Strona główna   |   Mapa serwisu   |   Polub nas!   |   Reklama w serwisie
Cytat: "Być zwyciężonym i nie ulec, to zwycięstwo; zwyciężyć i spocząć na laurach, to klęska", Józef Piłsudski

Informacje


Wydarzenia


Na froncie


Biografie


Tematycznie


Kultura i media


Współpraca





Historia Oddziału "Hubala"

Artykuły serwisu "II wojna światowa"


Mimo iż Wojsko Polskie nie było się w stanie przeciwstawić wielokrotnie liczniejszemu i lepiej wyposażonemu przeciwnikowi we wrześniu 1939 roku i poniosło bolesną klęskę, wśród polskich żołnierzy powszechne było przekonanie o konieczności kontynuowania walki. Niemiecka okupacja miała być etapem przejściowym przed odzyskaniem niepodległości i suwerenności. Jeszcze nie ucichły ostatnie strzały, a już powstawały pierwsze organizacje konspiracyjne. Byli jednak i tacy, którzy nigdy nie złożyli broni i wiernie trwali na stanowiskach. Wśród nich prym wiódł major Henryk Dobrzański.

Powstanie oddziału

We wrześniu 1939 roku niemieckie wojska, wspierane później przez Armię Czerwoną, szybko uporały się ze słabnącą polską obroną i w drugiej połowie miesiąca opanowały większość kraju. 110. Rezerwowy Pułk Ułanów, gdzie mjr Henryk Dobrzański ps. "Hubal" pełnił funkcję zastępcy dowódcy, początkowo nie brał udziału w walkach. Prawdopodobnie 20 września, głównie na skutek sprzecznych i niesprawdzonych informacji o sukcesach sił sowieckich, dowódca grupy ppłk Jerzy Dąbrowski ps. "Łupaszko" wydał rozkaz oddzielenia się od Brygady Rezerwowej Kawalerii "Wołkowysk" i obraniu marszruty na kierunku warszawskim. Żołnierze przeprawili się przez Niemen i w kolejnych dniach toczyli ciężkie walki z Armią Czerwoną na obszarze Puszczy Augustowskiej. Był to niezwykle trudny czas. Polacy nie do końca zdawali sobie sprawę z sytuacji, nie mieli rozeznania ani odpowiedniej łączności z resztą kraju. Nie do końca wiedzieli, jak traktować wkraczających na ziemie polskie pod pretekstem obrony mniejszości białoruskiej i ukraińskiej Sowietów. Potyczki w Puszczy Augustowskiej w rejonie miejscowości Krasne rozwiały ich wątpliwości - czerwonoarmiści przybyli do Polski, by podbijać, a nie bronić.

Po starciach w dniach 23 i 24 września pułk został mocno przetrzebiony. "Łupaszko" zdecydował się przebijać do Warszawy. Trudno jednoznacznie ustalić, co działo się w kolejnych dniach. Zdziesiątkowany oddział, teraz liczący co najwyżej 200 ludzi, dotarł w rejon Janowa nieopodal Kolna. Tam prawdopodobnie 28 września pułk został rozwiązany. Do takiej wersji zdaje się przychylać biograf Dobrzańskiego Łukasz Ksyta. Nie oznaczało to jednak końca walki. Część żołnierzy postanowiła ruszyć w kierunku Warszawy. Wtedy nie zdawali sobie jeszcze sprawy z kapitulacji stolicy. Oddział miał prowadzić mjr Henryk Dobrzański, znakomity kawalerzysta, pełen werwy, zapału i szaleńczego wręcz patriotyzmu. Dołączyło do niego około 50 żołnierzy, głównie z rozformowanego 110. Pułku, ale także innych oddziałów. Przybyli oni do Janowa w tym samym czasie, co ludzie Dąbrowskiego. Do "Hubala" zaczęli dołączać kolejni żołnierze, co znacząco zwiększyło liczebność i potencjał bojowy oddziału. Prawdopodobnie w Krubkach do grupy dotarła wiadomość o kapitulacji Warszawy, co postawiło pod znakiem zapytania marsz w kierunku zachodnim. Dobrzański postanowił zatem ruszyć w kierunku granicy z Rumunią, licząc na możliwość przeprawy na zachód. 2 października żołnierze przekroczyli Wisłę w rejonie wsi Kraski Nowe. Jeszcze tego samego dnia siły "Hubala" zaatakowały niemiecki oddział w rejonie Woli Chodkowskiej, rozbijając go niemal doszczętnie. Następnie Polacy ruszyli w kierunku Gór Świętokrzyskich, gdzie spodziewali się znaleźć schronienie. Po drodze wdali się jeszcze w potyczkę z niemieckimi żołnierzami w rejonie wsi Wólka. W trakcie walk zginęło 4 Polaków. Po zakończeniu starcia "Hubal" zarządził ryzykowny postój, narażając się na kontrakcję Niemców. To skłoniło zastępcę dowódcy oddziału rtm. Sołtykiewicza za zakwestionowania rozkazu. Po ostrej wymianie zdań rotmistrz postanowił opuścić grupę, a w jego miejsce Dobrzański mianował kpt. Macieja Kalenkiewicza. Następnie "Hubalczycy" ruszyli w Góry Świętokrzyskie, odbywając postoje w młynie Wspólna i gajówce Celiny. W tamtym rejonie zastała ich kapitulacja Wojska Polskiego. Ostatnim akcentem kampanii była bitwa pod Kockiem zakończona poddaniem się Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" gen. Franciszka Kleeberga.



Oddział Wydzielony Wojska Polskiego

Pierwsza połowa października upłynęła grupie Dobrzańskiego na reorganizacji i zbieraniu sił oraz środków. Okoliczna ludność cywilna z dużym entuzjazmem odnosiła się do polskich żołnierzy, wydatnie wspierając ich zaopatrzeniem, udzielając schronienia i noclegu. Pod koniec października Polacy biwakowali w rejonie leśniczówki leśnika Jana Barana nieopodal wsi Zychy. Była to zresztą standardowa taktyka stosowana przez "Hubala". Świetnie wykorzystywał warunki terenowe, zaangażowanie miejscowych, ich rozeznanie w terenie. Październik był także momentem na przemyślenie strategii walki. Dobrzański spodziewał się, że na wiosnę ruszy ofensywa aliantów, która pozwoli na kontynuowanie walki w okupowanej Polsce. Nie zdawał sobie sprawę z niechęci Francuzów i Brytyjczyków do wyprowadzenia uderzenia na niemieckie pozycje. Wiedział natomiast, że każdy kolejny dzień bezczynności działać będzie negatywnie na słabnące morale żołnierzy. Postanowił, że najważniejszym elementem przetrwania będzie utrzymanie liczebności oddziału liczącego teraz niewiele ponad 30 ludzi. Warto podkreślić, że każdy z nich poszedł za "Hubalem" na ochotnika i mógł dobrowolnie zrezygnować z dalszej służby. Sam Dobrzański nie dopuszczał do siebie myśli o kapitulacji, przysięgając, że umrze w mundurze Wojska Polskiego. Z tego też powodu nigdy nie uważał się za partyzanta, uznając swoją misję za kontynuację walki zapoczątkowanej we wrześniu 1939 roku. Posługiwał się nazwą Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego, co jasno wskazywało na przedłużenie dotychczasowej aktywności w ramach regularnej armii.

W listopadzie Dobrzański koncentrował się na współorganizowaniu Okręgu Bojowego Kielce, który miał stać się zalążkiem państwa podziemnego w rejonie Świętokrzyskiego. Do końca roku "Hubal" spotykał się z delegatami tworzonych władz konspiracyjnych, w tym gen. Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim w dniu 18 grudnia. Jego aktywność nie oznaczała oczywiście końca walki. Jeszcze 1 listopada oddział starł się z Niemcami w rejonie Cisownik, tracąc znaczną część koni. Następnie żołnierze przedostali się do lasów brudzewickich, a w na przełomie listopada i grudnia obozowali w rejonie Stefanowa. Część żołnierzy udała się do domów, by spotkać się z rodzinami. W leśniczówce Bielany odbyła się uroczysta wigilia, której towarzyszyła podniosła atmosfera. Zebrani odśpiewali kolędy, pojawiły się także tradycyjne pieśni wojskowe. Łukasz Ksyta szacuje, iż w końcówce 1939 roku liczebność oddziału zmniejszyła się do 16 ludzi. Dopiero nowy rok przyniósł nieco ożywienia w rekrutowaniu kolejnych ochotników. Pod koniec stycznia "Hubalczycy" przybyli do wsi Gałki Krzczonowskie, gdzie pozostali przez półtora miesiąca. To właśnie tam do "Hubala" zgłosiło się najwięcej ochotników. Oddział szybko zyskał na liczebności. Na początku marca liczył już około 320 ludzi, co pokazywały jaką estymą i zaufaniem Dobrzański cieszył się wśród okolicznej ludności cywilnej. Do "Hubala" garnęli się nie tylko byli żołnierze. Widząc szybki przyrost ochotników, Dobrzański zreorganizował oddział, przekształcając go na wzór regularnej jednostki wojskowej. Zaangażowanie ludności cywilnej nie umknęło uwadze Niemców, którzy w tym czasie mieli już świadomość działalności Dobrzańskiego i jego ludzi. Okupant wielokrotnie wymierzał karę cywilom, oskarżając ich o pomoc "partyzantom". W kwietniu wymordowano ponad 700 osób złapanych w okolicznych miejscowościach i lasach. Z ziemią zostały zrównane Huciska. Już wcześniej dochodziło do groźnych dla ludności cywilnej ruchów sił niemieckich. Stąd też, obawiając się możliwości akcji odwetowych ze strony Niemców, władze Związku Walki Zbrojnej optowały za rozwiązaniem oddziału i podporządkowaniem się "Hubala" zrębom konspiracyjnego państwa podziemnego. Dowódca jednak ani myślał składać broni. W połowie marca jego siły dotarły do Huciska, gdzie zarządzono kolejny dłuższy postój. 30 marca doszło w tym rejonie do potyczki z oddziałami 8. i 12. pułku SS oraz zmotoryzowanych sił Wehrmachtu, policji, żandarmerii i pułku kawalerii SS. Trudno oszacować łączną liczebność sił niemieckich. Prawdopodobnie było to ponad 5 tys. ludzi bezpośrednio zaangażowanych w próbę zlikwidowania oddziału "Hubala". Niezależnie od dokładności wyliczeń Niemcy mieli dziesięciokrotną przewagę nad Polakami, którzy dodatkowo nie dysponowali tak dobrym uzbrojeniem. Bój pod Huciskiem przeszedł do historii jako wielkie zwycięstwo Dobrzańskiego. Po stronie "Hubalczyków" odnotowano 11 zabitych, 2 zaginionych i 10 rannych. Niemcy mieli co najmniej 100 ludzi zabitych lub rannych. W szeregach Polaków panowała euforia po zwycięstwie, a 1 kwietnia odbyła się ważna odprawa. "Hubal" zdecydował się na marsz w kierunku Gór Świętokrzyskich, słusznie zakładając, że Niemcy będą próbowali okrążyć Polaków w rejonie lasów suchedniowskich.

Śmierć "Hubala", rozbicie oddziału

Ostatecznie jednak 5 kwietnia siły "Hubala" dotarły do Węgrzyna Małego, skąd następnie przenosiły się do wsi Wysoka Góra, Piskorzeniec i 14 kwietnia do gajówki Karolinów. Stamtąd po dwóch dniach oddział wyruszył w rejon folwarku Królówka. W tym czasie Niemcy podciągali już poważne siły w rejon lasów brudzewickich. Spodziewano się, że obława pozwoli im na okrążenie sił "Hubala" i ich powolne wyniszczenie. Do operacji wyznaczono główne siły 650. i 651. pułku piechoty z 372. Dywizji Piechoty. Dowództwo nad siłami niemieckimi objął gen. Fritz von der Lippe. Pierścień wokół "Hubala" i jego oddziału zaczął się zaciskać w ostatnich dniach kwietnia. 29 kwietnia Polacy ruszyli z Wólki Kuligowskiej i obrali kurs na Anielin. Tam 30 kwietnia "Hubal" zarządził ostatni postój. O świcie oddział został zaskoczony przez siły niemieckie. W trakcie walki Dobrzański otrzymał kilka trafień. Jedna z kul przeszła przez jego pierś i prawdopodobnie trafiła w serce. Dowódca oddziału zginął na miejscu, a jego żołnierze poszli w rozsypkę. Nielicznym udało się wyjść z okrążenia. Ciało majora zabrali Niemcy, którzy przewieźli je następnie do Tomaszowa Mazowieckiego. Wreszcie zwłoki zostały złożone w niewiadomym miejscu, które do dzisiaj nie zostało odkryte. Ocaleli żołnierze zebrali się w Rzeczycy u tamtejszego sołtysa Wojakowskiego. Postanowili kontynuować walkę. Zarządzono, iż 25 czerwca zbierze się on w rejonie Praczki. W praktyce zbiórka była ostatnim momentem funkcjonowania oddziału, bowiem żołnierze - głównie wobec kapitulacji Francji - powzięli decyzję o rozwiązaniu grupy i przejściu do innych form konspiracji. Na zdemobilizowanie żołnierzy naciskały też podziemne władze, które kilkukrotnie apelowały o zakończenie operacji i podporządkowanie się rozkazom Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej.

Po wojnie działalność "Hubala" różnie oceniano. O kontrowersjach wokół funkcjonowania oddziału wspomnimy w dalszej części opracowania. W tym miejscu warto odnotować, że komunistyczne władze doceniły hart ducha Dobrzańskiego i w 1966 roku nadały mu pośmiertnie Krzyż Złoty Orderu Virtuti Militari. W 2010 roku prezydent Bronisław Komorowski nadał mu Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. Wielokrotnie odznaczano także innych członków oddziału. Kilku z nich dożyło sędziwych lat. Byli oni żywym świadectwem wspaniałej i chwalebnej historii, jaka stała się udziałem Wojska Polskiego. 24 października 2014 roku zmarł ostatni z "Hubalczyków" Romuald Rodziewicz. Cały oddział został zawezwany na wieczną wachtę.



Kontrowersje wokół działalności oddziału

Działalność Oddziału Majora Henryka Dobrzańskiego wzbudzała przez lata wiele kontrowersji natury moralnej i prawnej. Pisma wychodzące od "Hubala" opatrywane były nagłówkiem i pieczęcią z napisem "Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr Hubala". "Nazwa zaczerpnięta została z terminologii armii polskiej. Oddział wydzielony był to oddział wyznaczony doraźnie do wykonania określonego zadania. Składał się np. z batalionu piechoty, wzmocnionego pododdziałami innych jednostek [...], które po wykonaniu zadania wracały do macierzystych jednostek" (za: Marek Szymański, "Oddział Majora Hubala"). Od strony formalnej siły Dobrzańskiego stanowiły przedłużenie żywotności Wojska Polskiego na okupowanych terenach. Ich status prawny jest jednak mocno dyskusyjny. Dobrzański nie uzyskał bowiem formalnego zezwolenia na utworzenie oddziału wydzielonego, co prowadzi do prostego wniosku, iż organizował go na własną rękę. Jednocześnie wielokrotnie podkreślał, iż dowodzona przez niego grupa żołnierzy nie stanowi oddziału partyzanckiego. Należy zatem jednoznacznie stwierdzić, iż w opinii samego "Hubala", jak również dowódców Polskiego Podziemia, oddział wydzielony stanowił logiczną kontynuację działań Wojska Polskiego, a "Hubal" winien był podporządkowanie określonemu reżimowi prawnemu występującemu w armii.

13 marca płk Leopold Okulicki, ówczesny komendant okręgu łódzkiego Związku Walki Zbrojnej, przywiózł do mjr Dobrzańskiego rozkaz demobilizacji oddziału. Decyzję motywowano dużym zagrożeniem dla ludności cywilnej, którą w ramach odwetu za działalność "Hubala" eksterminowali Niemcy. Podstawowych informacji na temat koncepcji walki dostarcza sam Dobrzański, który prowadził w tym okresie dziennik. Wspomina on przybycie Okulickiego, tłumacząc, iż nie wiedział o zmianach personalnych na szczycie władzy ZWZ i rozkazach rozwiązania oddziału. Nawet jeśli na początku marca "Hubal" nie był świadomy niechęci dowództwa konspiracyjnej organizacji, po przybyciu Okulickiego odebrał on już stosowane dokumenty. Część żołnierzy podporządkowała się wytycznym, jednak blisko 70 z nich odmówiło wykonania rozkazu i złożenia broni. Dołączył do nich sam Dobrzański, który postanowił kontynuować misję. Spotkało się to ze zdecydowaną dezaprobatą Komendy Głównej ZWZ, która jeszcze dwukrotnie nakazywała rozwiązanie oddziału. Ostatni raz 1 maja 1940 roku. Rozkaz był jednak bezcelowy, bowiem 30 kwietnia "Hubal" zginął w walce z Niemcami.

Swoją decyzję o kontynuowaniu walki wojskowy argumentował przysięgą złożoną Ojczyźnie na wierną służbę w mundurze aż do śmierci. Tę argumentację należy jednoznacznie odrzucić jako nietrafioną. Dobrzański wszedł bowiem w struktury wojskowe, przysięgając także posłuszeństwo rozkazom. Jego reakcje, szczególnie w kwietniu 1940 roku, są całkowitym zaprzeczeniem podporządkowania hierarchii służbowej. Po przyjęciu wysłannika Komendy Głównej ZWZ niejakiego "Grabca" otrzymał kolejny rozkaz wzywający do zaprzestania działalności wraz z informacją o grożącym mu postępowaniu sądowo-karnym. "Hubal" podyktował zjadliwą odpowiedź, która nie licowała z powagą sytuacji: "Grabców itp. nie znam [...] ich rozkazy mam w dupie". Co więcej, we wpisie do dziennika odrzucił legitymację gen. Władysława Sikorskiego do wydawania wiążących rozkazów. Wraz z podważeniem pozycji Naczelnego Wodza podważał także autorytet władz podziemnych. Zakwestionował również autentyczność rozkazów, których w jego opinii "nie mógł wydać żaden człowiek [...] taki rozkaz byłby przyłożeniem ręki do tego, co już miało miejsce w czasie tej wojny: do hańby!". Emocjonalne wypowiedzi Dobrzańskiego świadczą o jego głębokiej woli walki, jednak stoją w całkowitej sprzeczności ze strategią obraną przez Polskie Podziemie. Samowola majora podważała powagę władz polskich i sens prowadzenia skoordynowanej walki z okupantem. Całkiem realne stało się zatem przeprowadzenie postępowania karnego przed sądem wojskowym. Ostatecznie jednak władze podziemne nie podjęły tak drastycznych kroków, przy czym trzeba podkreślić, że kres kontrowersjom położyła tragiczna śmierć majora.

Na obronę "Hubala" można przywołać argument językowy. Ostatni z rozkazów podpisany był "Grabiec", gdy tymczasem konspiracyjny pseudonim płk Stefana Roweckiego brzmiał "Grabica". Dobrzański mógł potraktować rozkaz jako nieautentyczny, gdyż wydany przez nieuprawnioną do tego osobę. Teoria ta ma jednak istotne luki, gdyż "Hubal" zdawał sobie sprawę z nastrojów panujących w ZWZ i odbierał liczne sygnały o konieczności zaprzestania walki zgodnie z myślą programową organizacji. Sam Rowecki stwierdził natomiast, że "Hubala" ściga i w przyszłości odda go pod sąd. Nie starczyło mu czasu, gdyż butny oficer zginął w boju zanim doszło do jakiegokolwiek procesu.



Ocena działań

Ocena działań Dobrzańskiego nie może być jednoznacznie krytyczna. Wobec trudnej i skomplikowanej sytuacji na okupowanych terenach nie da się ustalić uniwersalnych kryteriów umożliwiających rozstrzygnięcie sporu między "Hubalem" a dowództwem ZWZ. Wydaje się, iż jako oficer Wojska Polskiego Dobrzański winien był podporządkować się rozkazom przesyłanym przez Komendę Główną konspiracyjnej organizacji mającej umocowanie w aktach prawnych Rządu RP na Emigracji i Naczelnego Wodza. Samowola "Hubala", jak słusznie oceniał płk Rzepecki, była przejawem niesforności i niesubordynacji "spóźnionego o trzysta lat Kmicica". To malownicze określenie świetnie opisuje stan faktyczny sprawy Dobrzańskiego. Prowadził on bowiem własne działania wojenne, niepodporządkowane spójnej myśli Polskiego Podziemia, narażając na szwank interesy konspiracyjnej organizacji, reputację dowódców oraz miejscową ludność cywilną prześladowaną przez okupanta.

Nie oznacza to jednak, że jego krucjata była pozbawiona sensu. "Hubal" odznaczał się ogromną wolą walki, siłą charakteru i gotowością do najwyższych poświęceń w imię wolności ojczyzny. Jego biografowie zgodnie podkreślają znaczenie oddziału. XX-wieczny Kmicic niewątpliwie pogubił się nieco w zarządzaniu grupą żołnierzy, ale zawsze kierował się szczególnie pojętym patriotyzmem. Poddanie się nie wchodziło w grę, bowiem oznaczało zaprzepaszczenie poświęcenia i wysiłku członków oddziału i samego Dobrzańskiego. Przekreśliłoby również wartości, o które "Hubal" walczył z takim uporem. Po latach jest bezsprzecznie postacią kontrowersyjną, wzbudzającą żywe emocje. Wydaje się jednak, że należy go stawiać w gronie bohaterów, niezłomnych bojowników o wolność Rzeczpospolitej.


Polecamy


Patronat


Recenzje
Portal "II wojna światowa": teksty Mateusz Łabuz, grafika CoDJumper.pl, zarząd: MindSpa Psycholog Kraków