Generał Stanisław Sosabowski - ofiara alianckiej intrygi

Artykuły serwisu "II wojna światowa"


Był człowiekiem niezwykłym. Wspaniałym dowódcą, znakomitym organizatorem, wojskowym wizjonerem, który nie bał się przełamywać stereotypów i podążać nowymi szlakami. Przy tym wielkim patriotą, dla którego służba ojczyźnie stanowiła podstawowy obowiązek i zaszczyt. Generał Stanisław Sosabowski przez lata znajdował się jednak na marginesie polskich dowódców okresu II wojny światowej. Na jego karierze i dorobku zaważyła aliancka intryga, doprowadzając do bezpodstawnych oskarżeń o zaprzepaszczeniu szans, jakie dawało sprzymierzonym przeprowadzenie operacji ,,Market-Garden". Rzeź spadochroniarzy pod Arnhem była jednak ostatnim, o co można by obwiniać Sosabowskiego.

Złudne nadzieje

Gdy Sosabowski dotarł do Wielkiej Brytanii w 1940 roku, gdzie stworzył pierwszą polską jednostkę desantową, miał za sobą wyjątkowo długi szlak bojowy. PRzed odzyskaniem niepodległości walczył w armii austrowęgierskiej, potem uczestniczył w odbudowie Wojska Polskiego. W okresie dwudziestolecia międzywojennego był oceniany jako dowódca niezwykle wymagający i ambitny. Zawsze stawiał sobie i innym najwyższe cele, do których starał się dążyć za wszelką cenę. W czasie Wojny Obronnej 1939 roku bronił Modlina i Warszawy. Zanim przedostał się do Francji zdążył jeszcze wejść w skład polskiego ruchu oporu. Po przyjeździe na Zachód, wszedł w skład odtwarzanych Polskich Sił Zbrojnych. W maju i czerwcu 1940 roku walczył z 4. Dywizją Piechoty w obronie Francji. Po upadku sojuszniczego kraju przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam od 1941 do 1944 roku organizował Samodzielną Brygadę Spadochronową, pierwszą polską jednostkę powietrznodesantową w historii. Brygada miała stanowić oddział na wskroś elitarny - niezwykle wysokie wymagania w czasie rekrutacji oraz reżim treningowy nie zniechęcały jednak licznych kandydatów. Polacy liczyli bowiem na możliwość szybkiego zaangażowania w walce, zwłaszcza w obliczu wsparcia dla Polskiego Podziemia w okupowanym przez Niemców kraju. Idea powstania powszechnego organizowanego przez Armię Krajową pojawiała się co jakiś czas w planach dowództwa krajowego i emigracyjnego. Członkowie brygady i sam Sosabowski byli zwodzeni mętnymi koncepcjami przerzutu do Polski. Brytyjczycy, którzy odpowiadali za część szkolenia, zakwaterowanie i wyposażenie jednostki dawali Polakom złudną nadzieję możliwości wejścia do walki tam, gdzie z punktu widzenia polskiej racji stanu mieli być najbardziej potrzebni - w stolicy. Polacy ufali zapewnieniom sojusznika, dość naiwnie zresztą, biorąc pod uwagę realne możliwości przeprawienia się do Polski. Tego typu operacja byłaby nie tylko trudna do przeprowadzenia ze względów logistycznych (w 1944 roku brygada liczyła już ponad 2200 ludzi, a najbliższe okupowanej Polsce lotniska były rozmieszczone we Włoszech, co wymagało przelotu nad szeregiem państw kontrolowanych przez koalicję faszystowską), ale i politycznych. Jak się okazało, interes Polski był w 1944 roku znacznie mniej ważny niż połączone interesy Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego.

Pamięć i zapomnienie

Gdy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie generał i jego żołnierze rwali się do walki, licząc na możliwość przerzutu do okupowanej Polski. Sojusznicy mieli jednak inne plany wobec bitnych Polaków. We wrześniu 1944 roku wyznaczono im zadanie uchwycenia przepraw na Mozie w czasie operacji desantowej w rejonie Arnhem. Już na etapie planowania Sosabowski zwracał Brytyjczykom uwagę na duże trudności w realizacji konkretnych zadań. Operacja ,,Market Garden" była źle pomyślana, nadmiernie ryzykowna, a przy tym brakowało odpowiedniego rozpoznania terenu. Zawiódł aliancki wywiad, który nie przekazał informacji o stacjonujących w rejonie Arnhem jednostkach niemieckich. Sosabowski był właściwie jedynym wysokim dowódcą, który protestował przeciwko złym założeniom planu marsz. Bernarda Law Montgomery'ego. Zanim rozpoczęto "Market Garden" sojusznicy przypięli mu łatkę malkontenta i defetysty. Zastrzeżenia Sosabowskiego wykorzystano później - wbrew jakiejkolwiek logice - do obarczenia go winą za niepowodzenie misji.

Operacja zakończyła się bowiem spektakularną klęską aliantów. Polacy walczyli niezwykle dzielnie, ponieśli ogromne straty i uczestniczyli w ewakuacji sił sprzymierzonych spod Arnhem, osłaniając sojuszników. Sosabowski nie krył rozgoryczenia i wściekłości po fatalnie przeprowadzonej akcji. Po raz kolejnych otwarcie skrytykował brytyjskich planistów. Ci zażądali odwołania charyzmatycznego dowódcy. Polacy musieli się podporządkować silniejszym sojusznikom. Jeszcze w 1944 roku Sosabowski stracił stanowisko i został oddelegowany z brygady. Do końca wojny pełnił mniej znaczące funkcje. Przez lata pod jego adresem kierowano również oszczercze oskarżenia przenoszące na Polaków odpowiedzialność za katastrofę operacji. Czarna niewdzięczność spotkała bohaterów, którzy złożyli ogromną daninę krwi, walcząc za wolność innych narodów.

Po wojnie Polacy krótko pełnili jeszcze rolę sił wspomagających aliantów. W 1947 roku większość jednostek została rozformowana. Sosabowski musiał się odnaleźć w cywilu, zwłaszcza, że na utrzymaniu miał część rodziny. Z Polski przyjechał jego syn, który stracił wzrok w czasie Powstania Warszawskiego. Przez lata generał pracował w warsztacie stolarskim i tapicerskim, a następnie jako robotnik magazynowy i nie doczekał rehabilitacji i uznania ze strony społeczności międzynarodowej. Oskarżenia powielano w pierwszych powojennych opracowaniach, ignorując nie tylko poglądy Sosabowskiego, ale i postawę jego żołnierzy pod Arnhem. Jakby tego było mało, dowódca został wyklęty w ojczyźnie. Komunistyczne władze prześladowały wracających z Zachodu żołnierzy. Pod ich adresem kierowano oskarżenia o szpiegostwo i zdradę kraju. Ci, którzy wracali, musieli się liczyć z możliwością aresztowania. Wielu pozostałym na emigracji odebrano obywatelstwo. Wśród nich znalazł się Sosabowski. O generale pamiętali natomiast żołnierze, dla których zawsze pozostawał troskliwym opiekunem, niestrudzonym organizatorem i wybitnym przywódcą. Zmarł w 1967 roku, dwa lata później jego prochy sprowadzono do Polski, gdzie symbolicznie zostały złożone na Cmentarzu Powązkowskim.



Kozioł ofiarny

Gen. Stanisław Sosabowski jest polskim bohaterem tragicznym. Mimo iż w czasie II wojny światowej on i jego żołnierze wykazali się niezwykłym męstwem i duchem bojowym, stali się ofiarami alianckiej intrygi i swoistymi kozłami ofiarnymi niepowodzenia operacji ,,Market Garden". Wszystko to wbrew logice i historycznym faktom, co tym mocniej uwypukla dramat polskiego oficera. Przez lata obarczano go winą za porażkę w bitwie pod Arnhem, mimo iż jako jedyny wyższy dowódca zgłaszał zastrzeżenia względem ryzykownego i źle pomyślanego planu brytyjskiego marsz. Bernarda Law Montgomery'ego. Dopiero po kilkudziesięciu latach od zakończenia wojny historycy zaczęli weryfikować przebieg walk pod Arnhem. Dzisiaj coraz częściej uznaje się argumenty Sosabowskiego, choć obecny w starszych opracowaniach obraz polskiego dowódcy wciąż mocno wpływa na jego postrzeganie.


Polecamy


Patronat


Recenzje