do dobrych stosunków między Halifaxem a Churchillem, dając do myślenia - skoro Halifax został odsunięty od ważnego stanowiska, być może rzeczywiście prowadził grę za plecami przełożonego, sterując prężną opozycją. Na razie jednak lord Halifax pozostawał w cieniu. Tymczasem Rudolf Hess po raz kolejny wystartował z Augsburga - 18 stycznia 1941 roku udał się swym samolotem w miejsce nieznane jego współpracownikom. Istotnym jest fakt, iż w Szwajcarii zanotowano pojawienie się Sama Hoare'a. Czyżby kolejne spotkanie na najwyższym szczeblu? Być może tak, tym bardziej że Hessowi i Haushoferowi grunt zaczynał się palić pod nogami - rozmowy trwały już długi okres czasu, a wyników nie było widać. 26 marca, po otrzymaniu wiadomości od Albrechta Haushofera, Sam Hoare udał się do domu Juana Beigbadera y Atienza w Madrycie, który stanowił miejsce spotkań dygnitarzy obu krajów. Ambasador brytyjski zwodził Niemca informacjami o istniejącym ugrupowaniu przeciwnym Churchillowi, dodając jeszcze wzmiankę o tym, iż w sprawę zamieszany jest... król Jerzy VI. Haushofer zrozumiał znaczenie tej wiadomość, przekazując Hoare'owi, iż w niedługim czasie powinno dojść do spotkania wysłannika niemieckiego z przedstawicielem brytyjskim. Zasugerował, iż ze strony niemieckiej desygnowany został Ernst Bohle, szef Auslandsorganisation. Operacja prowadzona przez SO1 komplikowała się, gdyż w planach nie było tak ważnego spotkania. 19 kwietnia Hess znowu postanowił wyruszyć w nieznane. Helmut Kaden mówił później, iż celem jego podróży miała być Wielka Brytania, choć nie mógł być tego pewien, gdyż nie wiedział wtedy o misji Hessa. Tuż przed startem Hess otrzymał ważną wiadomość, a następnie odłożył lot. Nie wiadomo, kto dzwonił i jaki był powód zawieszenia podróży zastępcy Hitlera. Być może miał się spotkać z Hoare'em, lecz ten nie mógł przybyć na spotkanie i uprzedził swego rozmówcę.

Rudolf Hess nie zdradzał po sobie tego, iż wkrótce zdecyduje się na szaleńcze przedsięwzięcie. Nadal współpracował z Haushoferami, którzy tłumaczyli mu zawiłości brytyjskiego systemu politycznego oraz szacowali szanse powodzenia misji Bohlego. Mimo to Bohle żył w błogiej nieświadomości i nie zdawał sobie sprawy, iż został wyznaczony na kluczowe stanowisko dla powodzenia dalszych negocjacji. 5 maja Hess odwiedził Hitlera w Kancelarii Rzeszy, odbywając poufną i dość długą rozmowę. Adiutant Hessa, Alfred Leitgen, wspominał, iż usłyszał strzępki rozmowy, w której przewijały się nazwiska Haushoferów oraz Hamiltona. Stwierdził również, iż bez problemów usłyszał zdanie wypowiedziane przez Hessa: "Po prostu powiesz, że zwariowałem". Wkrótce pogawędka się zakończyła, a rozpromieniony Hitler pożegnał swojego partyjnego przyjaciela czułym gestem. Nazajutrz Hess bawił u Albrechta Haushofera, który wrócił z Zurychu, gdzie miał spotkać się z Hoare'em. Do rozmów doszło najprawdopodobniej 3 maja. Być może ustalono wtedy termin przylotu wysłannika niemieckiego do Wielkiej Brytanii. Albrecht nie wiedział jednak, że jego przyjaciel sam zamierza usiąść za sterami samolotu...

Tak pokrótce wygląda historia wielkiej intrygi opisanej przez Martina Allena. Inni autorzy wspominają jedynie o możliwości wcześniejszych rozmów pokojowych, jednak ich informacje nie zostały uzupełnione taką ilością szczegółów oraz dokumentów. W relacjach wszystkich zainteresowanych tą sprawą tylko jedno pozostaje niezmienione - lot Rudolfa Hessa nad okupowaną Europą oraz Morzem Północnym. Jednak i tu pojawiają się pewne rozbieżności, o których przeczytać będzie można poniżej.

10 maja do willi Hessa przy Harthauserstrasse przybył Alfred Rosenberg, który, choć niechętnie, odpowiedział na zaproszenie zastępcy Hitlera. Hess pragnął bowiem zasięgnąć ostatniej rady przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii od człowieka, który przebywał tam już kilkakrotnie i znał niektóre angielskie osobistości zamieszane w sprawę. Być może była to ostatnia rozmowa Hessa z tak wysoko postawionym hitlerowskim dygnitarzem. Po południu obaj panowie zjedli obiad, konferując przy posiłku. Później Hess pożegnał się ze swoją żoną, Ilse, obiecując jej, iż wróci w poniedziałek. Czy faktycznie spodziewał się rychłego powrotu? Ilse pełna była obaw, podejrzewając, iż mąż nie pojawi się w domu tak szybko. Rodzina Hessów nigdy już nie znalazła się w komplecie. Po 16.00 Hess dojechał na lotnisko w Augsburgu, aby zasiąść za sterami specjalnie dla niego zmodyfikowanego myśliwca Messerschmitt Me-110E. Przed odlotem nastąpiły pewne komplikacje, gdyż Hess nie mógł znaleźć swojego kombinezonu, w którym zazwyczaj latał. Wziął więc kombinezon należący do Helmutha Kadena. O 17.45 Rudolf Hess wystartował w swoją ostatnią podróż na wolności. Przed odlotem Karlheinz Pintsch zrobił pożegnalne zdjęcie. Przypadkowy "fotograf" wkrótce udał się, aby zadzwonić. Miał powiadomić ministerstwo lotnictwa o odlocie samolotu, aby ułatwić pilotowi nawigację. Podróż Hessa przebiegała spokojnie, w powietrzu nie napotkał on żadnych problemów. Możemy jednak podejrzewać, iż przylot emisariusza wyznaczony był na odpowiednią godzinę i przydzielono mu odpowiednie miejsce lądowania. Hess miał zatem lądować w nocy na oświetlonym lotnisku przyległym do rezydencji Hamiltona Dungavel Hause. Od 20.52 do 21.52 Hess krążył nad Morzem Północnym, oczekując na ściemnienie. Następnie udał się w lot nad Wyspami Brytyjskimi (o 22.12). Me-110 pędził bardzo nisko, co utrudniało namierzenie radarem. O 22.23 posterunek Królewskiego Korpusu Obserwacyjnego w Embleton odnalazł samotną sylwetkę myśliwca niemieckiego. Zareagowano naturalnie na to niecodzienne zdarzenie - dalszą obserwacją. Niestety, Messerchmitt szybko wyszedł z sektora wspomnianego posterunku. Przed 22.40 posterunek w Ayr dostrzegł maszynę Hessa i wysłał na jej przechwycenie samolot typu Boulton Defiant. Przestarzała maszyna nie miała szans w wyścigu z pędzącym Me-110, dlatego nie było żadnej możliwości przechwycenia Niemca. O 22.45 Hess przeleciał nad Dungavel Hause, jednak nie zauważył posiadłości w zapadającym zmroku. Okazało się bowiem, że ciemność, która zapadła, była teraz największym wrogiem pilota myśliwca. Jak wspomina jedna z brytyjskich kobiet mieszkających nieopodal, tej nocy światła na lotnisku przy Dungavel Hause zaświeciły się, wskazując idealnie pas do lądowania. Niestety, pilot nie zauważył sygnału, który zapewne skierowano do niego. Pilot musiał teraz dbać sam o siebie. O 23.09 Hess zdecydował się wyskoczyć ze spadochronem. Powodem był niski stan paliwa i wizja rozbicia się w ciemnościach. Poturbowanego niezbyt miękkim lądowaniem Hessa odnalazł brytyjski rolnik David MacLean, który zabrał Hessa (Niemiec nie przedstawił się, stwierdzając jedynie, iż jest niemieckim oficerem, który przybył z misją pokojową i poszukuje posiadłości księcia Hamiltona) do swojego domu. Matka MacLeana poczęstowała Hessa herbatą, lecz ten odmówił wypicia, tłumacząc się zbyt późną porą. Wkrótce pod dom rolnika zajechał Robert Williamson, członek policji, oraz towarzyszący mu Clark z Home Guard. Bezpardonowo wyprowadzili przybysza i zabrali go do Busby, gdzie przetrzymywano więźnia w wojskowych barakach. Hess przedstawił się jako kapitan Alfred Horn - jeszcze przed podróżą ustalił z bliskimi, iż prześle do nich wiadomość podpisaną imieniem i nazwiskiem Horna. W niedzielę, a więc nazajutrz, z Hessem spotkał się książę Hamilton. Wydawał się być zaskoczony propozycją Hessa, która, co trzeba przyznać, była dość szczodra. Zastępca Hitlera oferował pokój, dzięki któremu Anglicy mieliby tylko zyskać, nie tracąc praktycznie nic. Zachodnia Europa byłaby wolna, zdobycze Hitlera zapomniane, a Brytyjczycy mieliby zapewnione spokojne panowanie na morzach i oceanach. Hamilton dość sceptycznie odnosił się do wypowiedzi przybysza, traktując je jako niczego nie warte obietnice w stylu tych, które padły z ust Hitlera w Monachium w 1938 roku. 11 maja o przylocie Hessa dowiedział się również Winston Churchill. Jak wspomina, właśnie oglądał zabawną komedię w Ditchley, w otoczeniu grona przyjaciół. Telefon przerwał wesoły nastrój. Premier napisał:
"Chyba podobnie podziałaby na mnie wiadomość, że mój zaufany kolega, nasz minister spraw zagranicznych Eden, z porwanego Spitfire'a zeskoczył na spadochronie w okolicach Berchtesgaden".

Churchill szybko podjął decyzję o tym, co zrobić z niewygodnym gościem. Brytyjczycy mieli go traktować jak jeńca wojennego, z tym że miał przebywać pod specjalnym nadzorem, choć z zapewnieniem wygody przynależnej osobistości tak wysokiej rangi. Wkrótce Hess rozpoczął serię spotkań z księciem Hamiltonem i towarzyszącym mu przedstawicielem MSZ, Kirkpatrickiem. Znowu roztaczał wizję szybkiego zakończenia wojny, pokoju, usprawiedliwiając jednocześnie każdą agresję hitlerowskich Niemiec.

Tymczasem w Niemczech wrzało, bowiem do wiadomość publicznej został podany fakt o wylocie z terytorium Rzeszy zastępcy Hitlera. 11 maja adiutant Hessa zjawił się u Hitlera, aby przekazać mu pismo od zastępcy. Hitler szybko przeczytał list, po czym zapytał Karlheinza Pintscha, czy zna on jego treść. Na odpowiedź twierdzącą Hitler zareagował krzykiem i nakazał natychmiast aresztować obu adiutantów Hessa. Następnie zaczął miotać się po pomieszczeniu i wzywać najbliższych współpracowników - Heinricha Himmlera, Josepha Goebbelsa, Hermanna Göringa i Joachima von Ribbentropa. W pokoju pojawił się również generał Udet, szef techniczny Luftwaffe, Wszyscy wydawali się być zaszokowani wiadomością o odlocie zastępcy Hitlera do Wielkiej Brytanii. Führer zdecydował się, aby do prasy przesłano notkę, w której desperacki czyn Hessa tłumaczono wariactwem i kontaktami z kręgami jasnowidzów i okultystów. Choć tłumaczenie to wydawało się dość naiwne, naród przyjął je do wiadomości. Wkrótce cały świat obiegła wiadomość, iż osławiony Rudolf Hess, druga postać III Rzeszy, oszalał i udał się na Wyspy Brytyjskie z misją pokojową. Jedną z pierwszych reakcji Hitlera na wieść o niecodziennym wydarzeniu opisał Albert Speer i nie mamy powodów, aby mu nie ufać. Czy istnieje możliwość, iż führer odegrał małe przedstawienie, aby zmylić wszystkich obecnych? Oczywiście, że tak. Hitler uwielbiał przedstawiać siebie jako aktora, zresztą scenę polityczną porównywał z teatralną, a polityków z odtwórcami głównych ról. Aktorem był świetnym, politykiem trochę słabszym, jednak to przedstawienie zagrał (jeżeli sytuacja była ukartowana) znakomicie z politycznego punktu widzenia. Teraz nikt nie mógł mu zarzucić, iż za plecami narodu prowadził sekretne negocjacje za pomocą Rudolfa Hessa i rodziny Haushoferów.

Jak zatem widać, misja pokojowa zastępcy Hitlera nie powiodła się. Brytyjczycy przyjęli go chłodno, rozmowy prowadził urzędnik niższej rangi, a na Wyspach Brytyjskich nikt nie był w stanie udzielić Hessowi informacji o faktycznym istnieniu pokojowego ugrupowania, które miało obalić Churchilla i zakończyć wojnę z III Rzeszą. Mimo szczodrych obietnic przybysza Brytyjczycy nie zdecydowali się na ich przyjęcie. Zdecydowali jednak, co zrobić z Hessem, szykując mu miejsce na ławie oskarżonych podczas Procesów w Norymberdze. W niemieckiej prasie ukazał się smutny komunikat:
"Władze partyjne informują: parteigenose Hess, któremu führer jak najsurowiej zabronił uprawiania pilotażu ze względu na postępującą od lat chorobę, wbrew temu rozkazowi zdołał ponownie wejść w posiadanie samolotu. W sobotę 10 maja około godziny 18 wystartował z Augsburga, rozpoczynając lot, z którego do dnia dzisiejszego nie powrócił. Chaotycznie sformułowany i pozostawiony przez niego list wskazuje niestety na ślady zaburzeń umysłowych i każe obawiać się, że parteigenose Hess padł ofiarą własnych urojeń. Führer natychmiast rozkazał aresztować adiutantów Hessa, którzy wiedzieli o tych lotach i wbrew znanemu im zakazowi führera nie przeszkodzili temu ani też nie złożyli natychmiastowego meldunku. W tych okolicznościach ruch narodowsocjalistyczny musi niestety liczyć się z tym, iż parteigenose Hess uległ podczas lotu wypadkowi."

Podczas Procesów Norymberskich Rudolf Hessbył jedną z największych atrakcji posiedzeń. Początkowo uważano, iż zwariował. Przyczyną była symulowana, czy nie, utrata pamięci. Były zastępca Hitlera zasłaniał się całkowitym zanikiem pamięci, jakiego rzekomo nabawił się w niewoli brytyjskiej. Co było przyczyną? Dlaczego druga po Hitlerze postać III Rzeszy nie chciała nic mówić? Największą sensacją był jednak dzień, w którym słynny Hess nareszcie przemówił. Bez trudu rozpoznawał archiwalne fotografie, opowiadał o rzeczach, które tylko on mógł wiedzieć. Mimo tego swoistego przełomu (Hess wyprowadził w pole najlepszych lekarzy psychiatrów, którym nakazano jego zbadanie), Niemiec ponownie się zablokował i wkrótce przestał znowu reagować. I tak było już do końca jego dni, gdyż nigdy nie udało się z niego wyciągnąć, co tak naprawdę skłoniło go do przylotu do Wielkiej Brytanii. Szaleńcza misja owiana została tajemnicą, której do tej pory nikomu nie udało się jednoznacznie rozwiązać. Istnieją jednak przypuszczenia, w których lubują się autorzy drugowojennych opowieści.

Teoria spiskowa, w której głównym celem było pchnięcie Niemców na wschód, aby zaatakowali ZSRS i wpakowali się w wojnę na dwa fronty, przedstawiona została powyżej. Jeżeli Brytyjczycy faktycznie mieli zamiar doprowadzić Hitlera i Stalina do konfliktu, udało się to im bez większego trudu. Możemy się tu doszukać kilku niedociągnięć. Hitler już w latach dwudziestych przemyśliwał o marszu na wschód, dlatego decyzja o uderzeniu na ZSRS na pewno nie była dziełem Brytyjczyków. Być może działania SO1 znacznie przyspieszyły marsz Wehrmachtu w stronę Azji, choć i tutaj nie pomylimy się wiele, jeśli stwierdzimy, iż grudniowa dyrektywa Hitlera nie mogła być wynikiem operacji "Panowie HHHH". Była bowiem za wcześnie na tak zdecydowane kroki strony niemieckiej, która nie miała żadnych gwarancji na zawarcie pokoju na zachodnim froncie. Czyżby zatem mylił się Martin Allen? Poświęcił wiele czasu i energii na odnalezienie setek dokumentów i informacji na temat zadania SO1, świetnie opisując to, co działo się na przełomie 1940 i 1941 roku. Nasuwa się stwierdzenie, iż coś w tym musi być, gdyż wspomniane dokumenty znajdują pokrycie w rzeczywistości. Czy na tak wielką skalę? Tego, być może, nie dowiemy się już nigdy.

Bogusław Wołoszański, autor serii "Sensacje XX Wieku", doszukał się innego tła konfliktu. Jednak i on przemilczał część spraw związanych z lotem Rudolfa Hessa. Opowiada on historię, w której zastępca Hitlera miał zostać zestrzelony przez samoloty myśliwskie majora Adolfa Gallanda, który dostał taki rozkaz od Göringa o 21.00 10 maja. A przecież dowódca Luftwaffe dopiero nazajutrz oficjalnie dowiedział się o locie Rudolfa Hessa i wydawał się być mocno zdziwiony sensacyjną informacją. Galland raportował, iż jego samoloty nie odnalazły myśliwca Hessa. Oczywiście, mógł kłamać, tylko dlaczego miałby to robić? Być może na polecenie Göringa, któremu na rękę byłoby pozbycie się Hessa. Jednak mało prawdopodobne jest, by kilka maszyn mogło w ciemnościach odnaleźć samotny myśliwiec i zestrzelić go nad Morzem Północnym. Wołoszański przypuszcza jednak, że Gallandowi udało się dopaść cel. Wtedy z Holandii lub innego kraju niderlandzkiego wystartował sobowtór Hessa, który dotarł do księcia Hamiltona. Swoją teorię dokumentuje nagłą amnezją człowieka, który przyleciał do Wielkiej Brytanii, nieznajomością obsługi niektórych mechanizmów Messerchmitta i wreszcie brakiem informacji na temat misji pokojowej, w którą rzekomo udał się Hess. Ponadto przebywający w więzieniu człowiek podający się za Rudolfa Hessa nie miał na ciele blizn, jakie powinien mieć prawdziwy zastępca Hitlera. Tak, czy inaczej, teoria o podstawieniu sobowtóra ma wiele niedociągnięć, choć jest nęcąca dla poszukiwaczy sensacji.

Najbardziej przyziemni są autorzy książek o Procesach Norymberskich. Joe J. Heydecker i Johannes Leeb ("Proces w Norymberdze") oraz Karol Małcużyński ("Oskarżeni nie przyznają się do winy"), którzy uważają, iż na sali rozpraw zasiadł prawdziwy Rudolf Hess, który, co tu dużo mówić, oszalał. Sztab psychiatrów i cenionych na świecie lekarzy stwierdził u Hessa chorobę psychiczną połączona z amnezją, bólami i zawrotami głowy. Co ciekawe, więzień był pod stałym nadzorem amerykańskiego psychiatry więziennego Douglasa M. Kelleya, który przez kilka miesięcy bardzo często odwiedzał Hessa w jego celi, rozmawiając z nim. Kelley stwierdził u Niemca kompleks niższości spowodowany tym, iż w III Rzeszy zawsze był on tylko drugim człowiekiem, zawsze w cieniu Hitlera. Z czasem jego pozycja zaczęła maleć, dlatego też Hess zaczął otaczać się okultystami, wróżbitami i jasnowidzami, których kuracja miała przynieść mu cudowne efekty. W rzeczywistości Hess coraz bardziej oddalał się od otoczenia, szukając sposobu, który przyniósłby mu sławę i miłość narodu. Dlatego też wpadł na pomysł lotu do Wielkiej Brytanii, aby choć raz stać się numerem jeden III Rzeszy. Pomysł nie wypalił, a Hess znowu popadł w apatię. Ponadto wyszły na jaw nowe, kompromitujące Hessa, fakty:
"Według opinii führera są to rzeczywiste przyczyny [kompleks niższości]. Jak dopiero obecnie wyszło na jaw, R.H. od lat leczył się z powodu impotencji, również w okresie, gdy został poczęty jego syn zwany Buzem. R.H. sądził, że dzięki temu przedsięwzięciu udowodnił swą męskość sobie samemu, swojej żonie, partii i narodowi".

Ale teoria sztabu specjalistów o rzekomej schizofrenii ich pacjenta upadła, gdy Hess nagle zaczął... zeznawać. Przypominał sobie wszystkie szczegóły dotyczące lotu, kierowania partią, rozpoznawał zdjęcia i towarzyszy. Wesoło rozmawiał ze współwięźniami, stając się sensacją procesu. Nie w smak było to Göringowi, który do tej pory był główną gwiazdą na sali rozpraw. Mimo to ubawił się wielce, gdy usłyszał, w jakie zakłopotanie wpędził wszystkich były kolega z NSDAP (Göring tego dnia nie przebywał na sali rozpraw). Choć obrońca Hessa dr Seidl domagał się uniewinnienia swojego klienta, Trybunał w Norymberdze orzekł co innego. Rudolfa Hessa skazano na dożywotnie więzienie:
"Hess, oskarżony o popełnienie przestępstw objętych wszystkimi czterema rozdziałami aktu oskarżenia, pozostawał najbliższą zaufaną osobą Hitlera aż do chwili swego odlotu do Wielkiej Brytanii. Dziesiątego maja 1941 roku Hess poleciał samolotem z Niemiec do Szkocji.
Zbrodnie przeciw pokojowi: Jako zastępca führera Hess był czołową osobistością partii i czynnie popierał przygotowania do wojny. Również gdy w latach 1936-37 Hess wygłaszał przemówienia, w których wyrażał pragnienie zachowania pokoju, musiał wiedzieć lepiej niż inni oskarżeni, jak niezłomna była decyzja Hitlera co do zrealizowania żywionych przezeń ambitnych zamiarów. Hess uczestniczył w dokonaniu agresji niemieckiej na Austrię, Czechosłowację i Polskę. Musiał wiedzieć o agresywnych planach Hitlera od chwili ich powstania. Hess odleciał do Anglii w dziesięć dni po ustaleniu dokładnej daty dokonania napaści na Związek Radziecki. W czasie swych rozmów przeprowadzonych po przybyciu do Anglii Hess usprawiedliwiał niemieckie działania agresywne.
Zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości: Są dowody świadczące, że Hess uczestniczył w wydawaniu rozkazów związanych z popełnianiem zbrodni wojennych i że mógł wiedzieć o przestępstwach dokonywanych na Wschodzie. Nie wystarczają one jednak, by można na ich podstawie uznać go za winnego popełnienia tych czynów. Trybunał uważa, iż nic nie wskazuje na to, że Hess nie był zupełnie zdrów na umyśle w okresie popełniania zarzucanych mu czynów.
Konkluzja: Winny popełnienia przestępstw objętych rozdziałem pierwszym i drugim; uniewinniony z zarzutów objętych rozdziałem trzecim i czwartym aktu oskarżenia."

1 października 1946 roku trybunał ogłosił długo wyczekiwany werdykt, w myśl którego Rudolf Hess został skazany na dożywocie. 18 lipca 1947 roku do Spandau zostało przeniesionych siedmiu skazanych, w tym Hess. Choć miał on możliwość co dwa miesiące widywać się z rodziną, dopiero w 1969 roku zgodził się na wizytę żony i syna. Hess był również jedynym z osadzonych w Spandau dożywotnio i jednym z niewielu skazanych, którego alianci nie wypuścili przed ostatecznym terminem. Mimo iż naród niemiecki protestował, zbierając podpisy pod petycją o ułaskawienie byłego zastępcy Hitlera. Dopiero w 1987 Rudolf Hess mógł opuścić Spandau. 17 sierpnia tego roku popełnił samobójstwo w wieku 93 lat i po 41 latach spędzonych w więzieniu - dopiero wtedy uwolnił się od berlińskiego więzienia. Do grobu zabrał swoją tajemnicę...


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków